Recenzja kryminału jako symptom apostazji: „Szaleństwo i śmierć spłyną z gór” w służbie sekularyzacji

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” (wydawany przez struktury okupujące Watykan) publikuje recenzję kryminału historycznego Maryli Szymiczkowej „Szaleństwo i śmierć spłyną z gór” (Znak, Kraków 2025), osadzonego w Zakopanem w 1905 roku. Recenzent, Lektor (Tomasz Fiałkowski), skupia się na fabule, tle historycznym i postaciach (m.in. Stanisław Witkiewicz, Witkacy, Jadwiga Zamoyska), nie wspominając w żaden sposób o wierze, sakramentach czy życiu duchowym mieszkańców Galicji. Artykuł kończy się zachętą do kupna książki i lektury dalszych części cyklu.

To nie jest recenzja książki – to objawienie choroby. W czasach, gdy Kościół katolicki przed soborowym zamętem otwierał każdą działalność ludzką na transcendencję, współczesna „katolicka” prasa promuje literaturę całkowicie pozbawioną sensu nadprzyrodzonego, gdzie Bóg jest nieobecny, a moralność sprowadzona do detektywistycznych rozterek. To właśnie jest ostateczny owoc modernizmu: świat bez Boga, nawet w wydaniu „katolickim”.

Faktyczna dekonstrukcja: świat 1905 bez sakramentu

Recenzja opisuje Zakopane 1905 roku jako miejsce spotkań inteligencji, socjalistów, artystów (Witkiewiczowie) i arystokracji (Zamoyscy). W tle znajduje się „rewolucja”, a na pierwszym planie – zbrodnia do rozwiązania. Żadnego słowa o Mszy świętej w kościele, modlitwie różańcowej, rocznicach poświęcenia do Serca Jezusowego czy oddziaływaniu duchowości na codzienne życie. Świat przedstawiony jest jako czysto naturalistyczny, psychologiczny, społeczno-polityczny. To celowe przemilczenie – w 1905 roku Galicja była ostoi wiary, a Zakopane pełne klasztorów, pielgrzymek i życia parafialnego. Brak tych elementów w recenzji świadczy o wymyśleniu historii przez współczesnych modernistów, którzy nie potrafią pojąć, że wówczas każda ważna decyzja, każdy biznes, każdy związek był rozważany w świetle wiary.

Poziom językowy: neutralność jako herezja

Język recenzenta jest „profesjonalny”, „obiektywny”, „kulturowo-historyczny”. Używa terminów: „śledztwo”, „zagadka”, „panorama galicyjskiego świata”, „młodzi socjaliści”. Żadnego odniesienia do prawdy objawionej, żadnego słowa o grzechu, łasce, zbawieniu. To język sekularnej humanistyki, całkowicie wykluczający kategorię sacrum. W doktrynie katolickiej nie ma neutralności w sprawach wiary – świat jest albo w Chrystusie, albo przeciwko Niemu (Kol 1,20). Taka „niewinna” narracja jest w istocie apostazją, ponieważ świadomie pomija panowanie Chrystusa Króla nad wszystkimi dziedzinami życia, o czym nauczała encyklika Quas primas Piusa XI.

Poziom teologiczny: brak fundamentu = herezja

Cały artykuł opiera się na założeniu, że literatura może być autonomiczna od wiary. To bezpośrednie naruszenie dekredu Lamentabili sane exitu św. Piusa X, który potępił błędne poglądy, iż „nauki święte mogą być traktowane jak nauki filozoficzne” (propozycja 8) oraz że „Kościół nie powinien wymagać od wiernych wewnętrznego uznania za prawdę orzeczeń Magisterium” (propozycja 7). Recenzja nie tylko nie wskazuje na wartość duchową (lub jej brak) książki, ale i nie stawia jej w kontekście zbawienia dusz. Dla prawdziwego katolika każda książka musi być oceniana przez pryzmat: czy prowadzi do Boga, czy od Niego oddala. Milczenie o tym jest herezją indyferentyzmu (z Syllabusu Piusa IX, błąd 16).

