Edukacyjna rewolucja w służbie relatywizmu
Portal Tygodnik Powszechny (27 stycznia 2026) prezentuje wywiad z Aleksandrą Korczak, polonistką postulującą radykalną przebudowę kanonu lektur szkolnych. W rozmowie z Moniką Ochędowską padają tezy o rzekomej „przestarzałości” klasyki literackiej, „szkodliwości” egzaminów ósmoklasisty oraz konieczności zastąpienia tradycyjnych dzieł tekstami „bliższymi współczesności” dotyczącymi wojny, uchodźstwa czy genderowych stereotypów. „Program skupia się na treści lektur, a nie na ich znaczeniu” – kwituje Korczak, zupełnie pomijając fakt, że znaczenie dzieła wyrasta właśnie z jego treści osadzonej w konkretnym porządku cywilizacyjnym.
„Na listach lektur dla klas 4-6 pojawia się trochę tekstów klasyfikowanych jako literatura dla dzieci i młodzieży: ‘Kajko i Kokosz’, ‘Opowieści z Narnii’, ‘Hobbit’. Natomiast w klasach 7-8 literatury młodzieżowej jest bardzo mało”
Już w tym zestawieniu ujawnia się ideologiczny projekt dekonstrukcji kulturowego dziedzictwa. Wymienione tytuły – z wyjątkiem trylogii Tolkiena, którego światopogląd wyrasta z katolickiego uniwersalizmu – reprezentują postmodernistyczną mieszaninę gatunków, gdzie chrześcijański ład zastępuje się pogańskim synkretyzmem („Narnia” C.S. Lewisa) lub komiksową pseudohistorią („Kajko i Kokosz”). Tymczasem „Pan Tadeusz”, „Zemsta” czy „Dziady” – według Korczak „pisane dla dorosłych czytelników w czasach dawno minionych” – stanowią fundament narodowej tożsamości zrośniętej z katolicyzmem.
Demontaż kanonu jako narzędzie laicyzacji
Postulat zastąpienia XIX-wiecznego „Pinokia” współczesnymi baśniami odsłania rzeczywisty cel tej „reformy”: oderwanie edukacji od chrześcijańskich korzeni. Jak zauważa św. Pius X w encyklice Pascendi, moderniści dążą do „dostosowania religii do współczesnej nauki i filozofii” (pkt 13). W tym przypadku chodzi o dostosowanie literatury do laickiego światopoglądu, gdzie Balladyna nie jest już metaforą grzechu i kary, lecz „czarnym charakterem”, a „Dziady” tracą wymiar mesjanistyczny na rzecz „tanatopedagogiki” – kolejnego neomarksistowskiego konstruktu.
Krytyka centralizacji oświaty i systemu egzaminacyjnego, choć częściowo słuszna, służy tu jedynie jako pretekst do wprowadzenia edukacyjnego chaosu. Propozycja, by „decyzję należałoby pozostawić szkołom”, to klasyczny manewr rewolucyjny: zniszczyć jednolite standardy, by zastąpić je „elastycznością” otwierającą furtkę dla ideologicznej indoktrynacji. Gdy Korczak marzy o lekcjach łączących „literaturę dawną z tekstami współczesnymi”, ma na myśli zestawianie Sienkiewicza z genderowymi manifestami Olgi Tokarczuk – laureatki nagrody przyznanej przez środowiska wrogie Kościołowi.
„Uważam, że egzaminy kończące szkołę podstawową są zbędne, a na pewno nie powinny mieć scentralizowanej formy”
Ukryty program: inżynieria społeczna nowego człowieka
Najgroźniejszym aspektem propozycji Korczak jest promocja hidden curriculum – ukrytego programu nauczania, który pod płaszczykiem „wrażliwości poetyckiej” czy „świadomego kontaktu z problemami współczesnego świata” przemyca rewolucyjne idee. Kiedy autorka mówi: „Nie wymagam od swoich uczniów, żeby lubili czytać za wszelką cenę”, w rzeczywistości głosi relatywizm wartościujący: rozrywkowy serial zasługuje na taką samą uwagę jak arcydzieło literatury.
Rzekoma „niewystarczająca reprezentacja pisarek” w kanonie to kolejne uderzenie w chrześcijański model kultury. Jak przypomina Pius XI w Quas Primas, „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi”, lecz nie oznacza to akceptacji dla genderowej rewolucji. W tradycyjnym kanonie obecne są przecież dzieła świętych kobiet – od św. Teresy z Avili po bł. Anielę Salawę – których brak w propozycjach „nowoczesnych” edukatorów świadczy wymownie o ich antychrześcijańskim nastawieniu.
Katastrofa antropologiczna w szkole posoborowej
Projekt Korczak wpisuje się w szerszy proces opisywany już w Syllabusie błędów Piusa IX: „Nauczanie Kościoła jest wrogiem postępu nauk przyrodniczych i teologicznych” (pkt 57). W rzeczywistości to właśnie modernistyczna edukacja prowadzi do intelektualnego bankructwa, zastępując klasyczną paideię – formującą człowieka w cnocie i prawdzie – „warsztatami kolażu” i „performensu”. Gdy Korczak proponuje, by „dzieciaki nie tylko były zachęcane do czytania, ale żeby co najmniej dwa razy w roku wychodziły do teatru, galerii sztuki”, nie precyzuje, że chodzi o teatr propagujący dewiacje i „sztukę” bluźnierczą.
Końcowe uwagi o „stereotypach płciowych” w literaturze odsłaniają prawdziwy cel całego projektu: wychowanie pokolenia wykorzenionego z tradycji, dla którego Alina z „Balladyny” będzie „bierną ofiarą patriarchatu”, a Bohatyrowiczowie z „Nad Niemnem” – „kolonizatorami ziemi białoruskiej”. W obliczu tej rewolucji katolik nie może pozostać bierny. Jak przypomina dekret Lamentabili sane exitu, „dogmaty wiary należy pojmować według ich funkcji praktycznej” (pkt 26) – także w sferze edukacji, gdzie walka o kanon lektur jest walką o dusze młodych.
Za artykułem:
Nie uczymy dzieci, jak czytać i rozumieć książki. Polonistka o kanonie lektur szkolnych (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 27.01.2026








