Portal Opoka informuje o wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa z 21 lutego 2026 roku, który stwierdził, że „Europa stała się woke”, ale Polska, Węgry, Czechy i Słowacja „poszły w drugą stronę”. Trump krytykował ekologię i imigrację jako zagrożenia dla Europy, podkreślając potrzebę „zmądrzenia” i wzmocnienia kontynentu.
Artykuł ukazuje głęboko pogrążony w naturalizmie i laicyzmie dyskurs publiczny, gdzie kategorie moralne są redukowane do politycznych i ekonomicznych sporów, a najważniejsza prawda – że jedyny pokój i ład społeczny możliwy jest w Królestwie Chrystusa – jest całkowicie pominięta.
Poziom faktograficzny: redukcja problemów społecznych do kwestii politycznych i ekonomicznych
Artykuł przedstawia wyłącznie perspektywę polityczną, w której „woke” jest zdefiniowane jedynie jako „kultura wzmacniania świadomości i wrażliwości społecznej, m.in. na kwestie rasowe i prawa mniejszości seksualnych”. Trump przeciwstawia temu rzekomo zdrowy konserwatyzm państw Visegrádu, ale oba obozy operują w zupełnie świeckim, naturalistycznym wymiarze. Pominięte są fundamentalne, nadprzyrodzone kryteria oceny życia publicznego: czy dane państwo i społeczeństwo uznaje prawo Boże i królewską władzę Chrystusa jako nadrzędną wobec wszystkich ludzkich ustaw? Czy chroni prawdziwy kult Boga i Kościoła? Czy broni sakramentów i moralności objawionej? To milczenie jest najcięższym oskarżeniem. Trump mówi o „energii i imigracji” jako o zagrożeniach, podczas gdy według niezmiennego nauczania Kościoła (zob. encyklika Quas Primas Piusa XI) jedynym prawdziwym zagrożeniem dla państwa jest odrzucenie panowania Chrystusa. Problem „woke” to nie tylko błąd społeczny, lecz przede wszystkim herezja i apostazja, która odsuwa narody od Boga. Artykuł nie dostrzega, że zarówno „woke”, jak i jego liberalno-konserwatywna przeciwwaga, jeśli nie opierają się na katolickiej eklezjologii i prawie Bożym, są objawem tej samej choroby: sekularyzmu.
Poziom językowy: świecki, polityczny język pozbawiony wymiaru nadprzyrodzonego
Język artykułu jest typowy dla dyskursu medialnego: „kraje, które poszły zupełnie w drugą stronę”, „stają się przejęte przez ekologów”, „zabiją ją dwie rzeczy: energia i imigracja”. Słownictwo to jest czysto immanentne, oparte na pojęciach władzy, suwerenności, gospodarki, tożsamości. Brak jest nawet jednego odniesienia do Boga, Chrystusa Króla, Kościoła, grzechu, łaski, sakramentu. To nie jest przypadek, lecz objaw systemowej apostazji, o której pisał św. Pius X w Pascendi Dominici gregis, wskazując na modernistów, którzy „ograniczają religię do sfery czysto wewnętrznej, subiektywnej” i usuwają ją z życia publicznego. Trump, jako przedstawiciel świata politycznego, naturalnie mówi językiem tego świata, ale fakt, że Kościół (przez swoich przedstawicieli) nie odrzuca takiego języka jako niewystarczającego i heretyckiego, a wręcz przyjmuje go jako ramę dyskusji, dowodzi, że struktury posoborowe całkowicie zaakceptowały laicką wizję społeczeństwa. Syllabus Errorum Piusa IX potępia błąd nr 39: „Państwo, jako źródło i początek wszystkich praw, jest obdarzone pewnym prawem nieograniczonym”. Trump, mówiąc o suwerenności Europy, operuje właśnie tą błędną koncepcją państwa absolutnego, odłączonego od Boga.
