Monarchiczne stroje w służbie modernistycznej rewolucji
Portal „Tygodnik Powszechny” (27 stycznia 2026) promuje wystawę „Niech nas widzą!” na Zamku Królewskim w Warszawie jako przełomowe „obszernie i różnorodnie opowiedziane” dzieło o roli ubioru w kulturze. Ekspozycja, zestawiająca płaszcz koronacyjny Stanisława Augusta z kreacjami współczesnych projektantów, ma ukazywać rzekomo uniwersalne prawdy o „tożsamości, władzy i statusie społecznym” wyrażanych przez strój. Już sam tytuł wystawy – parafraza hasła środowisk LGBT – zdradza jej ideologiczne ukierunkowanie.
Mitologizacja władzy versus królestwo Chrystusa
Centralnym punktem wystawy jest replika płaszcza koronacyjnego Stanisława Augusta – monarchy, którego rządy doprowadziły do upadku Rzeczypospolitej. Kuratorzy wychwalają go jako „symbol legitymizacji władzy”, przemilczając fakt, że prawowita legitymizacja płynie wyłącznie z uznania panowania Chrystusa Króla. Jak uczy Pius XI w encyklice Quas primas: „Niechaj więc obowiązkiem i staraniem Waszym będzie, Czcigodni Bracia, aby w dniu oznaczonym przed tą doroczną uroczystością wygłoszono w każdej parafii kazania do ludu, w którychby ten lud dokładnie pouczony o istocie, znaczeniu i ważności tego święta”. Tymczasem wystawa gloryfikuje doczesną władzę pozbawioną fundamentu w prawie Bożym.
„Portrety, nie tylko władców, niekoniecznie odpowiadają rzeczywistości. Tworzone przez artystów wyobrażenia na temat królów były jednym z kluczowych narzędzi budowania wizerunku, a tym samym legitymizowania ich rządów” – przyznaje autor artykułu Piotr Kosiewski.
Ta szczera deklaracja demaskuje prawdziwy cel ekspozycji: nie badanie historii, lecz promocję relatywizmu. Jeśli nawet portrety monarchów były fikcją, to cóż mówić o współczesnych „artystycznych wizjach” odzierających władzę z jej sacrum? Wystawa nie wspomina, że jedynym prawowitym źródłem władzy jest Bóg (Rz 13,1), a koronacyjne insygnia mają sens tylko jako odbicie władzy Chrystusa – Rex regum et Dominus dominantium (Ap 19,16).
Rewolucja kulturalna pod płaszczem historycznej kontynuacji
Autor zachwyca się, jak współcześni projektanci „przekształcają, dekonstruują czy wykorzystują dawne wzorce”. W rzeczywistości mamy do czynienia z klasycznym przykładem modernizmu w działaniu: fałszywa ciągłość służy zakamuflowaniu rewolucji. Paco Rabanne „rehabilitujący gorset” po feministycznej rewolucji czy Viola Głowacka ubierająca „Bitwę pod Empikiem” w zbroję – to nie kontynuacja tradycji, lecz jej profanacja.
Szczególnie wymowne są prace Dominiki Kowyni, która „namalowała uzbrojoną kobietę pochylającą się nad zastrzelonym zwierzęciem”, by – jak tłumaczy artystka – zdemaskować „wciskanie kobiet w rolę opiekuńczą”. To jawna gloryfikacja feministycznej rebelii przeciw naturalnemu porządkowi. Wystawa promuje tę antychrześcijańską wizję jako postęp, podczas gdy Pius X w Lamentabili sane potępił podobne próby „rewizji tradycji w imię współczesności” (propozycja 58).
Demokratyzacja jako narzędzie dechrystianizacji
Kuratorzy wychwalają „demokratyzację mody”, zupełnie pomijając jej destrukcyjny wpływ na społeczeństwo. Cytują przy tym socjologa Georga Simmla, że moda „łączy tendencję ku społecznemu ujednolicaniu i pragnienie jednostkowego odróżniania się”. To klasyczny przykład modernistycznego sofizmatu – jak zauważa Pius X w Syllabusie (p. 80), łączenie sprzeczności to ulubiona metoda rewolucjonistów.
„Proces nieustannego przeobrażania się. Przyjmowania kolejnych tożsamości, które wyrażane są poprzez to, co się na siebie nakłada” – pisze Kosiewski o pracy Anety Grzeszykowskiej „Kate’s Portfolio”.
Ta pochwała „nieustannego przeobrażania” to jawna apostazja od nauki o niezmiennej naturze człowieka stworzonego na obraz Boży. Wystawa gloryfikuje proteuszową tożsamość, podczas gdy Chrystus nauczał: „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą” (Mt 24,35 Wlg).
Elitaryzm podszyty hipokryzją
Autor krytykuje rzekomy „elitaryzm” wystawy, żałując, że „pominięto służbę, nieodłączną część dworskiego życia”. Paradoksalnie, to właśnie współczesna „demokratyczna” moda jest najbardziej elitarna – promuje bowiem kulturę celebrytów i pogardę dla prostego ludu. Pius XI w Quas primas przypominał: „Kościół, ustanowiony przez Chrystusa jako społeczność doskonała, żąda dla siebie z prawa mu przysługującego, pełnej wolności i niezależności od władzy świeckiej”. Wystawa na Zamku Królewskim dowodzi, że bez Chrystusa Króla każda władza degeneruje się w tyranię lub błazenadę.
Organizatorzy wystawy, eksponując płaszcz Stanisława Augusta obok projektów Vivienne Westwood – znanej z antychrześcijańskich prowokacji – dokonują symbolicznego sprofanowania narodowych relikwii. Tożsamość budowana na takich podstawach to tożsamość biblijnej „ohydy spustoszenia” (Dn 9,27), nie zaś dziedzictwo chrześcijańskiej Polski.
Za artykułem:
„Niech nas widzą!” na Zamku Królewskim: wystawa, którą trzeba zobaczyć (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 27.01.2026








