Portal „Tygodnik Powszechny” (19 lutego 2026) publikuje artykuł historyczki Anny Brzezińskiej o beginkach, przedstawiając je jako ruch świeckich kobiet w średniowieczu, który wywoływał napięcia z Kościołem. Artykuł sugeruje, że beginki były przedmiotem podejrzeń i prześladowań, a ich duchowość bywała radykalna, co prowadziło do potępienia niektórych z nich za herezję. Teza: Artykuł, choć historycznie ciekawy, ukrywa teologiczne podstawy konfliktu – herezje mistyczne i apostazję – oraz relatywizuje autorytet Kościoła w obronie wiary, co jest typowe dla modernistycznej hermeneutyki.
Faktografia w służbie relatywizmu: pominięcie istoty herezji
Artykuł precyzyjnie opisuje fakty historyczne: powstanie beginek w XII/XIII wieku, ich różnorodność, konflikty z duchowieństwem oraz procesy inkwizycyjne (np. Małgorzata Poreta, proces w świdnickim beginażu). Jednak interpretuje je przez pryzmat współczesnego, relatywistycznego spojrzenia, które stawia w jednym rzędzie „święte” i „heretyckie” beginki, pomijając istotne rozróżnienie doktrynalne. Fakt: beginki nie były jednolitą wspólnotą, ale ich skrajne gałęzie (np. spirytualiści) popadały w herezje (wolny duch, binitarianizm). Artykuł nie wyjaśnia, dlaczego Kościół potępiał niektóre beginki – nie z powodu „podejrzeń”, lecz z powodu herezji (jak u Małgorzaty Porete: negacja sakramentów, doskonałość bez Kościoła). To kluczowe.
„Największym zagrożeniem dla wszystkich tych kobiecych wspólnot było podejrzenie o herezję. Punktem zwrotnym zaś w historii ruchu „pobożnych kobiet” stał się sobór we Vienne… w którym beginki potępiono i nakazano im powrót do świeckiego życia.”
Podejrzenie? Nie – potępienie za herezję. Bulla soboru we Vienne (1311–1312) *Cum de quibusdam mulieribus* potępia beginki nie za bycie kobietami bez ślubów, ale za rozpowszechnianie heretyckich twierdzeń na temat artykułów wiary i sakramentów. Artykuł przemilcza, że herezje beginek dotyczyły negacji sakramentalnego systemu Kościoła, co było sprzeczne z wiarę katolicką. Milczy też o tym, że duchowość beginek często wpadała w gnozę (mistyczne zjednoczenie bez sakramentów) i pelagianizm (zbawienie przez własne umartwienia). Z perspektywy katolickiej: beginki ortodoksyjne (jak Maria z Oignies) były chwalone, ale heretyckie – słusznie potępione. Artykuł nie rozumiejąc tego, stawia równakontrastowo „święte” i „heretyczki”, co jest herezją samego relatywizmu.
Język relatywizmu: „podejrzenie”, „radykalne”, „dezynwoltura”
Ton artykułu jest neutralno-historyczny, ale z subtelnym przymrużeniem oka na błędy beginek. Stosuje sformułowania: „podejrzenie o herezję”, „radykalne postanowienia”, „dezynwoltura”, „skrajne formy ascezy”. Używa słowa „heretyczki” w tytule, ale zarazem sugeruje, że wiele beginek było „świętych” (np. Hadewijch, Mechtylda). Język jest inklinujący do sympatii dla beginek jako „przedpotopowych feministek”, podczas gdy duchowieństwo przedstawione jako podejrzliwe, surowe.
„Rutebeuf zaznaczał przy tym, że nie śmie źle mówić o beginkach, bo król tego nie zniesie.”
To sformułowanie podkreśla polityczny, a nie doktrynalny kontekst – jakby potępienie beginek było wynikiem rywalizacji o datki, a nie obrony wiary. Artykuł nie wspomina, że królowie często wspierali beginki ze względów politycznych (np. kontrolę nad majątkiem), ale Kościół potępiał herezje niezależnie od patronatu świeckiego. Język artykułu unika wartościowania doktrynalnego, a zamiast tego stawia pytania retoryczne: „Czy zarzuty były zasadne?”. W rzeczywistości zarzuty były zasadne wobec heretyckich nurtów, co artykuł przyćmowuje.
