Portal „Tygodnik Powszechny” (9 marca 2026) publikuje felieton Pawła Bravo poświęcony zjawisku „sonic seasoning” – wykorzystywaniu dźwięków do modyfikowania odczuć smakowych i zwiększania konsumpcji. Artykuł, opisujący badania Charlesa Spence’a z Oksfordu, przedstawia techniki neuromarketingowe jako niewinne „błahostki”, ignorując ich głęboko antichrześcijański, redukcjonistyczny charakter. Tekst stanowi symptomaticzny przykład całkowitego wykluczenia perspektywy nadprzyrodzonej z opisu ludzkiego doświadczenia, co jest bezpośrednim owocem apostazji soborowej.
Redukcja misji Kościoła do naturalistycznego humanitaryzmu
Artykuł rozpoczyna się od nostalgicznego odniesienia do roku 1968, łącząc go z „utratą niewinności” i pejoratywnym określeniem „goszyzm”. Ta retoryka, choć krytyczna wobec lewactwa, pozostaje w sferze czysto społeczno-politycznej, całkowicie pomijając duchowy wymiar rewolucji, która właśnie w tamtym czasie (rozpoczęcie Soboru Watykańskiego II) doprowadziła do załamania katolickiej cywilizacji. Brak tu jakiegokolwiek odniesienia do Lamentabili sane exitu (1907) św. Piusa X, które potępiło błąd redukowania wiary do „świadomości chrześcijańskiej” i jej ewolucji, czyli dokładnie tego procesu, którego efektem jest dzisiejsze traktowanie człowieka jako obiektu do manipulacji zmysłami.
„Możemy mu śmiało przyznać tytuł Wielkiego Symfonika Smaków za ogłaszane od 2012 r. studia z dziedziny sonic seasoning, co kulawo przełożymy jako przyprawy z dźwięków.”
Język felietonu jest językiem technokratycznego optymizmu. Określenia „sonic seasoning”, „neuromarketing”, „sterowanie odczuciami” ukazują człowieka nie jako istotę stworzoną na obraz i podobieństwo Boga, zdolną do wolnego, racjonalnego i nadprzyrodzonego działania, ale jako złożony mechanizm biologiczny, którego przyciski można naciskać za pomocą bodźców akustycznych. To jest bezpośrednie wcielenie błędu potępionego w punkcie 58 Syllabus of Errors Piusa IX: „Wszystkie prawa i doskonałość moralności należy umieścić w gromadzeniu i zwiększaniu bogactw wszelkimi środkami i zaspokajaniu pożądliwości”. Neuromarketing dokładnie to realizuje: redukuje „dobro” do przyjemności zmysłowej, a „prawa moralne” do skuteczności manipulacji.
Poziom językowy: słownictwo totalitarnej kontroli
Analiza słownictwa ujawnia niebezpieczne analogie. Autor pisze o „wielkim kontrolerze uczuć i apetytów”, o tym, że „jesteśmy wciskani jako konsumenci”, o „badaniach terenowych nad rozszerzeniem pola przyjemności”. To nie jest neutralny język naukowy; to słownictwo zaczerpnięte z arsenału opisu systemów totalitarnych, gdzie jednostka jest całkowicie podporządkowana woli projektującej ją biurokracji. W katolickiej antropologii człowiek jest dominus swoich czynów, podlegający jedynie prawu Bożemu i rozumowi. Tutaj jednak jednostka jest „wciśnięta”, „sterowana”, jej wolna wola jest iluzją. Ten język jest objawem głębokiego niewiary w godność człowieka jako osoby i jego zdolność do samorządzenia w świetle prawa naturalnego. Jak uczył św. Pius X w Pascendi Dominici gregis (1907), modernizm prowadzi do „całkowitego podporządkowania wiary… warunkom historyczno-psychologicznym”, a tu mamy analogiczne podporządkowanie wolnej woli warunkom akustyczno-neurologicznym.
Poziom teologiczny: brak transcendencji i sakramentu
Najbardziej rażącym w artykule jest całkowite milczenie o jakiejkolwiek transcendencji. Smak, przyjemność, konsumpcja są traktowane jako czysto immanentne, biologiczno-psychologiczne fakty. Nie ma ani słowa o:
- znaczeniu sakramentalnym jedzenia – w wierze katolickiej posiłek może być ofiarą dziękczynną, uczestnictwem w życiu Bożym, a nie tylko źródłem przyjemności;
- ascetyce i umiarze – które podnoszą duszę, podczas gdy neuromarketing celowo podsycają nieumiar;
- celu nadprzyrodzonym życia chrześcijańskiego – jedzenie ma służyć zdrowiu ciała, by służyło ono Bogu, a nie odwrotnie.
To milczenie jest heretyckie w swej istocie, gdyż oddziela świat zmysłowy od świata łaski, co jest zarzutem potępionym w punkcie 56 Syllabus of Errors: „Prawa moralne nie potrzebują boskiego sankcjonowania i nie jest wcale konieczne, aby prawa ludzkie były zgodne z prawami natury i czerpały moc wiązania od Boga”. Neuromarketing operuje na założeniu, że moralność (tu: przyjemność) jest autonomiczna względem Boga.
