Stary ksiądz siedzi w ciemnym pokoju z książkami, rozmyte ruiny w tle - recenzja "Tygodnika Powszechnego"

Mroki niepamięci – duchowa pustka w recenzji „Tygodnika Powszechnego”

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” (17 marca 2026) publikuje recenzję Jacka Tarana dotyczącą zbioru opowiadań Wolfganga Hilbiga „Pić się chce”, wydanego przez Ossolineum. Tekst prezentuje prozę niemieckiego pisarza jako gęstą, wymagającą literaturę pamięci, osadzoną w realiach powojennych NRD – świat fabrycznych ruin, wilgoci i rozkładu. Recenzent wskazuje na pokrewieństwo Hilbiga z Kafką i Schulzem, podkreślając formalne walory jego pisarstwa: długie zdania, zmysłowość opisów, niepewność narracyjną. Artykuł stanowi przykład intelektualnej refleksji pozbawionej wszelkiego wymiaru duchowego – recenzent przyjmuje nihilistyczną wizję Hilbiga jako literacką oczywistość, nie zadając pytania o to, co rozpad rzeczywistości mówi o kondycji człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże.


Recenzja jako symptom kulturowej apostazji

Jacek Taran, dziennikarz „Tygodnika Powszechnego”, przedstawia prozę Hilbiga jako literaturę najwyższej próby, zdolną „badać granice pamięci i języka”. Opisuje świat, w którym „rzeczywistość zaczyna się rozpadać na fragmenty obrazów, skojarzeń i niepewnych wspomnień”, a bohaterowie zmagają się z poczuciem zagubienia w „trudnym do uchwycenia porządkiem świata”. Recenzent nie kwestionuje tej wizji – przyjmuje ją jako adekwatny opis ludzkiego doświadczenia.

Z perspektywy integralnej wiary katolickiej, owe milczenie jest wymowne samo w sobie. Quanto Conficiamur Moerore (1863) papieża Piusa IX przestrzega przed „śmiertelnym wirusem niewiary i indyferentyzmu rozprzestrzeniającym się na wszystkie strony”. Recenzja Tana jest tego wirusa klinicznym objawem: tekst poświęcony literaturze egzystencjalnego rozkładu nie zawiera ani jednego odniesienia do porządku nadprzyrodzonego, nie pyta, czy w mrokach niepamięci może płonąć światło łaski. Dla recenzenta „Tygodnika” świat Hilbiga jest po prostu światem – nie zaś upadłym światem, który potrzebuje Odkupiciela.

Fetyszyzacja rozkładu – estetyka bez metafizyki

Taran z wyraźnym uznaniem opisuje „zmysłowość” prozy Hilbiga: „zapachy, faktury i obrazy rozpadającego się krajobrazu”. Podkreśla „materialność otoczenia” – wilgoć, sadzę, rozkład – jako walor artystyczny. W tym opisie tkwi fundamentalne przesunięcie wartościowe: materialny rozpad zostaje podniesiony do rangi estetycznego doświadczenia, które samo w sobie ma być wystarczające.

Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował modernistów, którzy redukują religię do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Analogiczny mechanizm działa w recenzji Tana: literatura zostaje zredukowana do „atmosfery” i „powracających obrazów” – do subiektywnego doznania estetycznego, które nie pretenduje do przekazywania prawdy. Recenzent chwali Hilbiga za to, że „opowiadanie nie musi być tylko historią – może być także próbą opisania doświadczenia, które trudno uchwycić w jednoznacznej formie”. To programowa apologia niejednoznaczności – cnoty w świecie, gdzie prawda jest relatywna, ale wady w świecie, gdzie Chrystus oświadczył: „Jam jest droga, prawda i żywot” (J 14,6).

Brak pytania o człowieka – antropologiczna pustka

W całej recenzji nie pada ani jedno pytanie o to, kim jest człowiek, który doświadcza owego rozpadu. Taran opisuje „poczucie zagubienia bohaterów” i „napięcie między jednostką a trudnym do uchwycenia porządkiem świata”, ale nie zastanawia się, czy ów porządek istnieje, czy też jest jedynie projekcją ludzkiego umysłu. Nie pada pytanie o sens cierpienia, o możliwość odkupienia, o nadzieję przekraczającą doczesność.

Encyklika Quas Primas (1925) Piusa XI uczy, że „Chrystus króluje w umysłach ludzi nie tak dlatego, że posiada głęboki umysł i ogromną wiedzę, ile raczej dlatego, że On sam jest Prawdą, a ludzie powinni zaczerpnąć prawdy od Niego i przyjąć ją posłusznie”. Recenzja Tana operuje w całkowicie naturalistycznym porządku, gdzie „prawda” literatury sprowadza się do sugestywności opisu, a nie do zdolności ukazania rzeczywistości transcendentnej. To jest duchowe bankructwo w czystej postaci: intelektualista katolickiego pisma recenzuje literaturę egzystencjalnego rozkładu i nie potrafi – lub nie chce – zapytać o to, co ów rozkład oznacza w perspektywie wieczności.

