Portal eKAI publikuje rozmowę z arcybiskupem większym kijowsko-halickim Światosławem Szewczukiem, zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, z okazji czwartej rocznicy wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej. Arcybiskup przemawia w kategoriach sprawiedliwości, praw człowieka, suwerenności państwowej i prawa międzynarodowego, całkowicie pomijając prymat Królestwa Chrystusa, sacrum imperium i cel nadprzyrodzony Kościoła. Jego analiza, choć poruszająca moralnie w wymiarze naturalnym, jest przepełniona świeckimi założeniami, które demaskują głęboką apostazję współczesnego „kleru” od integralnej wiary katolickiej. Stwierdza on: „Sprawiedliwość jest też zapewnieniem, że to nieszczęście i tragedia Ukrainy nie rozprzestrzeni się na inne narody”. To zdanie, pozornie szlachetne, ukazuje fundamentalny błąd: redukcję zbawienia i pokoju do politycznych i społecznych mechanizmów, całkowicie wykluczając rolę łaski, sakramentów i królestwa Bożego. Prawdziwy pokój, jak uczył Pius XI w *Quas Primas*, jest wyłącznym owocem panowania Chrystusa Króla nad narodami.
Redukcja misji Kościoła do naturalistycznego humanitaryzmu
Arcybiskup Szewczuk operuje wyłącznie w sferze prawa międzynarodowego, suwerenności państwowej i praw człowieka, całkowicie pomijając najwyższą i ostateczną sprawiedliwość: sąd Boży i wieczne życie. Mówi: „Sprawiedliwość jest zawsze związana z prawdą”, ale definiuje prawdę w sposób relativisticzny, jako „obiektywną rzeczywistość” istnienia człowieka, odrzucając „post-prawdę”. To jest czysto filozoficzna, naturalistyczna definicja prawdy, obca katolicyzmowi, dla którego prawdą jest Bóg i objawiona przez Niego wiara. Jego rozumienie sprawiedliwego pokoju sprowadza się do „poszanowania praw ofiary”, „długotrwałego pokoju” i „zasad prawa międzynarodowego”. Gdzież tu miejsce dla wymiaru nadprzyrodzonego? Gdzież jest wezwanie do nawrócenia, do przyjęcia królestwa Chrystusa, które jedynie może zapewnić trwały pokój? Milczy o sakramentach, o konieczności łaski, o roli Kościoła jako „początku i wzorca” (słowa Piusa XI) wszystkich społeczeństw. To jest dokładne wcielenie błędu potępionego przez Piusa X w *Lamentabili sane exitu*: redukcja wiary do „funkcji praktycznej”, do „obowiązku w działaniu”, a nie „zasady wierzenia” (propozycje 25-26). Kościół, według Szewczuka, ma być strażnikiem praw człowieka, a nie zrzeszeniem salvificznym, które jedynie prowadzi do szczęścia wiecznego.
Język emocji pozbawiony nadprzyrodzonego fundamentu
Język arcybiskupa jest emocjonalny, pełen wyrazów takich jak „mrożą krew w żyłach”, „tragedia ludzkości”, „obrazę”, „wielkie kłamstwo”. Jest to język humanitarnej oburzenia, ale nie przenika go żadne odniesienie do grzechu, do obrazy Bożej, do konieczności zadośćuczynienia Bogu. Mówi o „zbrodniach przeciwko ludzkości”, ale pozbawia je wymiaru teologicznego – są to dla niego tylko poważne naruszenia prawa międzynarodowego. Papież Franciszek jest chwalony za „wielki szacunek dla każdego ludzkiego życia” i empatię, ale nie za głoszenie ewangelii. Ta retoryka jest symptomaticzna dla współczesnego „duchownictwa”: zastępuje strach Boży i pokutę troską społeczną. Milczy o konieczności publicznego wyrzeczenia się grzechów, o sakramencie pojednania, o ofierze Mszy Świętej jako jedynej godnej ofiary dla zadośćuczynienia. Jest to duchowość bez krzyża, bez ofiary, bez ascetyki – czysty moralizm społeczny, który Pius X potępiał jako „syntezę wszystkich błędów” modernizmu.
