Upadek słowa w epoce interpretacji – postmodernistyczna duchowa anarchia
Portal Tygodnik Powszechny (3 lutego 2026) przedstawia recenzję powieści Jennifer Croft Wymieranie Ireny Rey jako „ironiczną, zabawną, a przy tym nienachalnie paraboliczną opowieść o kondycji współczesnych tłumaczy”. Autor Adam Woźniak zachwala konstrukcję „prawdziwej wieży Babel”, gdzie tekst czytany jest „tłumaczeniem na angielski zaginionego oryginału, który został napisany po polsku przez Argentynkę”, co ma dowodzić rzekomej głębi intelektualnej przedsięwzięcia. W rzeczywistości mamy do czynienia z kolejnym przejawem duchowego rozkładu współczesnej kultury, która porzuciła wiarę w obiektywną prawdę na rzecz relatywistycznej gry interpretacji.
Deifikacja człowieka i destrukcja autorytetu
Centralnym motywem powieści Croft jest kult „wybitnej polskiej pisarki, Ireny Rey”, przedstawianej jako „półbogini” i „matka boska literacka”. Ten sekciarski model relacji między autorem a tłumaczami odsłania głębszy problem współczesnej kultury: bałwochwalcze uwielbienie dla ludzkiego twórcy zastępujące cześć należną jedynemu Stwórcy. Jak przypomina Pius XI w encyklice Quas primas: „Królestwo Chrystusa rozciąga się na wszystkie czasy, na wszystkie narody i na wszystkie miejsca (Ps 2:8), a żaden człowiek nie może uchylić się od posłuszeństwa Mu pod karą wiecznej kary”. Tymczasem świat literatury stworzył własne panteony bożków, gdzie miejsce Boga zajmują „murowani faworyci do Nagrody Nobla”.
Relatywizm jako zasada konstrukcyjna
Woźniak zachwyca się, że w powieści „nie ma już faktów, a oryginalne słowo straciło swoją moc – pozostały interpretacje i kolejne, często interesowne, przekłady”. Ta jawna apoteoza relatywizmu stoi w jaskrawej sprzeczności z katolickim pojmowaniem Prawdy. Już św. Augustyn w Państwie Bożym przypominał: Veritas ipsa est Deus (Bóg jest samą Prawdą). Tymczasem postmodernistyczna literatura celebruje destrukcję znaczenia, co Pius X w dekrecie Lamentabili sane potępił jako błąd: „Nauka chrześcijańska była z początku żydowską, lecz na skutek stopniowego rozwoju stała się najpierw Pawłową, następnie Janową, aż wreszcie grecką i powszechną” (punkt 60).
„Odkrywając to wszystko, początkowo skrajnie podporządkowani czy wręcz stopieni z 'geniuszką’ tłumacze powoli uwalniają się spod jej toksycznego wpływu”
Ten opis rzekomego „wyzwolenia” jest w istocie ilustracją duchowej anarchii, gdzie każdy staje się prawodawcą własnej prawdy. Jak przestrzegał św. Paweł: „Będzie czas, kiedy zdrowej nauki nie zniosą, ale… nagromadzą sobie nauczycieli stosownie do własnych pożądań” (2 Tm 4,3).
Fałszywa emancypacja i kult samowoli
Recenzent przedstawia proces uniezależniania się tłumaczy od autorki jako pozytywną transformację: „zyskują sprawczość i na własną rękę zastanawiają się nad swoją pozycją w literackim ekosystemie”. W rzeczywistości mamy do czynienia z kolejnym przejawem modernistycznej rewolty przeciwko wszelkiej hierarchii i autorytetowi. Sobór Watykański I w konstytucji Dei Filius stanowczo potępił taką postawę: „Jeśli ktoś powie, że ludzki rozum jest tak niezależny, że wiara nie może mu przez Boga być rozkazana – niech będzie wyklęty”.
Teologiczne konsekwencje relatywizacji słowa
Croft, tłumaczka pism Olgi Tokarczuk – autorki otwarcie promującej ezoteryzm i neopogańskie wizje – konstruuje świat, w którym „tłumacze są pełnowartościowymi artystami”. Ta pozorna nobilitacja w istocie stanowi atak na samą naturę przekazu duchowego. W przeciwieństwie do literackich interpretacji, Depositum fidei jest nienaruszalne, co podkreśla św. Wincenty z Lerynu: Quod semper, quod ubique, quod ab omnibus creditum est (To, co zawsze, co wszędzie, co przez wszystkich było wyznawane).
Książka Croft, chwalona za „jadowitą ironię”, wpisuje się w nurt kultury odrzucającej Objawienie na rzecz subiektywnych wizji. Jak ostrzegał Pius IX w Syllabusie błędów: „Ludzki rozum, bez żadnego odniesienia do Boga, jest jedynym arbitrem prawdy i fałszu, dobra i zła; jest prawem dla siebie i wystarcza, by zapewnić dobrobyt ludzi i narodów” (punkt 3).
Duchowa pustka współczesnej literatury
Opisywany przez Woźniaka świat, gdzie „stwórca oszalał, a potem zniknął”, to doskonała metafora kondycji kultury porzucającej Boga. W przeciwieństwie do tej nihilistycznej wizji, Quas primas wskazuje: „Nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”.
Powieść Croft, przedstawiana jako „egzystencjalna powieść o świeżo odkrytej wolności”, w rzeczywistości ukazuje duchową pustkę świata bez Chrystusa Króla. Gdy usunięto prawdziwego Autora – Boga Logos – pozostaje jedynie kakofonia interpretacji pozbawionych ostatecznego znaczenia. Jak przypomina Psalm 2: „Królowie ziemscy powstają, a książęta naradzają się społem przeciw Panu i przeciw Pomazańcowi Jego”.
Potrzeba powrotu do Obiektywnego Słowa
Wobec tej intelektualnej i duchowej degrengolady, katolik musi trwać przy nienaruszalnym depozycie wiary. W przeciwieństwie do literackich „geniuszy” i ich „tłumaczy”, Chrystus pozostaje Verbum caro factum – Słowem, które stało się Ciałem i zamieszkało między nami (J 1,14). Tylko powrót do uznania królewskiej władzy Chrystusa nad kulturą, sztuką i językiem może uchronić cywilizację przed ostatecznym rozpadem w postmodernistycznej próżni.
Wymieranie w tytule powieści nabiera proroczego znaczenia – to nie tylko metafora zaniku autora, ale diagnoza agonii kultury odrzucającej Objawienie. Jak zapowiedział Zbawiciel: „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą” (Mt 24,35). W świecie płynnych znaczeń i relatywnych interpretacji, tylko Kościół katolicki strzeże niezmiennego Słowa, które było na początku i które zwycięży świat.
Za artykułem:
„Wymieranie Ireny Rey”: zabawna opowieść o współczesnych tłumaczach (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 03.02.2026








