Portal LifeSiteNews informuje o kolejnym opóźnieniu w obiecanej przez administrację Trumpa przeglądzie bezpieczeństwa mifepristonu, środka farmaceutycznego służącego do zabijania nienarodzonych dzieci. Pomimo deklaracji sekretarza zdrowia Roberta F. Kennedy’ego Jr. z maja 2025 roku o „kompleksowym przeglądzie” ryzyk medycznych, Agencja Żywności i Leków (FDA) nie przedstawiła żadnych wniosków, harmonogramu czy nawet potwierdzenia rozpoczęcia badań. Senator Josh Hawley po zamkniętych drzwiach spotkania z komisarzem FDA Marty Makarym stwierdził: „Myślę, że to badanie bezpieczeństwa jest ślepą uliczką. Po prostu uważam, że FDA nie traktuje tego poważnie. Nie widzę żadnego pośpiechu”. W odpowiedzi na zapytania kongresowe, FDA powtarza, że „praca nad zbieraniem solidnych i terminowych danych trwa”, a proces „należy do roku lub więcej” w środowisku akademickim, choć agencja obiecuje szybsze zakończenie. Tymczasem, jak podkreśla analiza EPPC, prawie 11% kobiet po zażyciu mifepristonu doświadcza sepsy, infekcji, krwawień lub innych poważnych powikłań, a liczba aborcji chemicznych w USA przekracza poziom z czasów obowiązywania prawa Roe. Wobec tego stanu rzeczy, ruch pro-life domaga się przywrócenia polityki pierwszego okresu rządów Trumpa, które skutecznie ograniczały dostęp do tych środków.
Redukcja walki o życie do proceduralnego biurokratyzmu
Artykuł, choć oparty na faktach, operuje w całkowicie niewystarczającym, naturalistycznym paradygmacie. Jego908narys to nie walka o prawa Boże i królestwo Chrystusa, ale o efektywność „policy change” i „safety review”. To klasyczny błąd Lamentabili sane exitu, który potępia redukcję dogmatów do „funkcji praktycznej” (błęd 26) i traktowanie wiary jako „przyzwolenia umysłu opartego o sumie prawdopodobieństw” (błęd 25). Cała dyskusja toczy się wokół statystyk, procedur agencji rządowych i wyborczych kalkulacji politycznych, podczas gdy milczy się o najważniejszej rzeczy: aborcja jest moralnym złem, grzechem okrzykliwym, który pociąga za sobą osądzenie wieczne. Milczenie o stanie łaski, sakramentach pokuty i konieczności publicznego wyznawania wiary katolickiej jako warunku zdrowia publicznego jest najcięższym oskarżeniem o współczesny „ruch pro-life”.
Język artykułu jest symptomaticzny: „safety study”, „data analysis”, „routine steps”, „robust data”, „statistical power”, „REMS” (Risk Evaluation and Mitigation Strategy). To język technokraty, a nie apostoła. Pius XI w encyklice Quas Primas nauczał, że królestwo Chrystusa jest „przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych”, ale jednocześnie obejmuje wszystkie sprawy doczesne, gdyż Chrystus „otrzymał od Ojca nieograniczone prawo nad wszystkim, co stworzone”. Współczesny „pro-life” zamyka się w gabinecie analityków, podczas gdy Kościół ma obowiązek głosić: „Non est potestas nisi a Deo” (Rz 13,1) – władza pochodzi od Boga, a więc prawa państwowe muszą być ułożone zgodnie z Prawem Bożym, które zabrania zabijania niewinnych. Artykuł nie domaga się, aby rząd Trumpa ogłosił aborcję za zbrodnię przeciwko Bogu i człowiekowi i nakazał jej całkowite wyeliminowanie w imię królestwa Chrystusa, lecz jedynie szybszego „przeglądu” i „zmiany polityki”. To duchowa kapitulacja.