Konfrontacja z niezmienną doktryną o Królestwie Chrystusa
Cała wypowiedź Szewczuka stoi w bezpośredniej sprzeczności z encykliką Piusa XI *Quas Primas*. Papież pisze: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi” i że „nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”. Szewczuk jednak dzieli świat na suwerenne państwa narodowe, które mają prawa, i agresora, który je narusza. Dla Piusa XI „nieodłącznym” od królestwa Chrystusa jest „prawo sądownicze” i „władza wykonawcza”, które mają być realizowane przez społeczeństwa. Szewczuk prosi o „sprawiedliwość”, ale nie w imię Chrystusa, tylko w imię abstrakcyjnych praw człowieka. Pius XI ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się zburzone fundamenty pod tą władzą”. Szewczuk dokładnie to robi: jego cała argumentacja opiera się na prawie międzynarodowym i konstytucji Ukrainy, a nie na Prawie Bożym. Milczy o tym, że jak nauczał *Syllabus Errorum* Piusa IX (błęd 55), „Kościół powinien być oddzielony od Państwa, a Państwo od Kościoła” jest potępionym błędem. Dla Szewczuka państwo ukraińskie i jego konstytucja są fundamentem, podczas gdy dla katolicyzmu jedynym fundamentem jest Chrystus.
Symptomatyzacja soborowej rewolucji i apostazji
Wypowiedź Szewczuka jest czystym produktem soborowej rewolucji. Jego apel o „sprawiedliwy pokój” bez odwołania do Chrystusa Króla jest realizacją programu modernizmu opisanego w *Lamentabili sane exitu*: wiara redukowana do „praktycznego działania” (prop. 25-26), odrzucenie „niezmienności nauki chrześcijańskiej” (prop. 58), podporządkowanie Kościoła „postępowi nauk” (prop. 57). Jego uznanie dla dyplomacji Watykanu, gdzie „wszystkie wypowiedzi są owocem bardzo głębokiej refleksji”, a nie „spontaniczności”, jest ironiczne, gdyż Watykan od 1958 to właśnie ośrodek modernistycznej dezinformacji. Szewczuk chwali papieża Leona XIV (uzurpatora) za „konsekwentne podkreślanie, że pokój to nie jest jakaś abstrakcja, że pokój jest możliwy tylko wtedy, gdy mamy sprawiedliwość oraz prawdę”, ale gdzież w jego słowach jest prawda o Bogu? Gdzież jest wezwanie do nawrócenia Rosji do katolicyzmu? Gdzież jest wymaganie, by pokój był zbudowany na „jedności wierze, nadziei i miłości” (Efezjan 4,4-6)? To jest pokój bez Chrystusa, czyli pokój świata, który – jak mówi Ewangelia – nie może dać prawdziwego pokoju (J 14,27). Szewczuk, nieświadomie, realizuje projekt ekumenizmu i relatywizmu, o którym ostrzegał Pius IX w *Syllabus* (błęd 16-18): „Każdy może w każdej religii znaleźć drogę do zbawienia”.
Krytyka „dyplomacji” watykańskiej jako operacji psychologicznej
Szewczuk chwali Watykan za „wysiłki w celu ratowania dzieci” i „poszanowanie prawa międzynarodowego”. To jest właśnie esencja nowej, „humanitarnej” twarzy sekty posoborowej: zastąpienie ewangelizacji pomocą humanitarną, zastąpienie nauczania o niezbędności łaski dialogiem i dyplomacją. Papież Franciszek, jak relacjonuje Szewczuk, „mówi o ludziach, cierpiących Ukraińcach”, nie o nawróceniu. To dokładnie odwraca uwagę od głównego zagrożenia: apostazji w łonie Kościoła, tak jak ostrzegał Pius X. „Dyplomacja watykańska” – jak pokazuje analiza z pliku o Fatimie – często służy operacji dezinformacyjnej. Tutaj widzimy ją w działaniu: Watykan udaje „pośrednika”, podczas gdy w rzeczywistości legitymizuje agresora, mówiąc o „pokoju za wszelką cenę” i nie potępiając jawnie zbrodni rosyjskich jako aktów ideologicznie motywowanych (wojny religijnej przeciwko katolicyzmowi). Szewczuk, choć wierny narodowi ukraińskiemu, nie widzi, że sam staje się narzędziem w rękach globalistów, którzy chcą zredukować konflikt do kwestii terytorialnych, a nie do walki o duszę Europy.
