Tradycyjny kapłan siedzi w ciemnym koście i czyta Ewangelie o uzdrowieniu głuchoniemego.

Teologiczna zgnilizna w modernistycznym ujęciu „dobrego dotyku”

Podziel się tym:

Portal Opoka opublikował artykuł zatytułowany „Dobry dotyk, dobry słuch”, który pod pozorem duchowej refleksji przemyca niebezpieczne redukcje doktrynalne charakterystyczne dla posoborowej deformacji wiary. Tekst, podszywający się pod komentarz do perykopy o uzdrowieniu głuchoniemego (Mk 7,31-37), stanowi klasyczny przykład modernistycznej metody: immanentyzacji nadprzyrodzoności i zastąpienia teologii psychologią.

Naturalistyczna redukcja znaków zbawczych

Pierwsza zasadnicza herezja artykułu polega na sprowadzeniu cudów Chrystusa do zwykłych aktów ludzkiej czułości:

„Dotyk Jezusa był wyrazem czułej miłości Boga, który wie, co nas boli. Nasuwa się skojarzenie z mamą, która najpierw pyta dziecko «gdzie cię boli», a potem delikatnie dotyka, całuje to bolące miejsce, przytula”

. To jawne zaprzeczenie nauce Soboru Trydenckiego, który w dekrecie o usprawiedliwieniu (sesja VI, rozdz. 1) uczy, że Chrystus jako Bóg-Człowiek działał ex opera operato, a nie poprzez naturalne mechanizmy emocjonalne.

Autor całkowicie pomija nadprzyrodzony charakter cudów, które – jak przypomina św. Tomasz z Akwinu (Suma Teologiczna III, q.43 a.1) – były przede wszystkim „znakami potwierdzającymi Boskie posłannictwo i prawdziwość głoszonej doktryny”. Redukcja Bożej mocy do matczynej czułości to klasyczny przykład herezji modernizmu potępionej w Pascendi św. Piusa X: „Religia jest jedynie najwyższym przejawem uczuć” (n. 14).

Magisterium milczenia o sakramentach

Najbardziej szokującym pominięciem jest całkowite przemilczenie sakramentalnego charakteru opisywanego gestu Chrystusa. Tradycyjna egzegeza – od Ojców Kościoła po Leona XIII w encyklice Divinum illud munus – widziała w użyciu śliny zapowiedź sakramentów, gdzie materia (woda, olej, chleb) łączy się ze słowem (forma) dla udzielenia łaski.

Tymczasem autor proponuje własną, dowolną interpretację:

„Można więc czytać ten gest Jezusa w taki sposób «chcę, aby w twoich ustach powstawały słowa podobne do moich słów»”

. To jawna negacja zasady „Ego mihi non sum credere ausus” (św. Augustyn) – zakazu prywatnej interpretacji Pisma poza Magisterium. Jak ostrzegał Pius XII w Humani generis: „Tym, którzy tak postępują, zdaje się umykać, że Pismo święte (…) nie zostało dane przez Boga ludziom, by zaspokoić ich ciekawość lub by dać im przedmiot do studiów i badań, lecz (…) by utwierdzić naukę, którą człowiek otrzymał z zewnątrz” (n. 22).

Anty-teologia cierpienia

Kolejnym punktem zapalnym jest całkowite wypaczenie katolickiej nauki o cierpieniu:

„Chrystus nie obiecał żadnemu uzdrowionemu, że będzie już na zawsze «zaszczepiony» przeciwko cierpieniu”

. Choć zdanie to formalnie prawdziwe, autor pomija najistotniejszy wymiar – że prawdziwe uzdrowienie dokonuje się przez uczestnictwo w Męce Chrystusa (Kol 1,24).

Brak tu jakiegokolwiek odniesienia do „współcierpienia z Chrystusem” (Rz 8,17) czy nadprzyrodzonej mocy Krzyża – tematu obecnego w całej Tradycji, od Listu do Diogneta po Mysterium fidei Pawła VI. To świadome przemilczenie demaskuje naturalistyczną agendę tekstu, redukującego zbawienie do doczesnego komfortu psychicznego.

Liturgiczne oszustwo

W części dotyczącej obrzędu Effatha autor popełnia poważny błąd historyczny:

„W Kościele pierwszych wieków do rytuałów związanych z chrztem należał obrzęd «Effatha». Był on symbolicznym otwarciem uszu na słowo Boga. Dziś ten rytuał pojawia się tylko przy chrzcie dorosłych”

. To nieprawda – w tradycyjnym rycie rzymskim (Pontyfikał św. Piusa V) Effatha stanowi integralną część ceremonii chrztu niemowląt, co podkreśla uniwersalność łaski.

Pominięcie tego faktu jest symptomatyczne dla posoborowej mentalności, która – jak pisał abp Marcel Lefebvre w Liście do Zagubionych Katolików – „systematycznie niszczy święte znaki, pozbawiając wiernych zmysłowych punktów oparcia dla ich wiary”.

Kryzys jako norma

Najbardziej wymowny jest finałowy fragment o „hałasie świata” utrudniającym słuchanie Boga. Paradoksalnie, to właśnie środowiska pokroju portalu Opoka poprzez promocję „otwartego Kościoła” i dialogu ze światem przyczyniły się do tej kakofonii.

Gdy autor pisze:

„Potrzebujemy otwarcia się na słowo Boga”

, milczy o podstawowym warunku tego otwarcia: oderwania się od świata (J 15,19) i ucieczki od zgiełku (Ps 54,8 Wlg). To typowa sprzeczność neo-kościoła: głosić potrzebę skupienia, jednocześnie błogosławiąc wszystkie formy zaangażowania w „sprawy tego świata” – od ekologii po dialog międzyreligijny.

W świetle powyższego, analizowany tekst okazuje się kolejnym kamieniem w mozaice posoborowej apostazji. Zamiast głosić Chrystusa Króla uzdrawiającego dusze przez łaskę, proponuje terapię relacyjną. Zamiast Krzyża – przytulanie. Zamiast dogmatów – emocje. I właśnie w tym tkwi największe zwiedzenie naszych czasów: że można być „dobrym” bez Boga, „kochającym” bez Prawdy, „otwartym” bez nawrócenia.


Za artykułem:
Dobry dotyk, dobry słuch
  (opoka.org.pl)
Data artykułu: 10.02.2026

Więcej polemik ze źródłem: opoka.org.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.