Sobór katolicki z koncertem muzyki Józepha Hofmanna, z naciskiem na modlących się wiernych i sakralną architekturę

Kulturowa amnezja i duchowa pustka w odkrywaniu Hofmanna

Podziel się tym:

„Chromaticon” i „Nawiedzony zamek” („The Haunted Castle”), utwory Michela Dvorsky’ego, wykonywane wówczas publicznie, okazały się w rzeczywistości kompozycjami Józefa Hofmanna. Autor posługiwał się pseudonimem, by jego muzykę oceniano niezależnie od nazwiska i renomy. Portal „Tygodnik Powszechny” (27.01.2026) z entuzjazmem relacjonuje „przywracanie polskiej literaturze muzycznej” zapomnianego poematu symfonicznego Józefa Hofmanna, nie dostrzegając głębszego wymiaru tej „kulturowej amnezji”. Artykuł, pełen zachwytu nad „efektowną instrumentacją” i „nakładanymi planami grupowymi”, stanowi kolejny przejaw redukcji sztuki do poziomu czysto technicznego rzemiosła, oderwanego od transcendentnego porządku.


Naturalistyczne uwielbienie formy

Rozpływając się nad „kapryśną agogiką” i „rozbudowanym freskiem symfonicznym”, autorzy całkowicie pomijają podstawowe pytanie: Cui bono? Jaką prawdę o kondycji ludzkiej niesie ta muzyka? Czy prowadzi duszę ku Contemplatio Dei, czy tylko zaspokaja zmysłowe pragnienia? Współczesny zachwyt nad „Zamkiem” przypomina herezję modernizmu potępioną w Pascendi: „Wiara jako przyzwolenie umysłu opiera się ostatecznie na sumie prawdopodobieństw” (Lamentabili sane exitu, punkt 25). Tu mamy do czynienia z estetyką opartą na subiektywnej przyjemności, nie zaś na obiektywnym pięknie wpisanym w Boży ład stworzenia.

Kraków bez krzyża

Planowane „upamiętnienie w Krakowie miejsc urodzin Józefa Hofmanna” przy ul. Kurniki oraz Ignacego Friedmana przy Kalwaryjskiej budzi szczególną grozę. Czy w mieście świętego Stanisława i królów katolickich miejsce pamięci zasługują jedynie wirtuozi fortepianu? Gdzie tablice upamiętniające vera cultura – świętych, męczenników, doktorów Kościoła? Ta sekularyzacja przestrzeni publicznej stanowi jawny przejaw apostazji potępionej w Quas Primas: „Usunięto Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo ze swych obyczajów, z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego” (Pius XI).

„Rozległa, efektowna instrumentacja przywodzi na myśl przede wszystkim szkołę niemiecką i poematy symfoniczne Ryszarda Straussa.”

Czy przypadkiem Strauss – twórca oper pełnych dekadencji i moralnego zepsucia (Salome, Elektra) – nie powinien być raczej przestrogą niż wzorem? Porównanie do „partytur impresjonistycznych” jedynie pogłębia duchowy niepokój. Impresjonizm w sztuce to przecież kwintesencja relatywizmu – ulotne wrażenie stawiane ponad odwieczną Prawdą.

Sztuka bez Stwórcy

Najbardziej porażające jest całkowite milczenie o religijności Hofmanna. Czy ten „jeden z największych pianistów swojej epoki” wierzył w Boga? Czy jego muzyka służyła chwale Stwórcy? Artykuł przemilcza te fundamentalne kwestie, redukując artystę do poziomu „technicznego geniusza”. Tymczasem Pius XI ostrzegał: „Kiedy ludzie wyrzekają się Chrystusa, społeczeństwo chyli się ku upadkowi” (Quas Primas). Bez odniesienia do Veritatis Splendor każda sztuka staje się jałową grą form.

Fałszywy jubileusz

Tak zwany „Rok Hofmannowski” pomiędzy 20 stycznia 2026 (150. rocznica urodzin) a 16 lutego 2027 (70. rocznica śmierci) stanowi modelowy przykład kulturowego bałwochwalstwa. Czy którykolwiek z hierarchów „struktur posoborowych” zaprotestował przeciwko tej świeckiej kanonizacji? W czasach prawdziwego Kościoła takie inicjatywy zawsze miały religijny fundament – jak Rok Święty czy jubileusze świętych.

Instrumentalne wykorzystanie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia do promocji „odkryć” muzykologicznych jedynie dowodzi głębokiego kryzysu instytucji publicznych. Czyż nie powinny one przede wszystkim szerzyć kultury zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie Europy? Syllabus błędów Piusa IX wyraźnie potępia: „Kościół jest wrogiem postępu nauk przyrodniczych i teologicznych” (punkt 57) – tu zaś mamy do czynienia z bałwochwalczym kultem „postępu” w muzykologii.

Apologia czy ekshumacja?

Entuzjazm dla „przywracania należnego miejsca w historii muzyki” przywodzi na myśl inne współczesne „ekshumacje” – próby rewizji historii sztuki przez pryzmat świeckich mód i ideologii. W świetle encykliki Pascendi Dominici Gregis to typowy przejaw modernizmu: „Dogmaty są tylko interpretacją faktów religijnych, którą wypracował sobie umysł ludzki” (Lamentabili, punkt 22).

Czy rzeczywiście potrzebujemy kolejnych interpretacji Straussa i impresjonistów w czasach, gdy katolickie dziedzictwo muzyczne – od gregoriańskich chorałów po symfonie Brucknera – jest systematycznie rugowane z życia publicznego? Ten „powrót Hofmanna” przypomina raczej tańce na ruinach cywilizacji łacińskiej niż autentyczne odrodzenie kultury.

Słusznie zauważył Pius XI: „Pokój Chrystusa w królestwie Chrystusowym” (Quas Primas) jest jedynym fundamentem prawdziwego rozwoju sztuki. Bez tego punktu odniesienia nawet najbardziej wirtuozowskie dzieła stanowią jedynie hałaśliwą kakofonię w globalnym domu wariatów.


Za artykułem:
Hofmann ponownie zajmuje należne mu miejsce w historii muzyki jako kompozytor i pianista
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 27.01.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.