Prawda o suwerenności i terytoriach
Gdy Szewczuk mówi: „Dlaczego? Ponieważ dla nas Donieck, Ługańsk, Krym to nie terytoria, ale ludzie”, ma rację w sferze naturalnej moralności. Jednak jego argumentacja pozostaje w tej sferze. Prawdziwy katolik wie, że terytoria należą do Boga, a narody są Jego dziełem. Suwerenność państwowa ma sens jedynie w podporządkowaniu Chrystusowi Królowi. Dla Szewczuka suwerenność Ukrainy jest absolutną wartością, podczas gdy dla katolicyzmu żadne państwo nie ma suwerenności przeciwko prawu Bożemu. Jego obawa o „torturowane dzieci” jest słuszna, ale nie pyta: czy te dzieci są ochrzczone? Czy mają dostęp do sakramentów? Czy są wychowywane w wierze katolickiej? To są pytania, które powinien zadać biskup, a nie polityk. Jego całkowite milczenie o roli Kościoła Greckokatolickiego jako „początku i wzoru” (Quas Primas) dla ukraińskiego społeczeństwa jest zdumiewające. Gdzież jest wezwanie do publicznego kultu Chrystusa Króla? Gdzież jest roszczenie do prawa Kościoła do wolności w nauczaniu, w rządzeniu, w wykształceniu młodzieży (patrz *Syllabus*, błęd 19-48)?
Ostateczna konfrontacja: Chrystus Król czy prawa człowieka?
Arcybiskup Szewczuk, mimo swej godności i cierpienia narodu, którego jest głosem, głosi ewangelię bez Chrystusa. Jego „sprawiedliwy pokój” to pokój świata, a nie pokój Chrystusowy. Pius XI w *Quas Primas* ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… musiało być wstrząśnięte całe społeczeństwo ludzkie, gdyż brakło mu stałej i silnej podstawy”. Dzisiejsza Ukraina, walcząca o suwerenność bez odwołania do Chrystusa, dokładnie potwierdza tę prawdę: jej walka, choć słuszna w sferze naturalnej, nie ma trwałego fundamentu, bo nie opiera się na skale Piotrowej. Szewczuk nie wzywa do „odnowienia i utrwalenia pokoju… przywracając panowanie Pana naszego” (Quas Primas). Nie mówi, że „nie ma innego imienia pod niebem, w którym zbawieni byśmy być mogli” (Dz 4,12). Jego język jest językiem ONZ, nie Kościoła. Jego nadzieja jest w „sprawiedliwości” i „prawdzie” w rozumieniu świeckim, a nie w „łasce” i „prawdzie” objawionej w Chrystusie.
Dlatego jego przesłanie, choć poruszające, jest duchowo niebezpieczne. Jest ono symptomaticzne dla całego współczesnego „kleru”, który zredukował ewangelię do moralności społecznej, a Kościół do NGO. Taka „sprawiedliwość” nie zbawi świata. Tylko Chrystus Król może. „Królestwo Chrystusa – pisał Pius XI – jest przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych”. Arcybiskup Szewczuk, w swej całkowitej zależności od kategorii politycznych i prawnych, odrzuca to duchowe królestwo. Jego „nigdy więcej” jest wezwaniem do politycznej czujności, a nie do naw
Za artykułem:
24 lutego 2026 | 14:01Abp Światosław Szewczuk w czwartą rocznicę wybuchu wojny Rosji przeciwko Ukrainie (ekai.pl)
Data artykułu: 24.02.2026