Artykuł przywołuje (choć pobieżnie) tradycję „kultury” – szelest papieru, korek w butelce – jako czynników wpływających na odczucia. To pokazuje, że nawet pozornie „kulturalne” bodźce są w tym ujęciu jedynie bardziej wytwornymi narzędziami manipulacji, a nie elementami życia w zgodzie z naturą i łaską. Katolicka cywilizacja zawsze widziała w takich rzeczach (np. w rytuale posiłku) element łączący człowieka z Bogiem i wspólnotą, nie zaś środek zwiększania sprzedaży.
Poziom symptomatyczny: owoce apostazji soborowej i nowego łańcucha niewoli
Fenomen opisywany przez Bravo to nie jest „niewinna” nauka. Jest to logiczny finał procesu, którego początkiem był odrzucenie Quas primas Piusa XI (1925). Papież Pius XI pisał w encyklice o Królestwie Chrystusa: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tą władzą”. Krok dalej: usunięto Boga z samego ciała i zmysłów człowieka. Neuromarketing to ostateczny etap sekularyzacji – nie tylko państwa i prawa, ale i samego aktu jedzenia.
Artykuł kończy się przepisiem na „suflet pomarańczowy” i sugestią „grania w kotka i myszkę” z „Wielkim Kontrolerem uczuć”. To jest kluczowy moment: autor, świadomie czy nie, ujawnia prawdziwą alternatywę. Albo jesteśmy poddani „Wielkiemu Kontrolerowi” – który jest w tej sekularnej wizji samym człowiekiem (lub korporacją) dążącym do maksymalizacji przyjemności i zysku – albo poddani Chrystusowi Królowi, który rządzi naszymi zmysłami i apetytami przez łaskę i prawa naturalne. Nie ma trzeciej drogi. Słynne słowa Piusa XI: „jeżeli Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi… nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”. Neuromarketing jest buntem przeciw tej władzy, próbą wyjęcia zmysłów smaku i słuchu spod panowania Chrystusa i poddania ich panowaniu Mammona.
Demaskacja fałszywej alternatywy: „bunt” bez wyjścia
Felieton kończy się obrazem „buntownika” grającego w „kotka i myszkę” z kontrolerem, używając „potraw słodko-gorzkich”. Jest to tragicznie naiwny i całkowicie nieskuteczny bunt. Bo jeśli cały system zmysłów jest zmanipulowany, a przyjemność definiowana wyłącznie przez dźwięk, to „słodko-gorzkie” są tylko kolejnym, bardziej wyrafinowanym trikiem tego samego systemu. Prawdziwy bunt wiary katolickiej polega na odzyskaniu zmysłów dla Chrystusa. Na tym, że jedzenie jest działaniem ofiarnym (jak Msza Święta), a nie konsumpcją. Na tym, że smak ma prowadzić do uwielbienia Stwórcy, a nie do satysfakcji konsumenta.
Brak w artykule jakiejkolwiek wzmianki o konsekwencjach duchowych takiej manipulacji. Neuromarketing, traktujący człowieka jako biomasę do sterowania, jest moralnie równoznaczny z herezją, która neguje wolność woli i odpowiedzialność za grzech. Jest to współczesne wcielenie błędu potępionego w punkcie 64 Syllabus of Errors: „Można bez sprzeczności głosić, że żaden rozdział Pisma Świętego… nie zawiera nauki w pełni zgodnej z nauką Kościoła”. Tu mamy współczesną wersję: żaden odczucie smakowe nie jest w pełni zgodne z naturą człowieka stworzoną przez Boga, jeśli można je zmanipulować dźwiękiem. To jest moralny relatywizm w czystej postaci.
Konstrukcja: jedyny prawdziwy smak
W obliczu tej całkowitej dehumanizacji, Kościół katolicki, w swej niezmiennej tradycji, naucza, że jedzenie ma służyć zdrowiu ciała, które jest „świątynią Ducha Świętego” (1 Kor 6,19), i może być środkiem do świętości. Quas primas przypomina, że Chrystus jest Królem „nad sercami” i że Jego panowanie obejmuje wszystkie nasze działania, w tym te najprostsze. Prawdziwy „sonic seasoning” to śpiew psalmiczny przy stole, który poświęca posiłek. Prawdziwy „neuromarketing” to katecheza, która uczy, że jesteśmy kupieni „nie zniszczalnym złotem czy srebrem, ale drogą krwią jako Baranka niepokalanego i niepokalanego Chrystusa” (1 P 1,18-19). Nie jesteśmy obiektami do sterowania, ale dziećmi Bożymi, których każdy zmysł ma służyć chwale Boga.
Artykuł Bravo, choć pozornie lekki, jest dokumentem epoki. Epoki, która odrzuciła Królestwo Chrystusa i postawiła na jego miejscu imperium manipulacji psychologicznej i biologicznej. Każdy, kto czyta o „sterowaniu odczuciami”, powinien usłyszeć echo słów Piusa XI: „Gdy Boga… usunięto z praw i z państw… zbudowane zostało fundamenty pod tą władzą”. Fundamenty te zostały teraz wcielone w nasze własne ciała i zmysły. Jedynym lekarstwem jest publiczne i prywatne przyznanie, że „Pan nasz Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca” (Flp 2,11) – także w smaku naszego chleba.
Za artykułem:
Wpływ chrupania na smak chipsów. Co mówią badania nad dźwiękiem i jedzeniem (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 24.02.2026


