Portal Gość Niedzielny (30.04.2026) relacjonuje artykuł magazynu „The Atlantic”, w którym opisano, jak prezydent USA Donald Trump porównuje siebie do Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara i Napoleona Bonaparte, pragnąc być zapamiętany jako „najpotężniejsza osoba, jaka kiedykolwiek żyła”. Artykuł przedstawia te tendencje jako przejaw megalomanii i kultu jednostki, nie nawiązując do fundamentalnej przyczyny tego zjawika – odrzucenia panowania Chrystusa Króla nad narodami i społeczeństwami.
Bezbożna wielkość zastępuje Królestwo Chrystusowe
Artykuł z „The Atlantic”, cytowany przez Gość Niedzielny, przedstawia Donalda Trumpa jako człowieka, który w prywatnych rozmowach określa siebie mianem „najpotężniejszej osoby, jaka kiedykolwiek żyła”, a swoje decyzje polityczne – w tym uderzenie na Iran, bombardowania siedmiu krajów, obalenie dwóch przywódców w ciągu dwóch miesięcy i groźby przejęcia Grenlandii – uzasadnia chęcią zapisania się w historii. Trump miałby mówić o sobie w kategoriach wielkości historycznej, a jego nastawienie podsumowano dosadnie: „Jest wyraźnie w nastroju 'mam wszystko w d…+'”. To nie jest jedynie przejaw megalomanii jednostki – jest to systemowy owum odwrócenia uwagi od Boga i Jego prawa, który Pius XI opisał w encyklice Quas Primas jako przyczynę wszelkich nieszczęść społecznych.
Pius XI pisał wprost: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa – tak się żaliliśmy – usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać. Z tego powodu musiało być wstrząśnięte całe społeczeństwo ludzkie, gdyż brakło mu stałej i silnej podstawy” (Quas Primas, 1925). Trump, porównując siebie do Aleksandra Wielkiego i Cezara, nie tylko łamie przykazanie „Nie będziesz miał bogów obcych przede mną” (Wj 20,3), ale także ucieleśnia duchową chorobę epoki, w której człowiek zastępuje sobie siebie miejsce Boga.
Język wielkości jako herezja polityczna
Analiza językowa artykułu ujawnia, że Trump nie czytał Hegla bezpośrednio, lecz zapoznał się z koncepcją „bohaterów epoki” za pośrednictwem krótkiego fragmentu tekstu lub przemówienia wygłoszonego na imprezie w jego klubie golfowym. To szczegół wymowny: wielkość historyczna jest mu podawana w formie skróconej, uproszczonej, pozbawionej kontekstu teologicznego. Hegel, który określał Aleksandra, Cezara i Napoleona mianem bohaterów epoki „potępianych za łamanie norm, a jednocześnie zmieniających bieg dziejów”, był filozofiem, którego poglądy na temat państwa i historii były sprzeczne z katolicką nauką o społeczeństwie. Jego koncepcja „ducha świata” (Weltgeist) realizującego się w historii poprzez wielkich ludzi jest w istocie formą panteizmu historycznego, potępionym przez Piusa IX w Syllabus Errorum (propozycja 1: „Nie istnieje żadna Najwyższa, wszystko wiedząca, wszystko przewidująca Istota Boga, odrębna od wszechświata”).
Trump, przyjmując tę heglowską ramę interpretacji własnej roli, nie tylko łamie zasadę katolicką, ale także wpisuje się w tradycję tyranów, którzy – jak przestrzegał św. Augustyn w De Civitate Dei – budują „miasto ludzkie” na fundamencie superbi (pychy) zamiast „miasta Bożego” opartego na caritas (miłości Bożej). Jego monumentalne projekty budowlane w Waszyngtonie – sala balowa za 400 mln dolarów z kolumnami korynckimi, planowany łuk triumfalny o wysokości 76 m, przemianowanie Kennedy Center na Trump-Kennedy Center – są architektonicznym wyrazem apostazji, substytutem świątyni, w której czczony jest człowiek zamiast Boga.