Poziom symptomatyczny: typowa produkcja neo-koscioła

Fakt, że taki tekst pojawia się w tygodniku noszącym nazwę „Tygodnik Powszechny” (historycznie związany z epoką przedsoborową, ale dziś z sekta posoborowa), jest genialnie symptomatyczny. Struktury okupujące Watykan promują kulturę całkowicie pozbawioną katolickiej duszy, by zaspokoić potrzeby „tradycyjnie” nastawionych, którzy chcą czytać o „Polsce”, „historii”, „kryminale”, ale bez konieczności uprawiania wiary. To jest religia kulturalna – kulturowo katolicka, duchowo martwa. Książka o „szaleństwie i śmierci” nie pyta o sens cierpienia, o Krzyż, o Odkupienie – tylko o rozwiązanie zagadki. To dokładnie mirror współczesnego „katolicyzmu”: zewnętrzne formy (historia, polskość, tradycja) bez wewnętrznej treści (łaska, sakramenty, świętość).

Krytyka nie może się ograniczyć do recenzji – musi dotrzeć do źródła choroby. Maryla Szymiczkowa (pisarz z podwójnym pseudonimem, co już budzi wątpliwości co do autentyczności) tworzy świat, w którym Bóg jest nieobecny. Jej bohaterowie – jak ich prawdziwi odpowiednicy z przełomu wieków – byli prawdopodobnie praktykującymi katolikami. To bluźnierstwo przedstawiać ich jako istoty, które żyją wyłącznie w sferze polityki, sztuki i zbrodni. Nawet jeśli autor ma na celu tylko rozrywkę, to efekt jest ten sam: czytelnik nie widzi w 1905 roku Krzestu Polski, tylko kolejne tło dla kryminału. To jest właśnie herezja poprzez milczenie.

Kontekst przedsoborowy: jak powinna wyglądać prawdziwa krytyka literacka

Przed soborami katolicka krytyka literacka służyła apologetyce. Recenzent pytałby: czy ta książka prowadzi duszę do Boga? Czy ukazuje grzech i potrzebę pokuty? Czy honoruje prawdę o człowieku jako istocie stworzonej na obraz Boga? Czy w tle widać działanie Opatrzności? Nikt z czytelników „Tygodnika Powszechnego” nie usłyszy tych pytań. W zamian dostaje informację, że w książce jest „Halka na odwrót” i że „młodzi socjaliści” są gośćmi pensjonatu. To poziom kultury materialistycznej, gdzie człowiek jest tylko bytem społecznym, politycznym, psychologicznym.

Prawdziwy katolik musi odrzucić taką literaturę. Nie dlatego, że jest zła moralnie (może nie być), ale dlatego, że jest duchowo jałowa. Zgodnie z nauczaniem św. Piusa X w Pascendi Dominici gregis, modernistą jest każdy, kto „chce widzieć w wierze tylko praktyczny i subiektywny czynnik, a nie prawdę obiektywną”. Recenzja Szymiczkowej jest właśnie takim „czynnikiem praktycznym” – książka ma „zaskakiwać”, „trzymać w napięciu”, ale nie ma prowadzić do poznania Boga. To jest religia dobrego samopoczucia, a nie wiara.

Co zatem pozostało z „Tygodnika Powszechnego”?

Nic. To już nie katolicki tygodnik, tylko sekularna publikacja z historycznym nazwiskiem. Promuje kulturę bez Boga, historię bez Opatrzności, ludzkie dramaty bez nadprzyrodzonego znaczenia. W czasach, gdy Kościół powinien wzywać do nawrócenia i pokuty, „Tygodnik” reklamuje kryminały. Gdzie jest wezwanie do modlitwy? Gdzie jest wzmianka o sakramentach, które w 1905 roku były codziennością? Gdzie jest choćby odwołanie do rocznicy poświęcenia Krakowa Maryi (1905 to rok poświęcenia!), które było wielkim wydarzeniem duchowym? Milczenie jest przekonującym dowodem apostazji.

Ostateczna konkluzja: Recenzja „Szaleństwa i śmierci spłyną z gór” to mikrocosmos współczesnego „katolicyzmu”: zewnętrzna forma (historyczna powieść, nazwa „Tygodnik Powszechny”) bez wewnętrznej treści (wiara, sakramenty, zbawienie). To nie jest kwestia gustu literackiego – to kwestia istoty wiary. Prawdziwy katolik nie może czytać takiej książki bez duchowego szkody, ponieważ utrwala w nim wyobrażenie świata, w którym Bóg jest niepotrzebny. A świat bez Boga jest światem skazanym na „szaleństwo i śmierć” – dokładnie to, co obiecuje tytuł. Tylko w Chrystusie Królu jest życie i pokój.


Za artykułem:
Książka tygodnia: „Szaleństwo i śmierć spłyną z gór” Szymiczkowej
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 24.02.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.