Ethan Hawke jako Lorenz Hart w filmie 'Blue Moon', przedstawiony w atmosferze rozpaczy i moralnego upadku w barze na Broadwayu.

Ethan Hawke jako upadły bard: „Blue Moon” – hymn na cześć moralnego bankructwa

Podziel się tym:

Portal Tygodnik Powszechny (6 lutego 2026) relacjonuje film Richarda Linklatera „Blue Moon” jako „poruszający portret samotnego i niespełnionego artysty” Lorenza Harta, współtwórcę broadwayowskich hitów. Wykwintna apologia degeneracji moralnej podszyta estetyzującym sentymentalizmem.


Naturalistyczna redukcja sztuki do autobiografii grzechu

„Blue Moon” przedstawia Harta jako „duszę towarzystwa”, która „była jednocześnie najsmutniejszą osobą na sali”. Ta romantyzacja dekadencji – alkoholizmu, domniemanego homoseksualizmu („plotki, że tak naprawdę jest gejem”) i duchowej pustki – stanowi kwintesencję modernistycznego bałwochwalstwa twórcy. Jak naucza Pius XI w Quas Primas: „Nie ma pokoju poza królestwem Chrystusa”, zaś film Linklatera gloryfikuje właśnie „wojnę” człowieka przeciw własnej naturze.

Fabuła koncentruje się na „marcowym wieczorze z 1943 roku”, gdy protagonista „topi swój wielki talent i resztki wiarygodności” w alkoholu, podczas gdy „ekipa słynnego musicalu fetuje gigantyczny sukces”. Kontrast ten odsłania prawdę doskonale znaną średniowiecznym moralistom: corruptio optimi pessima – zepsucie najlepszych jest najgorsze. Hart, obdarzony nadprzyrodzonym talentem, zmarnował go na ołtarzu samouwielbienia.

Estetyzacja wad jako wyznacznik „głębi” artystycznej

Recenzentka zachwyca się „błyskotliwym słowotokiem” Hawke’a, który gra „zgorzkniałego «starca»” o „połączeniu satyryka z romantycznym satyrem”. Ten język demaskuje herezję autonomii sztuki: techniczna biegłość staje się alibi dla moralnego bankructwa. Tymczasem św. Pius X w Lamentabili sane potępia błąd, jakoby „dogmaty wiary miały być pojmowane według ich funkcji praktycznej”.

Filmowe „zanurzenie w gęstej atmosferze miejsca i czasu” służy tu sakralizacji grzechu. Sceny „samotnej sylwetki” bohatera porównane do obrazów Hoppera to de facto liturgia współczesnego Kult des Ich. Jak zauważa Syllabus Piusa IX (pkt 58): „wszelka doskonałość moralna polega na gromadzeniu bogactw i zaspokajaniu przyjemności” – co dokładnie widać w losach Harta.

Teologia upadku: gdy brak krzyża, pozostaje autoanaliza

Największym grzechem omawianej produkcji jest całkowite pominięcie causa finalis sztuki. Artykuł chwali „sentamentalne teksty znanych piosenek jako świadectwo głęboko skrywanego niespełnienia”, podczas gdy prawdziwy artysta katolicki – jak Palestrina czy Fra Angelico – czynił swe dzieła ad maiorem Dei gloriam.

„Blue Moon” to swoista Summa współczesnych błędów:

  1. Relatywizm moralny: Alkoholizm i „niedopowiedzenia” co do homoseksualizmu przedstawione jako „osobliwe” lecz zrozumiałe
  2. Kult cierpienia bez odkupienia: „Tragiczna postać” pozbawiona nadziei na nawrócenie
  3. Fałszywa antropologia: Człowiek zredukowany do „erotomana gawędziarza” bez duszy nieśmiertelnej

Jak przypomina encyklika Quas Primas: „Królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi (…) dlatego jawny grzesznik nie może być prawdziwym artystą”. Hart, tworzący „My Blue Valentine” w objęciach nałogu, to antyteza chrześcijańskiego konceptu twórcy jako „sługi nieużytecznego”.

Symptom czasów ostatecznych: sztuka bez Boga

Linklaterowski portret „mężczyzny pełnego lęków i kompleksów” ukazuje duchową pustkę laickiego humanizmu. Recenzja z entuzjazmem donosi, że film „każe wsłuchać się na nowo w sentymentalne teksty” – zupełnie jakby sztuka mogła zastąpić spowiedź.

To ewidentny przejaw apostazji modernizmu, który – zgodnie z nauką św. Piusa X – „przekształca się w pewien chrystianizm bezdogmatyczny, to jest w szeroki i liberalny protestantyzm” (Syllabus, pkt 65). W świecie pozbawionym królowania Chrystusa, nawet „najgłębsze” dzieła stają się jedynie „ostrym żartem” (jak mawiał Hart) z ludzkiej godności.

Dlatego gdy portal zachęca: „Co obejrzeć w weekend”, katolik pamięta słowa Lamentabili: „wiara jako przyzwolenie umysłu nie opiera się na sumie prawdopodobieństw” (pkt 25). Prawdziwy artysta nie szuka „niebieskiego księżyca” ludzkiej aprobaty, lecz promieni łaski u stóp Krzyża.


Za artykułem:
„Blue Moon”: Richard Linklater i Ethan Hawke w kameralnej biografii Lorenza Harta
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 06.02.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.