Portal „Tygodnika Powszechnego” (17 marca 2026) relacjonuje problem dramatycznego niedoboru publicznych toalet w Polsce, który dotyka miliony obywateli – od kobiet w ciąży, przez seniorów, po osoby z niepełnosprawnościami i cierpiące na schorzenia urologiczne. Artykuł Marka Rabija, oparty na danych fundacji „Na miejscu” i własnej korespondencji z miastami, ukazuje skalę zjawiska: jedna czynna przez cały rok toaleta przypada średnio na blisko 30 tysięcy mieszkańców, a dostępność pogorszyła się dwukrotnie w ciągu siedmiu lat. Autor piętnuje krótkowzroczność samorządów, które traktują sanitariaty jako „nierentowne” koszty, oraz bezczynność władz centralnych, mimo że problem ma wymiar systemowy i godzi w realizację deklarowanych polityk społecznych wspierających dzietność, aktywizację seniorów i niezależność osób z niepełnosprawnościami. W tekście pojawia się wątek holenderski – sprawa Geerte Piening, która zainicjowała zmiany w Amsterdamie – oraz głosy ekspertów wskazujących na proste, administracyjne rozwiązania, takie jak udostępnianie toalet w szkołach czy bibliotekach po godzinach ich pracy. Całość jest poruszającym świadectwem zaniedbania podstawowej ludzkiej godności w przestrzeni publicznej, jednak artykuł, choć celnie diagnozuje materialny wymiar problemu, całkowicie pomija jego duchowe i doktrynalne korzenie, redukując kwestię do poziomu technokratycznego zarządzania i socjologii. To pominięcie czyni z tekstu jedynie kolejny przykład laickiego humanitaryzmu, który niezdolny jest sięgnąć do prawdziwych źródeł ludzkiej solidarności i porządku społecznego.
Redukcja dobra wspólnego do rachunku ekonomicznego – zapomniana zasada pomocniczości
Artykuł trafnie wskazuje, że myślenie o przestrzeni publicznej w Polsce „rządzi prymitywny rachunek ekonomiczny”, gdzie wszystko musi „zarabiać na siebie”. Jest to jednak diagnoza powierzchowna, która nie sięga do przyczyn filozoficznych. Taki redukcjonizm jest bezpośrednią konsekwencją odrzucenia katolickiej nauki społecznej, a zwłaszcza zasady pomocniczości, którą tak jasno sformułował papież Pius XI w encyklice Quadragesimo anno (1931): „Tym, co społeczność niższa może dokonać i wykonać, nie może się wyższa społeczność zabierać”. Państwo, które w imię centralizacji i biurokratycznego uniformizmu odbiera inicjatywę lokalnym wspólnotom, a jednocześnie nie wypełnia swoich podstawowych obowiązków wobec dobra wspólnego, staje się tyranem lub – co gorsza – żebrakiem. Autor artykułu, choć krytykuje samorządy, nie dostrzega, że ich bezradność jest owocem systemu, który oderwał władzę od jej nadprzyrodzonego źródła i celu. Prawdziwe dobro wspólne, według niezmiennej nauki Kościoła, nie jest zbiorem usług socjalnych, ale „całokształtem warunków życia społecznego, które – bądź to w grupach mniejszych, bądź w społeczności państwowej – umożliwiają ludziom łatwiej i pełniej osiągnąć własną doskonałość” (Pius XII, orędzie radiowe z 1942 r.). Brak toalety publicznej jest tu tylko symptomem głębszej choroby: utraty rozumienia, że państwo istnieje po to, by służyć człowiekowi w jego integralności, również w jego cielesnej, a nie tylko gospodarczej, godności.
Język psychologii zamiast języka cnoty – naturalizacja wstydu i cierpienia
Analiza językowa tekstu ujawnia całkowicie naturalistyczny słownik. Mówi się o „dolegliwościach”, „wstydzie”, „dyskomforcie”, „wykluczeniu sanitarnym”, „moczowej smyczy”. Te kategorie są prawdziwe, ale niewystarczające. Św. Tomasz z Akwinu uczy, że wstyd (verecundia) jest cnotą, która strzeże skromności i porządku w sferze intymnej. W artykule wstyd jest przedstawiony wyłącznie jako patologia społeczna, uczucie, które należy zlikwidować przez poprawę infrastruktury. Brakuje zupełnie perspektywy, że cierpienie i upokorzenie związane z brakiem dostępu do godnej toalety mogą – w duchu katolickim – stać się okazją do ćwiczenia cnót cierpliwości, pokory i ofiarowania swoich niedogodności w intencji wynagradzającej Najświętszemu Sercu Jezusa. Nie chodzi o gloryfikację niedostatku, lecz o przywrócenie nadprzyrodzonego wymiaru nawet najprozaiczniejszym ludzkim doświadczeniom. Artykuł, operując językiem psychologii i socjologii, naturalizuje problem, pozbawiając go potencjalnego owocu duchowego. To jest klasyczny błąd modernizmu potępiony przez św. Piusa X w encyklice Pascendi Dominici gregis: sprowadzanie wiary i moralności do poziomu uczucia i doświadczenia wewnętrznego, z pominięciem obiektywnych prawd objawionych i łaski uświęcającej.