Brak zrozumienia niepodległości Kościoła i obowiązku państwa wobec Boga
Stosunek administracji Trumpa do aborcji to esencja błędu potępionego przez Piusa IX w Syllabus Errorum: „In the present day it is no longer expedient that the Catholic religion should be held as the only religion of the State, to the exclusion of all other forms of worship” (błęd 77). Trump, podobnie jak większość współczesnych polityków, traktuje aborcję jako kwestię „wyboru stanów” („leaving the issue to the states”), co jest zaprzeczeniem nauczania Piusa XI: „Kto nie uznaje władzy królewskiej Chrystusa, ten odbiera Mu publiczną czciznę i posłuszeństwo… Państwo nie może się obyć bez Boga” (Quas Primas). Państwo ma obowiązek publicznego uznania i czczenia Chrystusa jako Króla, a więc również ustanowienia praw chroniących życie jako pierwsszą i najważniejszą z dóbr doczesnych, ponieważ życie jest warunkiem wszelkich innych dóbr. Federalne prawo musi zabraniać aborcji na terenie całego kraju, a nie pozostawiać go „wyborowi stanów”, co jest formą sekularyzmu i odstępstwa od wiary.
Nawet jeśli FDA przeprowadzi „bezpieczny przegląd” i ograniczy dostęp do mifepristonu, pozostanie to rozwiązaniem technokratycznym, a nie teologicznym. Nie można negocjować z prawem Bożym. Św. Pius X w Lamentabili potępił błęd 65: „Doktryna, że Chrystus podniósł małżeństwo do godności sakramentu, nie może być tolerowana”. Analogicznie, doktryna, że państwo może „tolerować” aborcję w niektórych stanach jako „polityczny kompromis”, jest sprzeczna z naturą państwa katolickiego. Państwo, które nie chroni życia najsłabszych, nie jest państwem sprawiedliwym i nie może liczyć na błogosławieństwo Boże. W Quas Primas czytamy: „Gdyby wszyscy ludzie i rodziny i państwa pozwoliły się rządzić Chrystusowi, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa, jak należyta wolność, jak porządek i uspokojenie, jak zgoda i pokój”. Wolność, o której mowa, to wolność od grzechu, a nie wolność wyboru między dobrem a złem.
Krytyka „pro-life” jako ruchu zanieczyszczonego modernizmem
Ruch „pro-life” w USA, jak przedstawiony w artykule, jest wewnętrznie skażony modernizmem. Jego głównym celem jest nie nawrócenie narodu do Chrystusa i przywrócenie panowania Bożego prawa, ale „zmiana polityki” („policy change”) i „ochrona życia” w rozumieniu biurokratycznym. To dokładnie to, co Pius X nazwał „syntezą wszystkich błędów” w modernizmie. Błęd 64 Lamentabili mówi: „Współczesnego katolicyzmu nie da się pogodzić z prawdziwą wiedzą bez przekształcenia go w pewien chrystianizm bezdogmatyczny, to jest w szeroki i liberalny protestantyzm”. Ruch ten, skupiając się wyłącznie na jednym aspekcie (aborcji) i odcinając się od pełnej prawdy katolickiej (w tym od konieczności publicznego wyznawania wiary, odrzucenia wolności religijnej, od potępienia masonerii i liberalizmu), staje się formą liberalnego protestantyzmu – moralizmu bez dogmatu, aktywizmu bez teocentryzmu.
Brak zdecydowanego stanowiska administracji Trumpa jest także przejawem błędu potępionego w Syllabus (błęd 80): „Roman Pontiff can, and ought to, reconcile himself, and come to terms with progress, liberalism and modern civilization”. Trump, podobnie jak wiele współczesnych przywódców, próbuje „zgodzić” chrześcijańskie wartości z kulturowym liberalizmem, co jest niemożliwe. Albo Chrystus jest Królem nad wszystkimi, albo nie. Albo państwo ma obowiązek ustanowienia prawa opartego na Dekalogu, albo jest państwem zbuntowanym przeciwko Bogu. Compromise z aborcją (np. pozostawienie jej „stanom”) jest właśnie takim „pojednaniem” z modernizmem, które jest grzechem. Hawley i Cassidy domagają się działania, ale wciąż w ramach systemu, który odrzucał pełne panowanie Chrystusa. To jakby domagali się, by heretycki papież „poważniej potraktował” herezję, zamiast odwołać się do prawa Bellarmina o automatycznej utracie urzędu przez jawnych heretyków (z pliku Obrona sedewakantyzmu).
