Polityka zagraniczna bez Boga: apologetyka świeckiego pragmatyzmu w sporze Czarzasty–Rose

Podziel się tym:

Polityka zagraniczna bez Boga: apologetyka świeckiego pragmatyzmu w sporze Czarzasty–Rose

Portal „Tygodnik Powszechny” (9 lutego 2026) relacjonuje konflikt między marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym a ambasadorem USA Tomem Rose’em, powstały wokół publicznej krytyki kandydatury Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla. Autor przedstawia spór jako „niepotrzebny i źle rozegrany po obu stronach”, ubolewając nad „testowaniem sojuszu emocjami rodem z portalu X”. Cała narracja zbudowana jest na fundamencie świeckiego pragmatyzmu, całkowicie pomijającego zasady katolickiej nauki społecznej.


Naturalistyczna redukcja polityki do techniki władzy

Artykuł operuje wyłącznie kategoriami utylitarystycznymi: „relacje polsko-amerykańskie są szczególne i nie ma sensu ich testować”, „żadnej ze stron nie jest on [konflikt] potrzebny”. Autor zupełnie pomija podstawowe pytanie: czy działania któregokolwiek z polityków służą dobru wspólnemu rozumianemu przez pryzmat prawa naturalnego? W myśl encykliki Quas primas Piusa XI, „królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi”, zaś władcy mają obowiązek podporządkować swe decyzje prawu Bożemu – czego żaden z cytowanych polityków nie czyni. Redukcja polityki do kwestii „interesów” i „dojrzałych relacji” to klasyczny przykład naturalizmu potępionego w punkcie 56 Syllabusu błędów Piusa IX: „Moralne prawa nie potrzebują sankcji boskiej”.

Publiczna, głośna krytyka prezydenta Donalda Trumpa była przesadzona. Czarzasty mógł subtelniej i mniej nachalnie odpowiedzieć na listy z Ameryki i Izraela.

W powyższym fragmencie uderza całkowity brak oceny moralnej samej postaci Trumpa. Czy polityk promujący aborcję do 14. tygodnia, wspierający genderową rewolucję i otwarcie pogardzający katolicką nauką społeczną zasługuje na jakiekolwiek poparcie? Dla autora ważniejsza od prawdy jest „subtelność dyplomatyczna”, co stanowi przejaw relatywizmu moralnego zakazanego przez św. Piusa X w dekrecie Lamentabili (punkty 58, 64).

Dialektyczne zacieranie zasad: fałszywy ekumenizm polityczny

Autor próbuje budować pozory równowagi między „lewica europejska nie jest tradycyjnie antyamerykańska” a „prawica europejska nie jest automatycznie proamerykańska”. To klasyczny zabieg modernistycznej hermeneutyki, mający ukryć fundamentalny konflikt między cywilizacją chrześcijańską a rewolucją antykościelną. Jak przypomina Pius IX w Syllabusie (p. 15-18), nie może istnieć równość między prawdą a błędem, zaś fałszywe religie (w tym polityczne) nie prowadzą do zbawienia.

Wspomnienie rzekomo „proamerykańskiej” postawy SLD to kuriozalna próba rehabilitacji środowisk jawnie wrogich Kościołowi. Włodzimierz Czarzasty zaczynał karierę w PZPR – organizacji odpowiedzialnej za prześladowania katolików, mordy sądowe na duchownych i systematyczną destrukcję moralności publicznej. Tymczasem autor bezkrytycznie przyjmuje narrację o „transformacji” komunistów w demokratów, łamiąc zasadę św. Augustyna: „Państwo pozbawione sprawiedliwości staje się bandą zbójców” (De Civitate Dei, IV, 4).

Kult świeckiego państwa: milczenie o prawie Bożym

Najcięższym zarzutem wobec artykułu jest całkowite pominięcie nadprzyrodzonego wymiaru polityki. Ani razu nie pada odniesienie do obowiązku podporządkowania relacji międzynarodowych prawu Bożemu, o którym Pius XI pisał: „królestwo Chrystusa nie jest z tego świata, lecz obejmuje wszystkich ludzi, tak iż jednostki i państwa posłuszne i poddane być mają panowaniu Jego” (Quas primas). Tymczasem autor traktuje Polskę i USA jako podmioty czysto świeckie, których relacje mają być regulowane wyłącznie przez pragmatyzm.

Przymierze polsko-amerykańskie ma wymiar państwowy, a nie partyjny.

To zdanie demaskuje serce problemu: dla współczesnych polityków państwo stało się bożkiem, któremu służy się z pominięciem Boga. Tymczasem już św. Tomasz z Akwinu przestrzegał: „Gdy prawo ludzkie nie jest oparte na prawie wiecznym, jest niesprawiedliwe i nie obowiązuje w sumieniu” (Summa Theol., I-II q.93 a.3). W sytuacji gdy oba państwa legalizują aborcję, małżeństwa homoseksualne i prześladują katolików (jak w przypadku prześladowań tradycjonalistów w USA), żadne ich sojusze nie mogą liczyć na błogosławieństwo Boże.

Syndrom wykorzenienia: kryzys tożsamości Zachodu

Przedstawiona w artykule wizja polityki zagranicznej to symptom głębszej choroby: utraty cywilizacyjnej tożsamości Europy. Gdy w 1925 r. Pius XI ustanawiał święto Chrystusa Króla, wskazywał: „Narody nauczyły się z doświadczenia, do jakich burz i spustoszeń doszło dlatego, że bardzo wielu usunęło Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo” (Quas primas). Dziś, gdy polscy i amerykańscy politycy rywalizują o to, który szybciej zrealizuje postulaty LGBT czy ekologistów, ich spory przypominają walkę o lepsze miejsce na tonącym Titanicu.

Zamiast rozważać „subtelności dyplomatyczne”, katolik powinien jednoznacznie potępić obie strony konfliktu za systematyczne łamanie praw Bożych. Dopóki Polska nie powróci do publicznego uznania panowania Chrystusa Króla – czego domagał się Pius XI – żadne sojusze nie zapewnią jej prawdziwego bezpieczeństwa. Jak przypomina Psalm 2: „I oto królowie ziemi powstali, a książęta zebrali się społem przeciw Panu i przeciwko Pomazańcowi Jego” (Ps 2,2 Wlg).


Za artykułem:
Czarzasty, Trump i ambasador USA. Jak emocje psują politykę zagraniczną
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.02.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.