Symptom apostazji – państwo bez Boga niezdolne do troski o ciało
Najcięższym zarzutem wobec artykułu nie jest to, co mówi, ale to, co systematycznie pomija. W długim tekście o godności człowieka w przestrzeni publicznej nie pada ani razu imię Chrystusa, nie ma wzmianki o Kościele, sakramentach czy modlitwie. Jest to symptomatyczne dla duchowej pustki, w jakiej funkcjonuje współczesna debata publiczna – nawet ta, która mieni się wrażliwą społecznie. Portal „Tygodnika Powszechnego”, niegdyś pismo o wyraźnie katolickim profilu, dziś prezentuje obraz człowieka jako istoty czysto biologicznej i socjologicznej. Tymczasem, jak nauczał Pius XI w Quas Primas, „Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się «zbroją sprawiedliwości Bogu» (Rz 6,13)”. Oznacza to, że troska o ciało – w tym o jego najbardziej podstawowe potrzeby – ma sens i może być uświęcona tylko wtedy, gdy jest osadzona w panowaniu Chrystusa Króla. Państwo, które usunęło Chrystusa z życia publicznego, nie jest w stanie autentycznie troszczyć się o cielesną godność swoich obywateli, ponieważ utraciło miarę tej godności. Jego wysiłki będą zawsze chaotyczne, niespójne i ostatecznie jałowe. Artykuł, nie dostrzegając tej zależności, utrwala iluzję, że problem da się rozwiązać samymi decyzjami administracyjnymi, bez nawrócenia serc i powrotu do publicznego uznania praw Bożych.
Odwrócona kolejność – inwestycja w infrastrukturę zamiast inwestycji w duszę
Autor artykułu, powołując się na ekspertów, słusznie domaga się traktowania sieci toalet publicznych jako inwestycji, a nie kosztu. To poprawna, ale płytka diagnoza. Prawdziwą inwestycją w dobro wspólne jest inwestycja w formację sumień. Dopóki obywatele i ich przedstawiciele nie będą kierować się w życiu publicznym cnotami – sprawiedliwością, roztropnością, umiarkowaniem i męstwem – oraz nie będą postrzegać troski o słabszych jako obowiązku wobec Boga, a nie tylko jako elementu „polityki społecznej”, wszelkie inwestycje infrastrukturalne będą narażone na korupcję, marnotrawstwo i ostateczny zanik. Kościół katolicki, przez wieki zakładający szpitale, przytułki i domy gościnne, był motorem cywilizacyjnym nie dlatego, że prowadził rachunek ekonomiczny, ale dlatego że kierował się nakazem Chrystusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Artykuł, pomijając ten wymiar, proponuje jedynie technokratyczny remont systemu, który z gruntu jest chory, ponieważ zbudowany jest na laickich fundamentach. Prawdziwe rozwiązanie wymagałoby nie tylko otwarcia toalet w szkołach po lekcjach, ale przede wszystkim otwarcia oczu decydentów na „światłość prawdziwą, która oświeca każdego człowieka” (J 1,9) – a tej światłości struktury posoborowe, reprezentowane przez „Tygodnik Powszechny”, aktywnie przesłaniają.
Wnioski: od toalety do tronu Chrystusa Króla
Opisana w artykule sytuacja – miliony Polaków uwięzionych w domach z powodu braku dostępu do godnej toalety – jest wymowną metaforą duchowego zniewolenia, w jakim znajduje się współczesny świat. Bez publicznego uznania panowania Chrystusa Króla, bez powrotu do katolickich zasad ładu społecznego (pomocniczości, solidarności, dobra wspólnego), bez wychowania w cnotach i bez sakramentalnego życia, które jedynie może uświęcić nawet najbardziej prozaiczne ludzkie wysiłki, Polska będzie nadal tonąć w coraz to nowych formach wstydu i upokorzenia. Artykuł Marka Rabija, choć porusza ważny temat, pozostaje w sferze czysto naturalistycznej i tym samym niezdolny jest dostrzec, że prawdziwą „pilną potrzebą” nie jest nowa sieć sanitariatów, ale nawrócenie narodu do jedynego Źródła życia i porządku – Jezusa Chrystusa, Króla królów i Pana panów. Dopóki to nie nastąpi, wszelkie „proste decyzje administracyjne” będą jedynie doraźnym opatrunkiem na ropiejącą ranę apostazji.
Za artykułem:
Polski wstyd. Brak publicznych toalet zatrzymuje w domach miliony z nas (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 17.03.2026








