Historyczne zdjęcie zamarzniętego Bałtyku z krzyżowcem modlącym się na lodzie, otoczonym wojskowymi obozami i okrętami uwięzionymi w lodzie. Scena nawiązuje do katolickiej teologii o boskim providencjonalizmie i wezwaniu do pokuty.

Zamarznięty Bałtyk jako milczące świadectwo: gdzie się podziała teologia stworzenia?

Podziel się tym:

Portal Gość Niedzielny (3 lutego 2026) relacjonuje historyczne przypadki zamarznięcia Bałtyku, począwszy od średniowiecza aż po współczesność. Artykuł przytacza kronikarskie zapisy o wyprawach wojskowych po lodzie, organizacji karczem na zamarzniętym morzu czy strategicznych manewrach militarnych w czasie „małej epoki lodowej”. Współczesne dane Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej wskazują na lokalne zlodzenia zatok i portów w wyniku styczniowych mrozów. Autorzy koncentrują się na aspektach klimatologicznych, gospodarczych i militarnych, całkowicie pomijając nadprzyrodzony wymiar zjawisk przyrodniczych.


Faktografia bez metafizyki: redukcja stworzenia do „praw natury”

Opisywane wydarzenia historyczne – od wyprawy Bolesława Krzywoustego po lodzie (1110/1111) po szwedzką inwazję na Danię (1658) – przedstawiane są wyłącznie przez pryzmat ludzkiej aktywności i uwarunkowań pogodowych. Brakuje choćby wzmianki, że „wszystkie rzeczy sługują Tobie” (Ps 118,91 Wlg), a zamarznięte morze jest narzędziem w rękach Opatrzności. Tymczasem Summa Theologica (I q. 103 a. 1) jednoznacznie naucza: „Bóg zachowuje rzeczy w istnieniu, a przyroda jest wykonawcą Jego woli”. Pominięcie tej perspektywy stanowi ciche przyzwolenie na naturalistyczną wizję świata.

Język techniczny jako objaw duchowej anemii

Ton artykułu zdradza scjentyzm typowy dla modernistycznej mentalności. Frazy takie jak „stabilne warunki ciśnieniowe”, „niski poziom zasolenia” czy „rekonstrukcje klimatyczne” zdominowały narrację, sprowadzając cud stworzenia do zbioru parametrów fizykochemicznych. Tymczasem Sobór Watykański I (1870) w konstytucji Dei Filius potępił tych, którzy „ufając fałszywej nauce filozofii, przyjmują za zasadę, że nie należy uznawać żadnego innego porządku rzeczy poza przyrodą” (kan. 1). Brak choćby aluzji do psalmów wychwalających Bożą potęgę objawioną w przyrodzie (Ps 148,5-6: „Niechaj chwalą imię Pańskie; albowiem On rozkazał, i stworzone są”) dowodzi postępującej desakralizacji myślenia.

Teologiczne bankructwo: gdzie jest wezwanie do pokuty?

Najcięższym zaniedbaniem jest przemilczenie katolickiej interpretacji klęsk żywiołowych jako wezwania do nawrócenia. Gdy w 1709 roku zaraza po ekstremalnej zimie zdziesiątkowała ludność Europy, Kościół widział w tym „ramię sprawiedliwości Bożej” (bulla Unigenitus Klemensa XI, 1713). Tymczasem współczesny opis traktuje historyczne epidemie jedynie jako efekt „krótkiego i chłodnego lata”, bez odniesienia do grzechu jako pierwotnej przyczyny nieszczęść. Jak przypominał św. Jan Chrzciciel: „Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona” (Mt 3,10 Wlg) – każdy kataklizm winien budzić trwogę sumień, a nie tylko ciekawość klimatologów.

Symptom wielkiej apostazji: przyroda bez Stwórcy

Przedstawiona narracja to klasyczny przykład naturalistycznej herezji potępionej przez św. Piusa X w dekrecie Lamentabili (1907): „Objawienie było tylko uświadomieniem sobie przez człowieka swego stosunku do Boga” (propozycja 20). Redukcja zamarzniętego Bałtyku do „wyzwania dla gospodarki i bezpieczeństwa” odzwierciedla ducha Gaudium et Spes, gdzie sobór watykański II głosił autonomię rzeczy doczesnych (nr 36). Tymczasem encyklika Quas Primas Piusa XI (1925) uczy: „Nie ma w nas władzy, która by wyjęta była spod panowania Chrystusa”. Milczenie o królewskiej władzy Zbawiciela nad falami i mrozem (por. Mk 4,39) stanowi apostazję w praktyce.

Katolicka odpowiedź: lód jako ambona Opatrzności

Prawowierna interpretacja zjawisk przyrodniczych winna rozpoczynać się od „wielkich dzieł Pańskich, badanych przez wszystkich, którzy je kochają” (Ps 110,2 Wlg). Historyczne zapisy o zamarzniętym Bałtyku – od kronik Galla Anonima po relacje z potopu szwedzkiego – powinny być czytane przez pryzmat Bożej pedagogiki. Jak przypomina Księga Hioba (38,29-30): „Z którego łona wyszł lód? a szron z nieba kto go spłodził? Wody twardnieją jako odlew, a oblicze przepaści zamarznie”. Każdy ekstrem zimna jest wezwaniem, by – wzorem biblijnych proroków – dostrzec w przyrodzie „list Boga do ludzi” (św. Jan Chryzostom, Homilie na Księgę Rodzaju). Gdzie indziej bowiem szukać ratunku dla zlaicyzowanej cywilizacji, jeśli nie w powrocie do philosophia perennis, która w lodzie widzi nie tylko zjawisko fizyczne, ale i palec Wszechmocnego?


Za artykułem:
Mróz tak silny, że Bałtyk pokrył się lodem – od średniowiecza zdarzyło się to już nieraz
  (gosc.pl)
Data artykułu: 03.02.2026

Więcej polemik ze źródłem: gosc.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.