Medialne outowanie chorób psychicznych jako narzędzie sekularyzacji człowieka

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” publikuje artykuł Przemysława Wilczyńskiego o zjawisku „outowania” polityków z rzekomych chorób psychicznych oraz o szerszym kontekście społecznej narracji na temat depresji i innych zaburzeń psychicznych. Artykuł, choć na pozór krytyczny wobec naciągania tabu, w rzeczywistości stanowi kolejny przykład głębokiego, naturalistycznego uproszczenia natury ludzkiej, w której duchowy wymiar cierpienia – jego znaczenie ofiarne, wartość odkupienia i możliwość uzdrawiania przez łaskę – jest całkowicie pominięty na rzecz medyczno-terapeutycznego modelu, który jest z założenia niewystarczający i sprzeczny z katolicką wizją człowieka.

Redukcja cierpienia do kategorii psychologicznych

Artykuł koncentruje się na walce ze stygmatyzacją depresji, co na pierwszy rzut oka może wydawać się pozytywne. Jednakże ta walka toczy się wyłącznie w kategoriach psychologicznych, psychiatrycznych i społecznych. Wilczyński cytuje psychiatrę Dominikę Dudek, która mówi o „poczucie winy” chorych, „obrazie zaburzonym” przez wyznania celebrytów czy „informacyjnym bałaganie” spowodowanym medialnymi wtrętami. Cały dyskurs sprowadza cierpienie psychiczne do problemu do rozwiązania przez leczenie, terapię, zmianę języka i zwiększenie dostępu do usług medycznych. Podejście to, choć humanitarne w intencji, jest radykalnie niewystarczające, ponieważ całkowicie pomija fundamentalne katolickie rozumienie cierpienia. W tradycji Kościoła cierpienie, w tym psychiczne, ma głęboki sens ofiarny, może być uczestniczone w mękach Chrystusa i służyć do odkupienia dusz. Artykuł nie tylko o tym nie wspomina, ale jego cały ton i kontekst budują obraz człowieka jako bytu, którego jedynym celem jest „dobrostan psychiczny” w rozumieniu świeckim, a nie zbawienie duszy. To klasyczny przykład redukcjonizmu, który jest owocem apostazji współczesnego świata.

Ślepe pieczoły medycznego modelu

Autor wychwala postęp w „oswojeniu” depresji dzięki coming outom znanych osób, ale jednocześnie konstatuje ogromne luki, zwłaszcza w przypadku schizofrenii. Jego rozwiązaniem jest więcej edukacji, więcej medialnych opowieści, więcej „kojących obrazów”. To ślepe ulubieńcze medyczno-progresywne podejście, które wierzy, że wystarczy lepsza informacja, dostęp do terapii i zmiana języka, by rozwiązać problem. Artykuł nie zadaje się pytaniem, czy sam model psychiatrii i psychoterapii, często pozbawiony metafizycznego fundamentu i oparty na relatywistycznych, często antychrześcijańskich teoriach (jak freudyzm czy różne nurty humanistyczne), nie jest częścią problemu. „Cierpienie jest wyrazem braku dobrostanu, a nie możliwością ofiary” – to niewypowiedziane założenie całego tekstu. Katolickie nauczanie, potwierdzone przez wieki, widzi w cierpieniu drogę do świętości, narzędzie do oczyszczenia i połączenia z Chrystusem. Pominięcie tej perspektywy nie jest neutralne – jest aktem ideologicznym, który umacnia świecką wizję człowieka jako projektu do naprawienia, a nie istoty duchowej powołanej do wieczności.

Zapomnienie o duchowym wymiarze cierpienia

Najbardziej wymownym dowodem na duchową pustkę artykułu jest całkowity brak odniesień do sakramentów, modlitwy, łaski, czy roli Kościoła w uzdrawianiu. Prof. Dudek mówi o pacjentce, która wstydzi się pieczątki psychiatry, ale nie ma słowa o tym, że prawdziwym uzdrowieniem (w sensie łaski) można doświadczyć w spowiedzi, podczas namaszczenia chorych czy przez uczestniczenie w Mszy Świętej. Artykuł wspomina o „kulturze terapii” z Instagrama, ale nie o kulturze ofiary i modlitwy. To nie jest przypadkowe zaniedbanie – jest to symptom głębokiej sekularyzacji, w której Bóg jest wykluczony z obszaru cierpienia. Katechizm Kościoła Katolickiego jasno naucza, że cierpienie, gdy jest ofiarowane w jedności z Chrystusem, staje się uczestnictwem w dziele odkupienia (KIK 618, 1521). Artykuł Wilczyńskiego, podobnie jak współczesna „kultura terapii”, redukuje cierpienie do jednostkowego, prywatnego problemu psychologicznego, odejmując mu uniwersalny, odkupienny wymiar. To właśnie jest sednem apostazji: wyparcie Chrystusa z każdego aspektu ludzkiego życia, w tym z najgłębszych ran.

Konsekwencje: od Boga do terapii

Końcowy wniosek Wilczyńskiego jest pouczający: „Staliśmy się bezwzględni, i to nie bezwzględnością ujętego w karby konwencji (wymarłego już niemal) pamfletu, ale tą jak najbardziej dosłowną”. Jego diagnoza braku empatii w mediach jest trafna, ale jego rozwiązaniem jest jedynie nostalgiczną wzmianka o dawnych czasach i ogólnikowe „moralny postęp”. Gdzie w tym jest wezwanie do nawrócenia, do powrotu do Boga, do uznania, że prawdziwym lekarzem jest Jezus Chrystus? Gdzie jest przypomnienie, że bez wiary i łaski nawet najlepsza terapia jest niewystarczająca? Artykuł kończy się na psychologicznej diagnozie społeczeństwa, a nie na duchowym wezwaniu. To idealne odzwierciedlenie stanu „Kościoła” posoborowego i współczesnego świata: widzi choroby, ale nie widzi grzechu; oferuje terapię, ale nie oferuje zbawienia; diagnozuje społeczeństwo, ale nie wzywa do pokuty. W świetle encykliki Quas Primas Piusa XI, prawdziwy pokój i uzdrowienie serc są możliwe jedynie w Królestwie Chrystusa, które odrzuca się, gdy wybiera się „kulturę terapii” bez Boga. Artykuł Wilczyńskiego, mimo dobrych intencji w walce ze stygmatyzacją, jest kolejnym kamieniem w budowie nowej, bezbożnej świątyni, w której człowiek jest leczony, ale nie zbawiany, a cierpienie jest problemem do rozwiązania, a nie drogą do chwały.


Za artykułem:
Jak informować i opowiadać o kryzysach psychicznych, by nie szkodzić?
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 26.02.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.