Artykuł z portalu Gość Niedzielny (16 marca 2026) relacjonuje wypowiedź prezydenta USA Donalda Trumpa, który wyraził przekonanie, że będzie miał „zaszczyt” przejęcia lub wyzwolenia Kuby, określając ją mianem „upadłego kraju”, posiadającego jedynie „piękny krajobraz i wspaniałych ludzi”. Ta cyniczna deklaracja, sprowadzająca suwerenność narodów do kategorii transakcyjnych i krajobrazowych, jest jaskrawym dowodem na ostateczne bankructwo naturalistycznego mesjanizmu politycznego, który w oderwaniu od panowania Chrystusa Króla nie potrafi zaproponować światu niczego poza nową formą imperialnego kolonializmu.
Naturalizm polityczny jako fundament nowej wieży Babel
Portal Gość Niedzielny, będący tubą propagandową struktur okupujących polskie diecezje, z właściwą sobie bezideowością przekazuje słowa Donalda Trumpa, nie siląc się na najmniejszą próbę ich teologicznej czy moralnej weryfikacji. Prezydent USA, operując językiem giełdowego spekulanta, stwierdza: „Myślę, że mogę zrobić z nią [Kubą], co chcę”. To zdanie demaskuje przerażającą pychę współczesnych „władców”, którzy w swej ślepocie zapomnieli, że wszelka władza pochodzi od Boga (Rz 13, 1), a nie z układów gabinetowych czy siły militarnej. Trump, postrzegając Kubę jako „upadły kraj” pozbawiony ropy i pieniędzy, stosuje czysto materialistyczną miarę sukcesu narodu, co jest typowe dla liberalnej demokracji, którą papież Pius IX potępił w Syllabus Errorum (1864) jako system odrzucający zwierzchnictwo Prawa Bożego nad państwem.
Ta faktograficzna relacja obnaża całkowitą erozję pojęcia „wyzwolenia”. W ustach polityka, dla którego religia jest jedynie estetycznym dodatkiem do kampanii, „wyzwolenie” nie oznacza przywrócenia panowania Chrystusa nad narodem, lecz wciągnięcie go w sferę wpływów globalnego kapitalizmu, który jest drugą stroną tego samego modernistycznego medalu co komunizm. Trump mówi o „pięknej wyspie” i „wspaniałych ludziach” w taki sam sposób, w jaki deweloper mówi o atrakcyjnej działce pod zabudowę. Brak w tym przekazie choćby cienia troski o zbawienie dusz tych „wspaniałych ludzi”, którzy od dziesięcioleci są karmieni marksistowską trucizną, a teraz mają zostać „wyzwoleni” przez nową dawkę laicyzmu i liberalizmu.
Język transakcji w służbie duchowej próżni
Analiza językowa wypowiedzi Trumpa ukazuje głęboką teologiczną zgniliznę współczesnej retoryki politycznej. Użycie słowa „zaszczyt” w kontekście „przejęcia” suwerennego państwa jest semantycznym nadużyciem, mającym na celu ukrycie nędznego pragmatyzmu pod płaszczykiem wielkości. To język laicyzmu, który papież Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) określił mianem „zarazy zatruwającej społeczeństwo ludzkie”. Zamiast języka modlitwy, pokuty i nawrócenia narodów, mamy język „przejęć”, „negocjacji” i „zasobów”. To retoryka, która całkowicie ignoruje nadprzyrodzony cel istnienia państw, sprowadzając je do roli korporacji zarządzających „ładnym krajobrazem”.
Relacjonowanie tego wydarzenia przez „katolicki” portal bez żadnego komentarza krytycznego jest formą milczącej apostazji. Gość Niedzielny, zamiast przypomnieć, że jedynym prawdziwym Uzdrowicielem narodów jest Chrystus Król, staje się pasem transmisyjnym dla naturalistycznych mrzonek. Pominięcie milczeniem duchowej tragedii Kuby — kraju ongiś katolickiego, a dziś zdewastowanego przez ateizm — i skupienie się jedynie na „braku ropy” demaskuje modernistyczną mentalność redaktorów. To klasyczny przykład redukcji misji Kościoła do moralnego humanitaryzmu, gdzie „wyzwolenie” polityczne zajmuje miejsce odkupienia sakramentalnego.
