W piątek Sąd Najwyższy USA uznał, że prezydent Donald Trump przekroczył uprawnienia, nakładając cła na podstawie ustawy IEEPA. Prezes John Roberts napisał, że ustawa nie daje „jasnych upoważnień” do jednostronnego nałożenia ceł o „nieograniczonej wysokości, czasie trwania i zakresie”. Trump nazwał wyrok „haniebnym”, oskarżył sąd o uleganie wpływom zagranicznym i zapowiedział nowe cła.
Konflikt władz jako przypomnienie o podziale kompetencji
Artykuł relacjonuje czysto prawno-polityczny spór między wykonawczą a sądowniczą władzą w USA. Sąd Najwyższy, jako strażnik konstytucji, skontrolował nadużycie wykonawczej. Roberts podkreślił, że Konstytucja umieszcza sprawy celne w gestii Kongresu, a nie prezydenta. To klasyczny przykład funkcjonowania systemu hamulcowego – nawet przywódca demokratycznie wybrany ma ograniczenia.
Język polityczny: emocje vs. zasady prawne
Cytaty Trumpa („haniebny”, „przerąbane”, „niepatriotyczni”) ukazują retorykę emocjonalną, która z natury jest sprzeczna z chłodnym rozumowaniem prawnym. Sąd odpowiadał językiem konstytucji, precyzją prawniczą, podczas gdy prezydent używał słów „wstyd” i „zdrada”. Ta dysproporcja – emocje kontra zasady – jest symptomem współczesnej polityki, gdzie wola jednostki staje się nad prawem.
Teologiczny wymiar sprawiedliwości i władzy
W encyklice Quas Primas (1925) Pius XI nauczał, że władza pochodzi od Boga i ma służyć dobremu wspólnemu: „Królestwo Chrystusa […] nie rozciąga się tylko na same narody katolickie, lecz obejmuje wszystkich ludzi”. Władza świecka, nawet pogańska, ma swoją granicę w prawie naturalnym. Gdy Trump powołuje się na „bezpieczeństwo narodowe” do naruszenia podziału władz, popełnia błąd przeciwko sprawiedliwości – cnotzie, która w myśl św. Tomasza z Akwinu jest „stała wola oddawania każdemu jego prawo”.
Sąd Najwyższy USA, choć działający w państwie niekatolickim, wypełnił rolę strażnika ładu prawnego. To przypomina, że nawet w społeczeństwie odrzuconym od Chrystusa istnieje resztka świadomości, że władza nie jest absolutna. W przeciwieństwie do tego, struktury posoborowe, od Jana XXIII do Franciszka, działają bez żadnej skutecznej kontroli – herezje są gloryfikowane, a kanony łamane z impunem.
Symptomatologia: świat zachowuje resztki sprawiedliwości, a „kościół” Bergoglio – nie
Wyrok Sądu jest dowodem, że system oparty na prawie naturalnym (nawet jeśli nieuznawany za takowy przez jego uczestników) potrafi skontrolować tyranię. W „kościele” Bergoglio nie ma mechanizmu, który mógłby skontrolować heretyka na Stolicy Piotrowej. Wręcz przeciwnie: soborowa rewolucja zniszczyła każdą możliwość sądu nad papieżem, ustanawiając absolutyzm personalny pod płaszczykiem „ducha Soboru”.
Podczas gdy Sąd Najwyższy USA orzeka na podstawie konstytucji i historii ustawy (IEEPA istniało 50 lat, a nikt nie używał go do ceł), w Watykanie motu proprio Traditionis custodes (2021) zniszczył Mszę Trydencką bez jakiejkolwiek kontroli kanonicznej. To pokazuje głęboką różnicę: świat zachowuje resztki ładu prawnego, podczas gdy „hydra spustoszenia” (jak nazwał to św. Pius X) działa w oparciu o kaprys jednostki.
Brak wartości w artykule: milczenie o źródle władzy
Artykuł, jak większość mediów świeckich, przemilcza fundamentalne pytanie: skąd bierze się władza? Dla katolika odpowiedź jest prosta: od Boga, przez Kościół, dla dobra wspólnego. Dla liberalnego dziennikarza – od „systemu konstytucyjnego”. To relatywizm: system sam sobie nadaje reguły. W Syllabus of Errors (1864) Pius IX potępił błąd 39: „Państwo, jako źródło i początek wszystkich praw, jest obdarzone pewnym prawem nieograniczonym”. To właśnie o to chodzi Trump – uważa, że „bezpieczeństwo narodowe” nadaje mu absolutną władzę. Sąd mu zaprzeczył.
W Kościele Bergoglio „bezpieczeństwo narodowe” to „duch Soboru”, a „system konstytucyjny” to Pastor Bonus zmanipulowany przez kurię. Różnica? W USA sąd może powiedzieć „nie”. Watykan nie ma sądu – tylko kłamstwa i represje wobec tradycjonalistów.
Wnioski: sprawiedliwość wymaga prawdy
Wyrok Sądu USA przypomina, że nawet w społeczeństwie pogańskim istnieje pragnienie sprawiedliwości oparte na prawie. Katolik wie, że sprawiedliwość to cnota, a prawo ma źródło w Bogu. Gdy świat zachowuje resztki tego rozumienia, a „kościół” Bergoglio je całkowicie zniszczył, mamy dowód na głęboką apostazję.
Prawdziwy Kościół, zgodnie z Lamentabili sane exitu (1907), nie może odstąpić od niezmiennej doktryny. Gdy papież-heretyk (sedewakantyzm) traci urząd automatycznie (Bellarmin), Kościół zachowuje możliwość sądu. W „kościele” Bergoglio nie ma takiej możliwości – herezja jest oficjalną doktryną.
Ostatecznie, wyrok Sądu USA to ironia historii: pogańscy sędziowie bronią podziału władz, podczas gdy „biskupi” posoborowi kłaniają się przed herezją. To znak, że Bóg nie zostawił samego świata – ale czy zostawił „kościół” Bergoglio? Odpowiedź jest jasna: nie.
Tagi: Sąd Najwyższy USA, cła Trumpa, podział władz, sprawiedliwość, Pius XI, Quas Primas, Syllabus of Errors, sedewakantyzm, Bergoglio, herezja
Za artykułem:
USA: Sąd Najwyższy uznał większość ceł nałożonych przez Trumpa za nielegalne (gosc.pl)
Data artykułu: 20.02.2026





