Portal Gość.pl informuje o „biskupie” Marianie Florczyku, który po raz dziesiąty ma pełnić funkcję „kapelana” przy polskiej reprezentacji na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie. Artykuł przedstawia tę posługę jako „duchowe wsparcie sportowców”, podkreślając wagę „wspólnoty, rozmowy i modlitwy” w kontekście sportowych zwycięstw i porażek. Wspomina się również o watykańskim Krzyżu Olimpijskim oraz rzekomych słowach Leona XIV, który miał wyrazić nadzieję, że igrzyska staną się „okazją do chrześcijańskiego świadectwa”.
Naturalistyczna redukcja sacrum
Wypowiedź „bpa” Florczyka demaskuje całkowite zerwanie z nadprzyrodzonym wymiarem kapłaństwa. Stwierdzenie: „My z tymi ludźmi po prostu mamy być; aby ich wysłuchać, pomodlić z tymi, którzy są wierzący i tego pragną” to klasyczny przykład modernistycznej redukcji kapłana do roli terapeuty lub animatora grupowego. Kapłan katolicki nie jest po to, by „być”, lecz by sprawować Ofiarę Krzyżową i udzielać łask sakramentalnych. Już Pius XI w encyklice Quas primas nauczał, że „Chrystus panuje nad nami nie tylko prawem natury Swojej, lecz także i prawem, które nabył sobie przez odkupienie nasze” (1925). Tymczasem „duchowe wsparcie” sprowadzone do wysłuchiwania i modlitwy z „wierzącymi” to jawna kapitulacja przed protestanckim pojęciem wspólnoty.
Sport jako substytut religii
Artykuł bezwstydnie gloryfikuje synkretyzm łączący olimpijski kult ciała z pozorami duchowości. Fraza „więź sportu i wiary jest bardzo mocna” to czysty naturalizm potępiony w Syllabusie Piusa IX (1864): „Wiara, że Bóg jest rzeczywistym Autorem Pisma Świętego, jest zbytnią naiwnością lub brakiem wiedzy” (punkt 9). Co więcej, porównywanie „inwestycji w siebie” potrzebnej w sporcie do „sfery ducha” to jawne zaprzeczenie słowom Chrystusa: „Cóż bowiem pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?” (Mt 16,26 Wlg). Sport nigdy nie był i nie może być narzędziem ewangelizacji, gdyż jego istotą jest rywalizacja oparta na pysze i żądzy zwycięstwa – przeciwieństwie ewangelicznego „pokornego naśladowania Chrystusa Ukrzyżowanego” (św. Ludwik Maria Grignion de Montfort).
Olimpijskie bałwochwalstwo
Promowanie tzw. Krzyża Olimpijskiego jako „duchowego centrum igrzysk” to skandaliczna profanacja znaku naszego Odkupienia. Krzyż święty nie może być „przywożony przez sportowców” i stawiany obok innych symboli w imię „pokoju, fair play i jedności”. Św. Paweł ostrzegał: „Co bowiem ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo jakaż społeczność światłości z ciemnością?” (2 Kor 6,14 Wlg). Uczestnictwo „duchownych” w tym pogańskim spektaklu jest zdradą „Królestwa, które nie jest z tego świata” (J 18,36 Wlg).
Teologia porażki soborowej rewolucji
Cała ta żenująca inicjatywa jest logicznym owocem soborowej apostazji. Gdy Kościół porzuca misję głoszenia „Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2,2 Wlg), musi szukać legitymizacji w świeckich przedsięwzięciach. „Kapelan sportowy” to figura symbolicza neo-kościoła – instytucji, która zamiast nawracać pogan, tańczy do ich melodyjki. Już w 1907 r. św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane potępił błąd mówiący, że „Kościół nie jest zdolny skutecznie obronić etyki ewangelicznej, ponieważ niezmiennie trwa przy swych poglądach” (punkt 63). Dziś widzimy realizację tej herezji: dostosowanie do świata zamiast jego nawrócenia.
Niech ta smutna historia posłuży jako przestroga: „Nikt nie może dwom panom służyć” (Mt 6,24 Wlg). Albo czcimy Chrystusa Króla, albo olimpijskie bożki – trzeciej drogi nie ma.
Za artykułem:
Bp Florczyk: kapelan na igrzyskach – duchowe wsparcie sportowców (gosc.pl)
Data artykułu: 03.02.2026








