Reżim Maduro kontra Kościół: duchowy wymiar prześladowań w Wenezueli
Portal EWTN News (1 stycznia 2026) informuje o narastających prześladowaniach Kościoła katolickiego w Wenezueli pod rządami socjalistycznego reżimu Nicolása Maduro. Artykuł przytacza wypowiedzi „arcybiskupa” Jesús Gonzáleza de Zárate oraz ekspertów, wskazujących na podobieństwa do sytuacji w Nikaragui, gdzie dyktatura Ortegi prowadzi systematyczną eliminację katolicyzmu. Wśród głównych zagrożeń wymienia się: zaostrzającą się cenzurę, wykorzystywanie „księży rewolucyjnych” do promowania ideologii socjalistycznej oraz sojusz reżimu z grupami przestępczymi i sektami protestanckimi.
Naturalizm versus nadprzyrodzona misja Kościoła
Komentowany artykuł koncentruje się wyłącznie na doczesnych aspektach prześladowań: „zaostrzającej się cenzurze”, „przemocy wobec biskupów” czy „delegitymizacji katolicyzmu”. Zupełnie pomija nadprzyrodzony wymiar Kościoła jako jedynej arki zbawienia. Brakuje odniesień do nauki Piusa XI w encyklice Quas primas:
„Państwa i narody winny uznać publicznie panowanie Chrystusa Króla, gdyż tylko wówczas zaznają trwałego pokoju”
. Ta milcząca redukcja Kościoła do roli organizacji humanitarnej jest symptomatyczna dla modernistycznej infekcji, która po Vaticanum II pozbawiła hierarchię duchowej odporności.
Wspomniany „kardynał” Baltazar Porras, choć krytykowany przez reżim, sam reprezentuje posoborową herezję wolności religijnej potępioną w Syllabusie błędów Piusa IX (1864):
„Każdy człowiek jest wolny w przyjęciu i wyznawaniu tej religii, którą uzna za prawdziwą pod kierunkiem światła rozumu” (błąd nr 15)
. Jego walka o „pluralistyczną ekspresję religijną” stanowi faktyczną kapitulację przed naturalizmem, który legitymizuje santerię i sekty protestanckie – narzędzia reżimu w walce z jedyną prawdziwą Religią.
Językowa asekuracja jako przejaw apostazji
Ton artykułu zdradza typową dla neo-kościoła asekurację. Określenia takie jak „autokratyczny dryf” (zamiast: totalitarny reżim), „ideologiczne prześladowania” (zamiast: walka z Królestwem Chrystusowym) czy „preferencyjna opcja dla ubogich” (neo-marksistowska herezja) ukazują duchową impotencję posoborowej hierarchii. Gdy Martha Patricia Molina mówi o „wzmacnianiu laikatu i kleru poprzez protesty obywatelskie”, zupełnie ignoruje fakt, że jedyną skuteczną bronią jest modlitwa, pokuta i nieustanna ofiara Mszy Świętej – czego nie sprawują już „księża” związani z nową mszałową abominacją.
Szczególnie wymowne jest przemilczenie roli tzw. „komunii” w strukturach posoborowych. Współpracujący z reżimem jezuita „Numa Molina” (celowy zabieg onomastyczny?) nie został nazwany po imieniu: zdrajcą Chrystusa Króla. Tymczasem św. Pius X w Lamentabili sane potępił modernistów, którzy „dogmaty traktują jako interpretację faktów religijnych przez ludzki umysł” (błąd nr 22). Właśnie taką mentalność reprezentują rewolucyjni „duchowni”, sprowadzający wiarę do narzędzia politycznej emancypacji.
Teologiczne bankructwo posoborowej hierarchii
Przytaczane przez portal wypowiedzi „arcybiskupa” Gonzáleza de Zárate dowodzą całkowitej utraty nadprzyrodzonej perspektywy. Jego marzenie o „harmonii i pokoju” bez nawrócenia narodu na królewskie panowanie Chrystusa jest utopią potępioną już przez Piusa IX:
„Nadzieja pojednania się z liberalizmem jest absolutnie płonna”
(encyklika Quanta cura). Tymczasem prawdziwy katolik wie, że pokój Chrystusowy może zapanować jedynie po zniszczeniu bezbożnych reżimów – czego nie dokonają „obywatelskie protesty”, lecz miecz sprawiedliwości Bożej.
Brakuje także fundamentalnego rozróżnienia między prześladowaniami zewnętrznymi a apostazją wewnętrzną. Marcela Szymanski z „Pomocy Kościołowi w Potrzebie” twierdzi, że „autokrata boi się przywódcy religijnego”. To półprawda. Maduro nie lęka się posoborowych pseudohierarchów, którzy od 60 lat głoszą „dialog” i „otwartość na świat”. Prawdziwym zagrożeniem dla tyranów zawsze byli święci kapłani – jak bł. Jerzy Popiełuszko – którzy bez kompromisu głosili: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12,21 Wlg).
Symptom kryzysu wiary: od Wenezueli po Watykan
Opisywana sytuacja nie jest izolowanym przypadkiem, lecz logiczną konsekwencją apostazji Vaticanum II. Gdy w 1925 roku Pius XI ustanawiał święto Chrystusa Króla, podkreślał:
„Jeśli władcy i narody nie uznają publicznie panowania Zbawiciela, nie zaznają pokoju, a fundamenty społeczeństwa zostaną zburzone”
. Odrzucenie tej zasady przez neo-kościół doprowadziło do globalnej rebelii przeciwko Bogu, której wenezuelski socjalizm jest tylko jednym z przejawów.
Demaskując prześladowania, nie można pomijać ich duchowych korzeni. Reżim Maduro – podobnie jak struktury posoborowe – odrzuca regnum sociale Christi, zastępując go kultem człowieka. Dopóki „biskupi” nie wrócą do niezmiennej doktryny o obowiązku państw do publicznego wyznawania katolicyzmu (Syllabus, błąd nr 77), ich protesty pozostaną jedynie teatrem politycznej poprawności. Jak bowiem zauważył św. Robert Bellarmin: „Papież-jawny heretyk automatycznie traci urząd” (De Romano Pontifice). Analogicznie – hierarchia, która milczy o prawach Chrystusa Króla, traci moralny autorytet.
Wenezuelscy katolicy powinni zatem odrzucić iluzję „reformy” neo-kościoła i szukać schronienia u kapłanów wiernych Tradycji – jedynej gwarancji ważności sakramentów i czystości doktryny. Tylko bowiem Ofiara Trydencka zjednoczona z Krzyżem Golgoty może wyjednać łaskę nawrócenia dla tego zniewolonego narodu.
Za artykułem:
Church in Venezuela could undergo more persecution in 2026, experts say (ewtnnews.com)
Data artykułu: 01.01.2026