Poziom teologiczny: brak królestwa Chrystusa jako kryterium oceny narodów
Główne nauczanie katolickie, niezmienne i potwierdzone przez Piusa XI w Quas Primas, głosi: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi […] i cały ród ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa”. Papież dodaje: „Jeżeli więc teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa – Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwo ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych”. Artykuł o Trumpie nie zawiera ani jednego odwołania do tej fundamentalnej prawdy. Dla katolika integralnie myślącego, ocena każdego rządu i każdego społeczeństwa musi zaczynać się od pytania: czy uznaje ono publiczne panowanie Chrystusa Króla? Czy prawa państwowe są spójne z prawem Bożym? Czy chroni Kościół i sakramenty? Pominięcie tego pytania jest herezją praktyczną i objawem apostazji. Trump chwali Polskę, Węgry itd., ale nie pyta, czy te kraje rzeczywiście ustanawiają prawa zgodne z Dekalogiem i nauczaniem Kościoła, czy tylko korzystają z pewnej tradycji kulturowej, która może być oderwana od wiary. W świetle Quas Primas, każdy kraj, który nie uznaje Chrystusa za Króla publicznego, „staje się wygnańcem z Jego Królestwa” i podlega potępieniu na Sądzie Ostatecznym. Artykuł nie tylko tego nie mówi, ale przez swój całkowicie świecki język utrwala błędne założenie, że można być „dobrym” narodem bez Chrystusa.
Poziom symptomatyczny: triumph laicyzmu nawet w obozie rzekomo „konserwatywnym”
Fakt, że głównym punktem odniesienia dla dzisiejszych „konserwatywnych” dyskursów jest ocena kwestii „woke”, ekologii czy imigracji w kategoriach ekonomicznych i tożsamościowych, a nie teologicznych, jest najbardziej symptomsymptomatycznym dowodem na całkowite zwycięstwo sekularyzmu. Rewolucja Soboru Watykańskiego II i jej następstwa doprowadziły do sytuacji, w której nawet ci, którzy przeciwdziałają „woke”, nie potrafią zaproponować katolickiej alternatywy, ponieważ sami odrzucili integralną wiarę. W Lamentabili sane exitu św. Pius X potępił błąd nr 65: „Należy uważać za wolnych od wszelkiej winy tych, którzy nie liczą się z potępieniami Świętej Kongregacji Indeksu”. Dziś „konserwatyści” w polityce i w Kościele postępują dokładnie tak: nie liczą się z potępieniami modernizmu, skupiając się na skutkach, nie na przyczynach. Trump mówi o „woke”, ale nie mówi o grzechu, nie wezwie do nawrócenia, nie wspomina o sakramentach pokuty. To dlatego, że świat, w którym działa, jest światem po 1958 roku, gdzie „Kościół” (sektą posoborową) sam zrezygnował z roli nauczyciła narodów. Artykuł, bez żadnej krytyki, oddaje ten laicki język, stając się jego niewolnikiem. Prawdziwy katolik nie może używać takiego języka bez kontekstu ewangelizacji i wezwania do królestwa Chrystusa. Jego brak w artykule dowodzi, że nawet „dobrze” myślący politycy są niewolnikami świata, a Kościół nie wypełnia swego obowiązku „nauką i władzą prowadzenia wszystkich do wiecznej szczęśliwości” (Quas Primas).
Podsumowując: Artykuł, choć relacjonujący wypowiedź polityka, jest czystym przejawem sekularyzmu. Jego język, kategorie problemów i całkowite pominięcie królestwa Chrystusa jako jedynego rozwiązania kryzysu społecznego, demaskują głęboką apostazję, w której nawet przeciwnicy „woke” operują w ramach myślenia odrzuconego przez Boga. W świetle Quas Primas, brak publicznego uznania Chrystusa za Króla jest przyczyną wszystkich nieszczęść, a artykuł ten, zamiast tego uświadamiać, utrwala ślepotę.
Za artykułem:
Trump: Europa stała się woke, ale nie dotyczy to Polski (opoka.org.pl)
Data artykułu: 21.02.2026