Milczenie o nadprzyrodzonych konsekwencjach aborcji
Najbardziej wymownym świadectwem apostazji współczesnego „ruchu pro-life” jest jego całkowite pominięcie nadprzyrodzonych konsekwencji aborcji. Artykuł mówi o „abortions increasing”, „health risks”, „safety data”, ale nie ma ani słowa o: grzechu ciężkim, utracie duszy, przekleństwie Bożym na kraj, który dopuszcza morderstwo niewinnych, konieczności publicznego pokuty i nawrócenia, sakramentie pokuty dla matki i ojca, konieczności chrzcielnej dla dziecka (jeśli żyło choć chwilę), roli Błogosławieństwa Trójcy Świętej w ochronie życia. To jest dokładnie to, co Pius X nazwał „duchem świata” – redukcja ewangelii do etyki społecznej i kwestii „zdrowia publicznego”.
W Quas Primas Pius XI nauczał, że królestwo Chrystusa „przeciwstawia się jedynie królestwu szatana i mocom ciemności – a wymaga od swych zwolenników nie tylko, aby, wyrzekłszy się bogactw i dóbr doczesnych, odznaczali się skromnością obyczajów i łaknęli i pragnęli sprawiedliwości, lecz także, aby zaparli się siebie samych i krzyż swój nieśli”. Gdzie jest ten krzyż w dyskusji o „safety review”? Gdzie jest wezwanie do pokuty? Gdzie jest nauczanie, że aborcja jest „zbrodnią przeciwko Świętemu Duchem” (por. Dz 5,3-4)? Gdzie jest przypomnienie, że naród, który toleruje aborcję, sprowadza na siebie klątwę Bożą (por. Wj 20,5)? Milczenie o tym jest potępieniem. Ruch ten, skupiony na „zabezpieczeniu” stanów przed aborcją przez procedury, staje się współwinny błędom Syllabus: „Moral laws do not stand in need of the divine sanction” (błęd 56) i „All the truths of religion proceed from the innate strength of human reason” (błęd 4).
Konkluzja: Apostazja w praktyce
Artykuł, choć pisany z intencją obrony życia, jest wymownym świadectwem głębokiej apostazji współczesnego katolicyzmu (lub pseudo-katolicyzmu). Jego założenie: że można skutecznie walczyć o życie, nie głosząc pełnej prawdy o Chrystusie Królu, nie potępiając herezji współczesnego świata (wolność religijną, egalitaryzm, sekularyzm), nie domagając się publicznego uznania prawa Bożego przez państwo. To jest właśnie duch modernizmu, o którym mówi Pius X: „pogoń za nowinkami w badaniach podstaw rzeczy… prowadzi do najpoważniejszych błędów” (Lamentabili, wstęp).
Prawdziwy katolik nie może poprzeć takiego „ruchu pro-life”, który jest jedynie jednym z wielu aktów humanitarnego naturalizmu. Musi domagać się: 1) ogłoszenia aborcji za zbrodnię przeciwko Bogu i człowiekowi z mocy prawa naturalnego i objawionego; 2) uznania przez państwo obowiązku chronienia życia jako pierwszego warunku dobra wspólnego; 3) publicznego wyznania wiary katolickiej jako jedynej prawdziwej religii i fundamentu prawa; 4) potępienia wszystkich form wolności religijnej i ekumenizmu, które prowadzą do relatywizmu moralnego; 5) nawrócenia narodu przez sakramenty i głoszenie pełnej prawdy o Chrystusie Królu. Bez tego, jak mówi Pius XI, „nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”. Administracja Trumpa, podobnie jak jej poprzedniczki i następczynie, odrzuca to panowanie. Jej „pro-life” jest iluzją, która utrwala błąd, że można być „za życiem”, a jednocześnie przeciwko Chrystusowi.
Za artykułem:
Pro-life senators slam Trump admin for lack of progress on abortion pill safety review (lifesitenews.com)
Data artykułu: 13.02.2026



