Neutralna uprzejmość czy apostazja? Krytyka relatywizmu społecznego w Tygodniku Powszechnym
Portal Tygodnik Powszechny (3 lutego 2026) prezentuje tekst Olgi Drendy pt. Czy można wybaczyć „ha, ha”, w którym autorka ubolewa nad destrukcyjnym wpływem mediów społecznościowych na relacje międzyludzkie. Drenda diagnozuje zjawisko „nadmiernej szczerości” prowadzącej do rozpadu więzi rodzinnych, konstatując: „Nigdy nie powinniśmy byli wiedzieć tyle o sobie nawzajem”. Jako remedium proponuje powrót do „neutralnej uprzejmości” i ograniczenia wymiany poglądów w sferze publicznej. Tekst ten stanowi klasyczny przykład naturalistycznej redukcji problemów społecznych do psychologii i socjologii, całkowicie pomijając nadprzyrodzony wymiar ludzkiej natury.
Faktograficzne przemilczenie grzechu pierworodnego
Analizując przyczyny konfliktów rodzinnych, Drenda ogranicza się do stwierdzenia: „Przyczyną tych rozłamów, czasem na śmierć i życie, był nadmiar ujawnianych informacji o światopoglądzie”. To czysto modernistyczne ujęcie całkowicie ignoruje naukę Soboru Trydenckiego o skutkach grzechu pierworodnego: „Przez jeden grzech przeszła wina na wszystkich ludzi” (Rz 5,12 Wlg). Prawdziwym źródłem konfliktów nie jest nadmiar informacji, lecz pycha ludzka i brak miłości bliźniego – jak uczył Pius XI w encyklice Quas primas: „Pokój Chrystusowy może zapanować tylko w Królestwie Chrystusowym”.
„Gdy każda sfera życia społecznego staje się potencjalnie osobistą, a personalnej urazy nie tłumi konwenans ani dyskrecja, ludzie ciążą w stronę najwęziej rozumianego podobieństwa”
To zdanie demaskuje ateologiczne założenie o samowystarczalności natury ludzkiej, sprzeczne z nauczaniem świętego Augustyna: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie” (Wyznania I,1). Autorka proponuje powrót do „konwenansu” i „dyskrecji” jako narzędzi społecznej koegzystencji, podczas gdy jedynym prawdziwym fundamentem pokoju jest poddanie wszystkich sfer życia pod panowanie Chrystusa Króla.
Językowa idolatria „neutralności”
Kluczowe pojęcie artykułu – „neutralna uprzejmość” – stanowi jawną herezję wobec dogmatu o społecznej władzy Chrystusa Króla. Jak przypomina Pius XI w Quas primas: „Ani państwa nie mogą się obejść bez Boga… ani religia Boża nie może być zrównana z fałszywymi religiami i nie może być im poddana”. Propozycja Drendy, by „trzymać czasem język za zębami” w kwestiach światopoglądowych, jest praktycznym przejawem modernizmu potępionego w dekrecie Lamentabili (1907), który odrzucał tezę, że „wiara jest tylko przyzwoleniem uczuć pod wpływem woli” (pkt 25).
Szczególnie niebezpieczna jest apoteoza prywatności przekonań: „myśli i przekonania mogą należeć do sfery prywatnej”. To stanowisko zaprzecza całej tradycji misyjnej Kościoła, od nakazu Chrystusa: „Idąc na cały świat, głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15 Wlg) po nauczanie Piusa XII o „powszechnym obowiązku wyznawania wiary publicznie”.
Teologiczne bankructwo „pragmatyzmu”
Drenda z aprobatą przywołuje przykład „udanych małżeństw między wierzącą żoną a mężem – zaprzysięgłym ateuszem”, sugerując, że „mieli ważniejsze sprawy na głowie niż debaty światopoglądowe”. To jawne pogwałcenie kanonu 1065 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 r., który zakazuje małżeństw katolików z niewierzącymi bez wyraźnej dyspensy i gwarancji wychowania dzieci w wierze katolickiej.
Proponowany przez autorkę „pragmatyzm” w relacjach międzyludzkich to nic innego jak praktyczny relatywizm potępiony przez Piusa IX w Syllabusie błędów: „Każdy człowiek jest wolny w przyjęciu i wyznawaniu tej religii, którą uzna za prawdziwą pod kierunkiem światła rozumu” (pkt 15). Tymczasem Sobór Laterański IV definitywnie stwierdza: „Jedna tylko jest powszechna społeczność wiernych, poza którą nikt nie może być zbawiony” (konst. Firmiter).
Symptomatyczna apostazja współczesności
Analizowany tekst stanowi dramatyczny przejaw duchowej zapaści posoborowego świata. Gdy Drenda pisze o „rozlomach w rodzinie spowodowanych nadmiarem ujawnianych informacji”, pomija fundamentalny fakt: współczesny kryzys rodzin wynika z odrzucenia sakramentalnego charakteru małżeństwa i zasady „Czyńcie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1,28 Wlg). Media społecznościowe są tu jedynie narzędziem demoralizacji, o której ostrzegał już Pius XI w Divini illius Magistri, piętnując „zatrute źródła prasy i widowisk”.
Proponowane rozwiązanie – „neutralna uprzejmość” – stanowi świecką imitację katolickiej cnoty miłości bliźniego, pozbawioną jednak nadprzyrodzonego fundamentu. Jak uczy św. Tomasz z Akwinu: „Caritas est virtus infusa” (Miłość jest cnotą wlaną) – nie da się jej zastąpić żadną „neutralnością” czy społecznym konwenansem.
Zamiast powrotu do naturalistycznej etyki „wzajemnej nieingerencji”, jedynym lekarstwem na współczesne podziały jest poddanie wszystkich sfer życia – w tym mediów społecznościowych – pod panowanie Chrystusa Króla. Jak przypomina Pius XI: „Królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi – nie tylko katolików, ale wszystkich niechrześcijan”. Dopóki społeczeństwo nie uzna tej fundamentalnej zasady, wszelkie próby naprawy relacji międzyludzkich będą jedynie łataniem dziur w tonącym okręcie modernizmu.
Za artykułem:
Czy można wybaczyć reakcję haha, czyli dlaczego unikam mediów społecznościowych (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 03.02.2026