Składanie hołdu formie – modernistyczna krytyka literacka

Taran zachwyca się formalnymi walorami prozy Hilbiga: „gęsta i powolna, oparta na długich, rozwijających się zdaniach”. Chwali autora za to, że „nie prowadzi czytelnika prostą fabułą – raczej stopniowo buduje atmosferę i pozwala, by znaczenia wyłaniały się z powracających obrazów”. W tym ujęciu literatura staje się ćwiczeniem z impresjonizmu – zbiorem wrażeń, które nie pretendują do spójnej wizji rzeczywistości.

Dekret Lamentabili sane exitu (1907) potępia propozycję, wedle której „prawda zmienia się wraz z człowiekiem, ponieważ rozwija się wraz z nim, w nim i przez niego” (propozycja 58). Proza Hilbiga – jak ją przedstawia Taran – zdaje się realizować tę herezję w dziedzinie estetyki: znaczenia nie są dane, lecz „wyłaniają się”; rzeczywistość nie jest poznawalna, lecz „rozpada się na fragmenty”. Recenzent nie dostrzega, że ta literacka metoda jest eklektycznym odbiciem modernistycznego przekonania o niemożności poznania obiektywnej prawdy.

„Tygodnik Powszechny” – tuba kulturalnego indyferentyzmu

Należy zauważyć, że artykuł ukazuje się w piśmie, które – choć historycznie związane z katolicyzmem – od dziesięciolecji funkcjonuje jako organ kulturalnego liberalizmu. Recenzja Tana nie jest przypadkowym pominięciem wymiaru duchowego; jest konsekwentną realizacją linii redakcyjnej, która od dawna oddziela „kulturę” od „wiary”, traktując je jako odrębne, nieprzenikające się sfery.

Pius XI w Quas Primas przestrzegał przed skutkami usunięcia Chrystusa z życia publicznego: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać”. „Tygodnik Powszechny”, recenzując literaturę rozkładu bez jednego pytania o transcendencję, realizuje dokładnie ten proces: usuwa Boga z przestrzeni kultury, pozostawiając jedynie estetyczne wrażenia i komercyjne wezwania do subskrypcji.

Komercyjny finał – literatura jako towar

Artykuł kończy się nie podsumowaniem refleksji nad Hilbigiem, lecz rozbudowaną ofertą subskrypcyjną: „Odblokuj ten tekst i czytaj cały «Tygodnik Powszechny» 7 dni za darmo”, „ZAMÓW LUB PRZEDŁUŻ PRENUMERATĘ”, „269,90 zł za rok nieograniczonego dostępu”. Ten kontrast jest wymowny: po recenzji literatury egzystencjalnego niepokoju i rozpadu przychodzi bezceremonialna oferta handlowa.

Pius XI w encyklice Quas Primas piętnował „niepohamowane pragnienie bogactw i posiadłości, które przekracza wszelkie zasady sprawiedliwości i uczciwości”. Redukcja intelektualnej refleksji do przynęty sprzedażowej jest doskonałą metaforą stanu, w jakim znalazła się posoborowa kultura: nawet najgłębsze pytania o ludzki los służą ostatecznie nie prawdzie, lecz obrotowi towarowemu.

Prawdziwa literatura a Prawda wiekuista

Należy uczciwie przyznać, że sama proza Hilbiga – jako dokument egzystencjalnego doświadczenia człowieka w totalitarnym systemie – może posiadać wartość poznawczą. Wielka literatura potrafi ukazywać ciemności ludzkiego losu z taką siłą, że mimowolnie prowadzi czytelnika ku pytaniu o światło. Dostojewski, Bernanos, Greene – pisarze ci opisywali mroki ludzkiej duszy, ale czynili to w perspektywie, w której mrok nie jest ostatnim słowem.

Problem nie leży zatem w samym Hilbigu, lecz w sposobie, w jaki recenzent „Tygodnika” go przyjmuje. Taran celebruje rozpad jako wartość samą w sobie, nie dostrzegając – lub nie chcąc dostrzec – że literatura opisująca rozpacz bez wskazania na możliwość odkupienia pozostawia czytelnika w stanie duchowego osierocenia. To jest prawdziwy „mrok niepamięci” – nie ten opisywany przez Hilbiga, lecz ten, w którym pogrążony jest recenzent: zapomnienie o tym, że człowiek jest stworzeniem powołanym do wiecznego szczęścia w Bogu, a nie jedynie przypadkowym świadkiem rozpadającej się materii.

Dopóki krytyka literacka – nawet ta uprawiana na łamach pism mieniących się katolickimi – nie odzyska zdolności dostrzegania w dziele sztuki echo Prawdy wiekuistej, dopóty pozostanie jedynie eleganckim opisem przemijania, które – bez Chrystusa Króla – jest nie przemijaniem, lecz zagładą.


Za artykułem:
Mroki niepamięci – Wolfgang Hilbig „Pić się chce. Opowiadania”
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 17.03.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.