Portal LifeSiteNews (12 lutego 2026) relacjonuje ujawnienie dokumentów FBI, w których były szef policji Palm Beach Michael Reiter twierdzi, że Donald Trump w 2006 roku dziękował mu za śledztwo przeciwko Jeffreyowi Epsteinowi, nazywając go „obrzydliwym” i wskazując na Ghislaine Maxwell jako „złą operatorkę”. Choć Biały Dom nie potwierdza rozmowy, podkreśla, że relacja „pasuje do stanowiska Trumpa”. Artykuł eksponuje walkę narracji: zwolennicy Trumpa widzą dowód jego przeciwdziałania zbrodniom, krytycy – sprzeczność z wcześniejszymi zaprzeczeniami. Ujawniono też powiązania innych figur (Elon Musk, Bill Clinton) z Epsteinem, przy braku dowodów ich udziału w przestępstwach.
Faktograficzne przemilczenia w służbie relatywizacji
Documenta non mentiuntur, sed mentientes documenta confingunt (Dokumenty nie kłamią, lecz kłamiący fałszują dokumenty). Choć cytowany raport FBI istnieje, jego wiarygodność pozostaje niezweryfikowana, co portal marginalizuje na rzecz sensacji. Pomija się kluczowy fakt, iż Trump utrzymywał bliskie relacje z Epsteinem przez lata – wspólne loty prywatnym samolotem, uczestnictwo w imprezach – co stawia pod znakiem zapytania nagłą „transformację moralną” w 2006 roku. Brakuje teologicznej analizy scandalum – zgorszenia, jakie płynie z faktu, że przyszły przywódca narodu utrzymywał zażyłość z notorycznym degeneratem.
„TRUMP był jednym z pierwszych, którzy zadzwonili, gdy ludzie dowiedzieli się, że prowadzimy śledztwo przeciwko EPSTEINOWI”
To zdanie, przyjęte bezkrytycznie, ukrywa pytanie: dlaczego Trump nie zrobił tego przed 2006 rokiem, skoro – jak sam przyznaje – „wszyscy w Nowym Jorku wiedzieli” o zbrodniach Epsteina? Katolicka etyka nakazuje denuntatio formalis (donos formalny) wobec jawnych grzechów przeciwko VI i IX przykazaniu. Milczenie przez lata stanowi współudział moralny.
Językowa sofistyka jako narzędzie zamętu
Retoryka artykułu operuje semantycznym rozmyciem: „brak dowodów” przeciwko Trumpowi ≠ „niewinność”. W świecie, gdzie corruptio optimi pessima (zepsucie najlepszych jest najgorsze), nie wystarczy „nie być pedofilem” – wymagana jest heroiczna cnota czystości. Portal, niestety, przyjmuje świecką narrację „mniejszego zła”, podczas gdy Pius XI w Quas primas nauczał:
„Państwa nie mogą odmawiać publicznej czci i posłuszeństwa królującemu Chrystusowi, jeśli pragną utrzymać nienaruszoną swą powagę i przyczynić się do pomnożenia szczęścia swej ojczyzny”.
Sformułowania typu „future President” wobec Trumpa czy „Secretary of Commerce” wobec Lutnicka nadają nieuzasadnioną legitymację urzędom sprawowanym w oderwaniu od Boskiego porządku. W prawowitej wspólnocie politycznej sub regno Christi (pod panowaniem Chrystusa) osoby związane z Epsteinem podlegałyby ekskluzji publicznej jako vitandi (wymagający unikania).
Teologiczne bankructwo „walki ze złem” bez Boga
Cała afera Epsteinowska demaskuje ontologiczną pustkę świeckiego aktywizmu moralnego. Bez odniesienia do objawionej prawdy o grzechu nieczystości (1 Kor 6,18) i obowiązku wynagrodzenia (Kol 1,24), jakakolwiek „walka z handlem ludźmi” staje się teatrem politycznych gestów. Św. Alfons Liguori pouczał:
„Najcięższym grzechem przeciwko cnocie czystości jest uwiedzenie niewinnych dusz” (Theologia Moralis VI, 478).
Tymczasem artykuł koncentruje się na „kompromitacji elit”, nie wskazując na źródło zła: odrzucenie społecznego panowania Chrystusa Króla. Gdy w 1925 roku Pius XI ustanawiał święto Chrystusa Króla, przestrzegał:
„Zniknęło poszanowanie prawa i powagi władzy, gdy usunięto Boga i Jezusa Chrystusa z praw i z państw”.
Epsteinowski syndrom to owoc laicyzacji życia publicznego, gdzie peccatum inter pocula (grzech przy pucharze) elit uchodzi bezkarnie, bo wymiar sprawiedliwości odrzuca Boskie źródło swej władzy (Rz 13,1).
Symptom szerszej apostazji: gdy zbrodnia staje się towarem
Demaskujące dokumenty to jedynie wierzchołek góry lodowej systemowego zezwierzęcenia, które możliwe stało się dzięki:
1. Relatywizacji grzechu – Sobór Watykański II porzucił język peccatum mortale (grzech śmiertelny) na rzecz mglistego „braku rozwoju osobowego”.
2. Zniesieniu ekskomuniki za masonerię – w 1983 roku Jan Paweł II usunął kanon 2335, otwierając furtkę infiltracji struktur państwa przez sekty antykatolickie.
3. Kultowi „praw człowieka” – który w praktyce oznacza prawo do degeneracji (por. Syllabus errorum, pkt 77 Piusa IX).
W tej sytuacji „ujawnianie prawdy” przez media staje się parodią Sądu Ostatecznego – bez nadprzyrodzonej sprawiedliwości, bez zadośćuczynienia, bez nawrócenia. Jak pisał św. Augustyn:
„Gdy odrzuca się sprawiedliwość, czymże są królestwa, jeśli nie wielkimi bandami rozbójników?”
Katolicka odpowiedź: nie reforma, lecz restauracja
W obliczu takich afer, katolik nie może poprzestać na wezwaniu do „większej przejrzystości” czy „reform systemowych”. Jedynym rozwiązaniem jest restauracja katolickich monarchii, gdzie:
– Władza pochodzi od Boga (Rz 13,1), nie od „umowy społecznej”
– Prawo karne opiera się na Dekalogu, nie na utylitaryzmie
– Delicta contra mores (przestępstwa przeciw moralności) karane są z całą surowością
Dopóki narody nie uznają publicznie panowania Chrystusa Króla, każda „walka ze złem” będzie jedynie grą pozorów pogrążonych w mroku elit. Jak ostrzegał Pius IX w Syllabusie błędów:
„Błąd 39: Państwo, jako źródło wszystkich praw, posiada pewne prawo nieograniczone żadnymi granicami”.
Epstein i jemu podobni to plaga, ale jeszcze większą jest superbia (pycha) współczesnych państw, które odrzuciwszy prawdziwego Króla, koronują na tron swoich własnych potworów.
Za artykułem:
Trump allegedly told police ‘thank goodness you’re stopping’ Epstein in 2006 (lifesitenews.com)
Data artykułu: 11.02.2026







