Portal Gość Niedzielny (12 lutego 2026) relacjonuje wyniki badań Pew Research Center dotyczące spadającego poparcia dla Donalda Trumpa wśród białych ewangelikalnych chrześcijan w USA. Według sondażu, 69% tej grupy pozytywnie ocenia administrację Trumpa, podczas gdy w całej populacji USA odsetek ten wynosi 37%. Autorzy wskazują na zmniejszające się zaufanie do moralnej postawy byłego prezydenta nawet wśród jego tradycyjnych elektoratów. Artykuł przemilcza jednak fundamentalny problem: redukcję religii do narzędzia politycznego w oderwaniu od nadprzyrodzonego powołania Kościoła.
Polityczna instrumentalizacja wiary
„69 proc. białych chrześcijan ewangelikalnych ogólnie pozytywnie ocenia administrację Trumpa” – czytamy w artykule. To zdanie demaskuje skandaliczne pomieszanie porządku nadprzyrodzonego z doczesnym. Jak przypomina Pius XI w encyklice Quas primas, prawdziwe królestwo Chrystusa „nie jest z tego świata” (J 18,36), zaś ziemscy władcy mają obowiązek podporządkować swe działania prawu Bożemu. Tymczasem amerykańscy ewangelikalni, podobnie jak wielu nominalnych katolików, popełniają błąd laicystycznej instrumentalizacji religii, traktując wiarę jako narzędzie osiągania politycznych celów.
Teologiczna nicość „bezwyznaniowego chrześcijaństwa”
Artykuł przytacza kuriozalne określenie Trumpa jako „bezwyznaniowego chrześcijanina”. To jawne sprzeczność pojęciowa, gdyż – jak uczy św. Robert Bellarmin – „nie można być chrześcijaninem poza Kościołem katolickim, który jest jedynym Arką zbawienia” (De Ecclesia Militante). Modernistyczne rozmycie pojęć prowadzi do absurdów, gdzie każdy może tworzyć własną „religijność” oderwaną od depozytu wiary i sakramentalnego życia. Tymczasem prawdziwa wiara wymaga przylgnięcia do depositum fidei i posłuszeństwa autentycznemu Magisterium.
Fałszywa eklezjologia protestancka
Portal powtarza błąd uznający protestanckie wspólnoty za równoległe formy chrześcijaństwa. Tymczasem Sobór Laterański IV (1215) i bulla Unam Sanctam Bonifacego VIII (1302) definitywnie stwierdzają, że „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Ewangelikalne grupy, odrzucające sukcesję apostolską i sakramentalny charakter Kościoła, stanowią jedynie ludzkie twory pozbawione nadprzyrodzonej mocy łaski. Ich zaangażowanie polityczne przypomina działania faryzeuszów, którzy „odstąpili od przykazań Bożych, a trzymali się ludzkiej tradycji” (Mk 7,8).
Kryzys autorytetu i moralności
Spadek zaufania do Trumpa wśród ewangelikałów (z 55% do 40%) ukazuje bankructwo budowania etyki na ludzkich opiniach. Jak przypomina Pius XII, „grzech zawsze pozostaje grzechem nawet gdy popełnia go większość” (Discorsi e Radiomessaggi, 1944). Moralność chrześcijańska opiera się na niezmiennym prawie naturalnym i objawionym, nie zaś na zmiennych sondażach. Fakt, że jedynie 7% czarnych protestantów ufa Trumpowi, demonstruje dodatkowo polityzacja religijności wzdłuż podziałów rasowych i społecznych.
Zawiedzione nadzieje mesjanizmu politycznego
Wspomniany w artykule „Projekt 2025” Trumpa to kolejna utopia zbawienia przez politykę, sprzeczna z nadprzyrodzonym charakterem Kościoła. Historia pokazuje, że żaden program wyborczy nie zastąpi łaski płynącej z Krzyża. Gdy Chrystus mówił o „całej prawdzie” (J 16,13), nie obiecywał doczesnych rozwiązań, lecz dar Ducha Świętego. Tymczasem ewangelikalni liderzy, podobnie jak wielu współczesnych hierarchy, zdradzają swe powołanie, szukając władzy zamiast służby, wpływów zamiast ewangelizacji.
Zapomniana monarchia Chrystusowa
Największym grzechem analizowanego tekstu jest całkowite pominięcie prawdy o społecznej władzy Chrystusa Króla. Jak nauczał Pius XI, „państwa winny uznać publicznie panowanie Chrystusa” (Quas primas). Tymczasem zarówno Trump, jak i jego ewangelikalni zwolennicy, redukują religię do sfery prywatnej, akceptując laicki porządek konstytucyjny. To jawne odrzucenie dogmatu o Regno Sociale Christi, które stanowi sedno współczesnej apostazji narodów.
Za artykułem:
Biali chrześcijanie ewangelikalni trzymają się Trumpa (gosc.pl)
Data artykułu: 12.02.2026





