Posoborowe laury dla „obrońców życia” w cieniu apostazji
Portal Gość Niedzielny (28 stycznia 2026) relacjonuje ceremonię wręczenia Nagrody „Przyjaciel Życia” organizowanej przez Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka. Laureatami zostali dr inż. Adam Kisiel – współzałożyciel Krucjaty Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci – oraz małżeństwo Agnieszki i Macieja Tomickich, rodziców niepełnosprawnej Jagody. Choć inicjatywy te zdają się promować szlachetne cele, osadzone są w posoborowym paradygmacie redukującym świętość życia do horyzontalnego humanitaryzmu.
Krucjata bez krzyża
Działalność „inż. Kisiela” (jak tytułuje go portal) przedstawiana jest jako „wytrwała modlitwa przyczyniająca się do przełomowej zmiany prawa w 1993 r.”. Tu właśnie ujawnia się zasadnicza sprzeczność: prawdziwie katolicka krucjata nie może ograniczać się do lobbingu za „zmianami prawnymi” w strukturach państwa apostazji. Czyż Pius XI nie nauczał w Quas Primas, że „królestwo Chrystusa (…) obejmuje wszystkich ludzi, tak iż cały ród ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa”? Tymczasem „sukces” z 1993 roku pozostaje jedynie półśrodkiem w kraju, gdzie aborcja eugeniczna wciąż jest dopuszczalna – co stanowi jawną drwinę z Boskiego prawa „Nie zabijaj!” (Wj 20,13).
„Siła działań pana inżyniera tkwi w cichej konsekwencji, w zdolności do pokornego trwania przy wartościach, na przekór złu świata” – czytamy w laudacji Wojciecha Zięby.
Gdzie jednak owa „konsekwencja” w obliczu milczenia wobec apostazji hierarchów „Kościoła polskiego”? Dlaczego Krucjata nie nawołuje do publicznego pokutnego zadośćuczynienia za grzechy narodu, jak czyniły średniowieczne bractwa pokutne? Brak takiego wymiaru czyni tę inicjatywę kolejnym przejawem religio sine sacrifício – religii bez ofiary.
Świętość życia bez świętości łaski
Rodzina Tomickich przedstawiana jest jako wzór „postawy pro-life w codzienności”. Choć ich heroiczna miłość do niepełnosprawnej córki budzi szacunek, cała narracja skupia się na wymiarze psychologiczno-społecznym, pomijając nadprzyrodzoną wartość cierpienia zjednoczonego z Męką Chrystusa. W encyklice Mystici Corporis Pius XII przypominał: „Chrystus głowa wpływa na członki (…) aby wszystkie cierpienia (…) przemieniał w swoją chwałę”. Tymczasem w filmie „Światło Jagody” nie ma śladu katolickiej duchowości wynagradzającej – tylko „inspirująca” opowieść o „radzeniu sobie z wyzwaniami”.
Stowarzyszenie w służbie status quo
Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka funkcjonuje jak NGO, nie zaś jak katolickie bractwo. Jego prezes deklaruje: „To są normalni ludzie, którzy mają swoje lęki, obawy, ale mając bezwarunkową miłość i wiarę są w stanie robić wielkie rzeczy”. To klasyczny przykład posoborowego redukcjonizmu – wiara sprowadzona do motywacyjnego placebo, a nie do virtus infusa (cnoty wlanej) walczącej z duchem świata. Gdzie nawoływanie do publicznego poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusa? Gdzie żądanie przywrócenia prawa Bożego jako fundamentu ustawodawstwa?
Nagroda „Przyjaciel Życia” służy legitymizacji systemu, który – jak nauczał św. Pius X w Lamentabili – „przemilcza lub relatywizuje prawdy wiary”. Dopóki „obrońcy życia” nie zrozumieją, że walka o życie nienarodzonych musi iść w parze z walką o życie łaski uświęcającej w duszach – ich wysiłki pozostaną jedynie świeckim aktywizmem w sutannach.
Za artykułem:
Nagroda „Przyjaciel Życia” 2026 (gosc.pl)
Data artykułu: 28.01.2026








