Portal „Gość Niedzielny” informuje o decyzji prezydenta Ugandy, Yowera Museveniego, który zablokował odprawienie mszy świętej w intencji uwięzionego lidera opozycji, Kizza Besigye. Arcybiskup Paul Ssemogerere został poproszony przez prezydenta o odwołanie nabożeństwa, które miało się odbyć w katedrze Rubaga w Kampali. Rodzina Besigye potępiła ingerencję państwa, wskazując na naruszenie prawa do modlitwy. Przypadek ten stanowi dramatyczne przejawienie tej samejherezji eklezjologicznej, przeciw której ostrzegał Pius IX w Syllabus of Errors, oraz dowód na całkowite duchowe upokorzenie współczesnych struktur kościelnych, które nie potrafią ani bronić swej suwerenności, ani nauczyć prawdy o nadrzędności Królestwa Chrystusa.
Ingerencja państwa w sprawy sakramentalne jako herezja eklezjologiczna
Fakt, że szef państwa uznał się za uprawnionego do wstrzymania odprawienia Najświętszej Ofiary, jest bezpośrednim i rażącym naruszeniem niepodległości Kościoła. Kościół Boży, ustanowiony przez Chrystusa jako społeczeństwo doskonałe, ma od Swego Założyciela prawo do pełnej wolności i niezależności od władzy świeckiej w sprawach sacrum. Pius IX w Syllabus of Errors potępia jako błąd zdanie, że „Kościół nie jest prawdziwym i doskonałym społeczeństwem, całkowicie wolnym, ani nie posiada własnych, trwałych, z prawa mu przysługujących praw, ale przysługuje władzy cywilnej określenie, czym są prawa Kościoła i w jakich granicach może je wykonywać” (błędny twierdzenie nr 19). Prezydent Museveni dokonał dokładnie tego, czego Syllabus potępia: narzucił Kościołowi granicę jego działalności, wchodząc w sferę jego najświętszych praw – prawa odprawiania ofiary za dusze, w tym za dusze polityków.
Dodatkowo, bulla *Cum ex Apostolatus Officio* Pawła IV jasno stwierdza, że heretycy i apostaty tracą wszelkie urzędy i godności *ipso facto*, a ich działania są nieważne. Choć w przypadku Museveniego nie mamy oświadczenia o formalnym odstąpieniu od wiary, jego czyn – naruszenie immunitetu kościelnego w sprawie mszy – jest jawne działanie sprzeczne z prawem Bożym i prawem kościelnym. W świetle kan. 188.4 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 r., który stanowi, że urząd staje się wakujący na mocy samego faktu, jeśli duchowny (a analogicznie władza świecka działająca w sferze Kościoła) „publicznie odstępuje od wiary katolickiej”, jego ingerencja w sprawy mszy jest aktu jawnej herezji w sferze relacji państwo–Kościół, pozbawiającym go jakiegokolwiek prawa do nakazywania lub zakazywania w sprawach sacrum.
Język relatywizmu i braku teologicznej świadomości
Język artykułu jest charakterystyczny dla współczesnego, pozbawionego zębów „katolicyzmu”. Mówi się o „blokowaniu mszy w intencji”, jakby była to zwykła „intencja polityczna” w grze władzy. Żadne słowo o ofierze przebłagalnej, o sakramencie, o prawie Bożym, który stoi ponad prawami człowieka. Rodzina Besigye protestuje, że „państwo narusza prawo ludzi do modlitwy”. To język praw człowieka, a nie prawa Bożego. Katolik przedsoborowy nie mówił o „prawach ludzi do modlitwy”, ale o obowiązku Kościoła modlić się za wszystkich, w tym za władców, i o świętości ofiary, której żadna władza doczesna nie może naruszyć.
Arcybiskup Ssemogerere „dostaje telefon” i „odwołuje”. Gdzie jest głos Piotra? Gdzie jest excommunication? Gdzie jest publiczne potępienie takiego zjawiska jako bluźnierstwa i herezji? Milczenie hierarchii jest głośniejsze niż słowa. Ten język pokazuje duchową kalkę: Kościół traktowany jest jako jedna z wielu organizacji pozarządowych, której działalność można „zabadać” i „zablokować” przez władzę świecką. To ostateczny owoc modernizmu: sakrament redukowany do „intencji”, a Kościół – do podmiotu prawnego podlegającego biurokracji państwowej.
Teologiczne milczenie o nadprzyrodzonym charakterze mszy i Kościoła
Artykuł całkowicie przemilcza najważniejszą rzecz: Msza Święta to nie „modlitwa w intencji”, ale **niekrwawa ofiara Kalwarii**, powtarzana na ołtarzu przez Chrystusa, głównego Kapłana, przez Kościół. Blokowanie mszy jest więc blokowaniem samego Krzyża, aktem bezpośredniej walki z Bogiem. W encyklice *Quas Primas* Pius XI nauczał, że Chrystus jest Królem, ale Jego królestwo jest duchowe, a jednak obejmuje wszystkie sprawy ludzkie. Jednakże, „Królestwo Chrystusa nie jest z tego świata” – nie oznacza to, że świat może go ignorować, lecz że jego władza jest nadprzyrodzona i działa przez sakramenty i Kościół. Prezydent, który blokuje msze, stawia się przeciwko temu królestwu, ale współczesne struktury kościelne nie potrafią tego nazwać po imieniu, bo odrzuciły monarchię Chrystusa nad społeczeństwem.