Teologiczna pustka: milczenie o sakramentach i autorytecie
Artykuł całkowicie przemilcza najważniejszą kwestię: beginki, które odrzucały sakramenty, Kościół i kapłaństwo (jak w pismach Małgorzaty Porete), popełniały herezje sprzeczne z wiarę katolicką. Kościół nie potępiał beginek za bycie „kobietami bez ślubów”, ale za herezje. Milczy też o tym, że duchowość beginek często wpadała w gnozę (mistyczne zjednoczenie bez sakramentów) i pelagianizm (zbawienie przez własne umartwienia). Z perspektywy katolickiej: beginki ortodoksyjne (jak Maria z Oignies) były chwalone, ale heretyckie – słusznie potępione. Artykuł nie rozumiejąc tego, stawia równakontrastowo „święte” i „heretyczki”, co jest herezją samego relatywizmu.
„Dla beginek z Paryża praca była częścią życia religijnego… Beginki, które posiadały stosowny kapitał, prowadziły więc w Paryżu warsztaty i tworzyły sieci produkcyjno-handlowe, dając pracę i wsparcie uboższym siostrom.”
To zdanie jest typowe dla współczesnego, socjalno-ekonomicznego podejścia do historii – redukuje duchowość do aktywizmu gospodarczego, przemilczając, że cel beginek to zbawienie, a nie gospodarka. W wierze katolickiej praca jest wartościowa tylko w kontekście łaski i sakramentów. Beginki heretyckie, odrzucające sakramenty, czyniły z pracy „sprawę zbawienia” – co jest pelagiańskim błędem. Artykuł tego nie widzi.
Symptomatologia apostazji: współczesny Kościół usprawiedliwia herezje przeszłości
Artykuł jest typowym przykładem współczesnego, modernistycznego podejścia do historii Kościoła: unika wartościowania doktrynalnego, stawia w jednym rzędzie prawdziwą pobożność i herezje, sugerując, że Kościół prześladował „innowacyjne” formy duchowości. To właśnie błąd modernizmu potępiony przez Piusa X w *Lamentabili sane exitu* (propozycje 54–59: ewolucja doktryny, historyzm, relatywizm). Ukrywa, że Kościół ma obowiązek bronić wiary i potępiać herezje. Beginki heretyckie były nie „błędne”, lecz zagrażały zbawieniu dusz. Artykuł nie widzi, że bunt przeciw hierarchii i sakramentom to bunt przeciw Chrystusowi. To symptom apostazji: współczesny Kościół (posoborowy) promuje „dialog” z herezjami, a tutaj historyk robi to samo wstecznie.
„Teraz jednak należało odróżnić beginki „dobre”, ortodoksyjne, od tych „złych”, heretyckich.”
To zdanie jest prawdziwe, ale artykuł nie wyjaśnia, na czym polegała ta różnica doktrynalna. Dla Kościoła „dobre” beginki były tymi, które podporządkowywały się kapłanom, czciły Eucharystię i uznawały sakramenty. „Złe” – odrzucały je. To nie kwestia „podejrzeń”, lecz jasnych herezji. Artykuł zaś sugeruje, że rozróżnienie było arbitralne. To herezja.
Prawda katolicka: Kościół, sakramenty, autorytet
W świetle niezmiennej doktryny katolickiej (przed 1958) beginki heretyckie były słusznie potępione, ponieważ:
– Odrzucały sakramenty (np. Małgorzata Poreta w *Zwierciadle prostych dusz* twierdziła, że doskonała dusza nie potrzebuje Eucharystii ani dobrych uczynków – to herezja pelagiańska i gnostycka).
– Negowały autorytet Kościoła i kapłanów (np. świdnickie beginki twierdziły, że ich modlitwy są skuteczniejsze niż msze księży).
– Uczyły doskonałości bez łaski (umartwienia jako droga do zbawienia bez sakramentów).
Kościół, przez sobór we Vienne i inkwizycję, bronił wiary. Bulla *Ad nostrum* (1318) potępiła herezję wolnego ducha, która rozprzestrzeniała się wśród beginek. Pius IX w *Syllabus errorum* potępia błąd, że Kościół może być odrzucony (bl. 76). Beginki heretyckie odrzucały Kościół – więc były w błędzie.
Integralna wiara katolicka wymaga rozróżnienia: cześć świętym (np. Maria z Oignies), potępienie herezji (np. Małgorzata Poreta). Artykuł tego nie robi, więc jest przejawem modernistycznej hermeneutyki, która usprawiedliwia apostazję pod płaszczykiem „duchowości”. Prawdziwa duchowość katolicka jest zawsze podporządkowana Kościołowi i sakramentom – bez tego jest herezją.
Za artykułem:
Beginki: święte czy heretyczki? Kościół miał dawniej z nimi kłopot (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 17.02.2026