Bankructwo „Kościoła Nowego Adwentu” wobec tyranii możnych
Symptomatyczne jest to, jak sekta posoborowa i jej media reagują na tego typu imperialne zapędy. Nie słyszymy głosu „biskupów” potępiających pychę możnych tego świata, bo sami są częścią tego samego systemu, który odrzucił Ius Divinum (Prawo Boże). Współczesne struktury okupujące Watykan, od czasu rewolucji 1958 roku, zrezygnowały z obowiązku nauczania królów i prezydentów ich obowiązków względem Boga. Zamiast tego mamy „dialog”, który w praktyce oznacza kapitulację przed światem. Donald Trump może mówić, że „może zrobić, co chce”, bo nie czuje na karku oddechu prawdziwego Magisterium, które przypomniałoby mu o sądzie ostatecznym, gdzie możni potężnie będą karani (Mdr 6, 7).
To, co Trump nazywa „wyzwoleniem”, w rzeczywistości jest jedynie zmianą zarządcy w obrębie tej samej synagogi szatana. Prawdziwe wyzwolenie Kuby nastąpiłoby tylko wtedy, gdyby wyspa ta powróciła do integralnej wiary katolickiej, gdyby na jej ulicach ponownie zapanowała Bezkrwawa Ofiara Kalwarii w jej odwiecznym rycie, a Chrystus Król został uznany w konstytucji i prawach. Tymczasem „katolickie” media ekscytują się geopolitycznymi roszadami, zapominając, że bez Chrystusa nic uczynić nie możecie (J 15, 5). Postawa Gościa Niedzielnego to dowód na to, że posoborowie to tylko wydmuszka, która nie ma już światu nic do zaoferowania poza jałową papką informacyjną.
Kuba jako żeton w grze antychrysta
Obecna sytuacja na Kubie, relacjonowana przez pryzmat wypowiedzi uzurpatora z Gabinetu Owalnego, jest jaskrawym owocem soborowej rewolucji. Gdyby Kościół nie porzucił swego roszczenia do panowania nad narodami, żaden polityk nie odważyłby się na tak bezceremonialne traktowanie dusz ludzkich jako „zasobów”. To, co widzimy, to ohyda spustoszenia w sferze publicznej. Trump obiecuje „wyzwolenie”, ale nie wspomina o Chrystusie, bo dla niego religia to tylko narzędzie do kontroli „wspaniałych ludzi”. Jest to typowy rys modernizmu — budowanie porządku doczesnego bez Boga, co papież Pius X potępił jako próbę detronizacji Chrystusa.
Należy z całą mocą podkreślić: nie ma wolności bez Prawdy, a Prawda przebywa jedynie w Kościele katolickim, który trwa niezmiennie poza strukturami sekty posoborowej. Wszelkie inicjatywy „wyzwoleńcze”, które nie stawiają na pierwszym miejscu zbawienia wiecznego i przywrócenia prawdziwych sakramentów, są jedynie budowaniem kolejnej kondygnacji wieży Babel. Kuba potrzebuje misjonarzy, a nie inwestorów; potrzebuje Mszy Wszechczasów, a nie „pomocy humanitarnej” od kraju, który sam jest pogrążony w apostazji. To, że portal mieniący się katolickim nie potrafi tego wyartykułować, jest ostatecznym potwierdzeniem jego duchowego bankructwa.
Wierzę, że będę miał zaszczyt przejęcia Kuby (…) Czy to poprzez jej wyzwolenie, czy przejęcie. Myślę, że mogę zrobić z nią, co chcę. To upadły kraj. Nie mają pieniędzy, nie mają ropy, nie mają niczego. Mają ładne tereny. Mają ładny krajobraz, to piękna wyspa. Myślę, że to wspaniali ludzie.
Powyższe słowa Donalda Trumpa, zacytowane przez portal Gość Niedzielny, powinny być dla każdego katolika dzwonkiem alarmowym. Oto „lider wolnego świata” wprost przyznaje się do pogardy dla suwerenności narodów i do traktowania ludzi jako dodatku do „krajobrazu”. To jest właśnie świat bez Chrystusa Króla — świat, w którym siła stanowi prawo, a „wyzwolenie” jest jedynie nową formą niewoli. Dopóki Stolica Piotrowa pozostaje pusta, a światem rządzą naturalistyczni uzurpatorzy, dopóty narody takie jak Kuba będą jedynie żetonami w grze, której finałem jest wieczne zatracenie.
Za artykułem:
Trump: Wierzę, że będę miał zaszczyt przejęcia Kuby (gosc.pl)
Data artykułu: 17.03.2026