Brak też w artykule odwołania do bulli *Cum ex Apostolatus Officio*, która mówi, że heretyk (a tu mamy oskarżenie o herezję w działaniu) nie może być władcą, a jego decyzje są nieważne. Gdyby arcybiskup miał choć odrobinę wiary, odprawiłby msze pomimo zakazu, mając za sobą prawdę, że żadna ludzka władza nie może nakazywać lub zabraniać czci Bogu. Milcząca posłuszeństwo władzy świeckiej jest aktem apostazji.
Symptomatologia: Państwo jako bóg i Kościół jako NGO
Przypadek ugandyjski jest nie tylko lokalnym skandalem, ale symptomatycznym przejawem globalnego zjawiska: państwo, zwłaszcza w krajach o silnym katolicyzmie, stara się zredukować Kościół do roli organizacji pozarządowej podlegającej kontroli biurokratycznej. Museveni, rządzący od 1986 roku, traktuje Kościół jako element systemu władzy, który można „zabadać” i „zablokować”, jeśli jego działania stają się „polityczne”. To jest dokładnie to, czego Syllabus potępia w punkcie 44: „Władza świecka może ingerować w sprawy religijne, moralne i duchowe; może sądzić instrukcje duszpasterskie i wydawać ustawy dotyczące sprawowania sakramentów”.
Współczesne struktury kościelne, zamiast ogłosić bullę excommunicacyjną przeciwko takiemu prezydentowi, milczą lub „odwołują” msze. To dowód, że nie wierzą już w moc Kościoła, w moc kluczy, w to, że „czegokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane i w niebie” (Mt 18,18). To jest bankructwo wiary i apostazja na poziomie strukturalnym. Kościół, który boi się państwa, nie jest już Kościołem Chrystusowym, lecz sektą lizusów władzy.
Kontekst historyczny: Ugandyjski martyrologium i współczesne zaprzeczanie
Warto przypomnieć, że Uganda ma w swojej historii męczenników – młodych książąt Namugongo, którzy w 1886 roku zostali zamordowani za wiarę przez króla Mwangi. Ich katedra na wzgórzu Rubaga, gdzie miała się odbyć msza, jest świadectwem, że Kościół w Ugandzie przetrwał prześladowania. Teraz prześladowanie pochodzi nie z pogaństwa, ale z wewnątrz, od władzy, która twierdzi, że jest katolicka, ale działa jak tyran. To przypomina sytuację w czasach Neronów czy Dioklecjanów, ale z tą różnicą, że dziś Kościół nie ma papieży, którzy ogłaszają excommunication, ani biskupów, którzy sądzą królów.
W encyklice *Quas Primas* Pius XI pisał, że „gdyby wszyscy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa”. Przeciwieństwem jest sytuacja, gdy władza świecka uzurpuje sobie prawo do blokowania mszy – to jest akt bezpośredniego odrzucenia królewskiej godności Chrystusa. Prezydent Museveni, blokując ofiarę, mówi w praktyce: „Ja jestem bogiem tego kraju, a Chrystus nie ma tu prawa”. To jest kult państwowy, kult człowieka, który Pius IX potępiał jako herezję.
Ostateczny wniosek: Apostazja na dwóch płaszczyznach
Przypadek Ugandy pokazuje apostazję na dwóch płaszczyznach:
1. **Apostazja władzy świeckiej**, która uzurpuje sobie prawa Kościoła, traktując go jak podmiot podlegający jej kontroli.
2. **Apostazja struktur kościelnych**, które nie potrafią ani ogłosić bulli excommunicacyjnej, ani publicznie potępić takiego działania, ani odprawić mszy z odwagą męczenników.
To jest owoce rewolucji soborowej, która zniszczyła świadomość suwerenności Kościoła. W czasach Piusa IX czy Leona XIII takie działanie prezydenta spotkałoby się z natychmiastową bullą *Quanta Cura* lub podobnym dokumentem, a arcybiskup, który by się poddał, zostałby odwołany. Dziś jest odwrotnie: Kościół poddaje się, a państwo rządzi.
Prawdziwy katolik musi modlić się za prześladowanych, za Besigye, ale także za prezydenta, który grzeszy ciężko, i za biskupów, którzy milczą. Msza, nawet zablokowana przez władzę, jest nadal ofiarą przyjmowaną przez Boga, a jej blokada to grzech, który woła o niebo o sprawiedliwość. Jedynym lekarstwem na taką głupotę (jak w tytule dokumentu z „Gościa Niedzielnego”) jest powrót do niezmiennej wiary: do bulli *Cum ex Apostolatus Officio*, do Syllabus of Errors, do encykliki *Quas Primas* i do odważnego nauczania, że Chrystus jest Królem, a Jego królestwo nie podlega negocjacjom z władzami doczesnymi.
Za artykułem:
Uganda: Prezydent zablokował mszę w intencji uwięzionego lidera opozycji (gosc.pl)
Data artykułu: 25.02.2026



