Polityka bez Chrystusa Króla: Krytyka modernistycznej narracji w sprawie Ukrainy
„Nie akceptuję narracji o »zmęczeniu wojną«. Zmęczony może być człowiek w Kijowie, który czwarty rok żyje w strachu i ma w mieszkaniu 10 stopni. Opowiadanie o zmęczeniu z perspektywy Warszawy czy Krakowa jest bezczelne” – stwierdza Agnieszka Romaszewska-Guzy w rozmowie dla portalu „Więź” (29 stycznia 2026).
Naturalistyczna redukcja solidarności
Deklarowany sprzeciw wobec „narodowego egoizmu” zasługuje na uwagę, lecz pozostaje jedynie humanitarnym gestem pozbawionym nadprzyrodzonej perspektywy. Romaszewska-Guzy, choć słusznie piętnuje „zadufane przekonanie o własnej wyjątkowości” części prawicy, sama wpada w pułapkę modernistycznej antropologii, sprowadzając pomoc Ukrainie do kwestii „strategicznej układanki” i „transakcyjnej polityki”. Tymczasem Pius XI w encyklice Quas primas nauczał: „Pokój Chrystusowy w Królestwie Chrystusowym […] Jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego” (1925). Bez odniesienia do sociale regnum Christi każda dyskusja o solidarności między narodami staje się czczą gadaniną.
Fałszywy dychotomizm: między szowinizmem a laickim uniwersalizmem
Publicystka przeciwstawia „nacjonalistyczny szowinizm” rzekomo szlachetnej postawie otwartości, jednak jej własne stanowisko nie wykracza poza oświeceniowy projekt »praw człowieka«. Gdy mówi: „Nie chciałabym, żebyśmy utknęli w ideologicznej sprzedaży wiązanej”, pomija fundamentalną prawdę: każde działanie polityczne – także pomocowe – musi być podporządkowane bonum commune rozumianemu przez pryzmat wiecznego zbawienia. „Non est enim aliud nomen sub caelo datum hominibus, in quo oporteat nos salvos fieri” („Nie ma pod niebem żadnego innego imienia danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” – Dz 4,12).
Ukryta apostazja elit
Krytyka „odejścia od linii Lecha Kaczyńskiego” jest szczególnie wymowna w kontekście milczenia o systemowej apostazji całej klasy politycznej. Romaszewska-Guzy ubolewa: „Politycy wmówili ludziom, że wejście [na Ukrainę] oznaczałoby atak Rosji na nas”, lecz nie dostrzega duchowego jądra problemu: gdy naród wyrzeka się publicznego panowania Chrystusa Króla, traci moc stawienia czoła nawet doczesnym zagrożeniom. Jak ostrzegał św. Pius X w Lamentabili sane: „Dogmaty […] są tylko sposobem wyjaśnienia i etapem ewolucji świadomości chrześcijańskiej” (potępiona teza 54).
Polityka zagraniczna jako terra missionum
Propozycje „soft power” poprzez finansowanie ukraińskich mediów to kolejny przejaw naturalistycznej utopii. Prawdziwa pomoc narodowi ukraińskiemu wymagałaby przede wszystkim głoszenia pełnej prawdy o jedynym Zbawicielu – Jezusie Chrystusie. Tymczasem dyskusja ogranicza się do poziomu „rosyjskojęzycznego kanału Biełsatu”, całkowicie pomijając obowiązek ewangelizacji. Czyż nie tego domagał się Chrystus, mówiąc: „Euntes ergo docete omnes gentes” („Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody” – Mt 28,19)?
Kult człowieka zamiast kultu Boga
W całym wywodzie uderza całkowity brak odniesienia do rzeczywistości nadprzyrodzonej. Ani słowa o modlitwie za prześladowanych chrześcijan na Wschodzie, o obowiązku wynagradzania za grzechy narodów, o roli Polski jako antemurale Christianitatis. Zamiast tego mamy technokratyczne rozważania o „konkretnych elitach i grupach” czy „perspektywie oddalonej w czasie”. Gdy polityka staje się czysto świecką grą interesów, nieuchronnie zmierza ku cywilizacji śmierci – co Pius IX potępił w Syllabus errorum: „Sprawiedliwość i pokój uścisną się, gdy zostanie przyznana wolność” (potępiona teza 64).
Posoborowa duchowa pustka
Ostatnim akcentem winno być przypomnienie słów Chrystusa Króla: „Sine me nihil potestis facere” („Beze Mnie nic nie możecie uczynić” – J 15,5). Dopóki polska polityka – zarówno „prawicowa”, jak i „lewicowa” – nie uzna władzy Odkupiciela nad narodami, dopóty będzie jedynie jałową gonitwą między różnymi odmianami modernizmu. Jakże wymowne, że w tekście liczącym 1796 słów nie pojawia się ani jedno imię Jezusa – za to 15 razy wspomina się o „strategii”, „transakcjach” i „interesach”. To nie jest przypadek, lecz symptom duchowej śmierci elit, które zapomniały, że „oportet illum regnare” („trzeba, aby królował” – 1 Kor 15,25).
Za artykułem:
Agnieszka Romaszewska-Guzy: Martwi mnie przykrywanie własnych narodowych kompleksów megalomanią (wiez.pl)
Data artykułu: 29.01.2026