Milczenie o Chrystusie Królu jako duchowe bankructwo
Artykuł Gościa Niedzielnego, relacjonując te fakty, nie nawiązuje do fundamentalnej katolickiej nauki o społeczeństwie i władzy. Nie ma ani słowa o Quas Primas, o nauczaniu Leoniego XIII w Immortale Dei, o potępieniu laicyzmu przez Piusa IX w Syllabus Errorum (propozycja 55: „Kościół powinien być oddzielony od Państwa, a Państwo od Kościoła”). To milczenie jest świadectwem duchowej pustki, w jakiej przyszło funkcjonować katolikom w strukturach posoborowych. Zamiast pokazać, że jedynym źródłem prawdziwej władzy jest Chrystus Król, że „nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12 Wlg), artykuł pozostawia czytelnika w naturalistycznej iluzji, że problem Trumpa to jedynie kwestia psychologii politycznej.
Pius XI w Quas Primas wyraźnie nauczał: „Przeto, jeżeliby kiedy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa, jak należytą wolność, jak porządek i uspokojenie, jak zgoda i pokój”. Odwrócenie się od tej prawdy – zarówno przez Trumpa, jak i przez media, które o nim piszą bez katolickiej perspektywy – jest przyczyną chaosu, wojen i cierpienia, które artykuł opisuje jako „prezydenturę YOLO”.
Monumentalizm jako substytut religii
Szczególnie symptomatyczny jest opis monumentalnych projektów budowlanych Trumpa w Waszyngtonie. Sala balowa przy Białym Domu za 400 mln dolarów z kolumnami korynckimi, łuk triumfalny o wysokości 76 m, złote dekoracje Gabinetu Owalnego, portrety prezydentów, zaprojektowana przez siebie moneta okolicznościowa (challenge coin) – to wszystko są elementy kultu jedystki, który w kulturze katolickiej rozpoznajemy jako bałwochwalstwo. Św. Paweł ostrzegał: „Nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?” (1 Kor 3,16 Wlg). Trump zamiast budować świątynię Bożą, buduje świątynię własnej osoby.
W starożytności rzymscy cesarze, których Trump naśladuje, byli czczeni jako bogowie. Aleksander Wielki przyjął tytuł syna Amona-Zeusowa. Cezar po śmierci został zboszczony. Napoleon koronował siebie sam. To nie są modele dla chrześcijanina – są to antychrzty, których działalność zapowiadała powrót Antychrysta. Pius IX w Quo Primum (1870) ostrzegał przed „buntem przeciw władzy Bożej” i „pragnieniem bycia niezależnym od Boga”, które jest esencją grzechu pierworodnego.
Polityczne koszty apostazji
Artykuł z „The Atlantic” podkreśla polityczne koszty postawy Trumpa: rekordowo niskie notowania sondażowe, niepokój Republikańców o wybory do Kongresu, rosnące ceny benzyny, wzrost oprocentowania kredytów i obawy inflacyjne związane z wojną z Iranem. Trump się tym jednak nie przejmuje, uważając, że „historia osądzi go pozytywnie z perspektywy czasu”. To jest klasyczna postawa pychy, którą św. Tomasz z Akwinu określał jako „pragnienie własnego powodzenia poza miarę” (Summa Theologiae, II-II, q. 132, a. 1).
Z katolickiej perspektywy jedynym sędzią historii jest Bóg, a nie ludzka opinia. „Co za pożytek człowiekowi, jeśli świat cały zyska, a na swej duszy szkodę poniesie?” (Mt 16,26 Wlg). Trump, porównując siebie do Aleksandra Wielkiego, nie uwzględnia faktu, że Aleksander umarł w wieku 32 lat, jego imperium rozpadło się natychmiast po jego śmierci, a jego dziedzictwo to jedynie krew i zniszczenie. Podobnie Cezar został zabity przez własnych senatorów, a Napoleon zmarł na wygnaniu. Wielkość ludzka bez Boga jest iluzją, która kończy się katastrofą.
Milczenie mediów katolickich
Gość Niedzielny, relacjonując ten artykuł, nie dokonuje żadnej katolickiej analizy przedstawionych faktów. Nie nawiązuje do nauki społecznej Kościoła, do encyklik o Królestwie Chrystusa, do ostrzeżeń przed laicyzmem i indywidualizmem. To milczenie jest formą współuczestnictwa w apostazji, o której pisał św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907): moderniści „nie tylko zatruwają wiarę, ale także zatruwają moralność, nie tylko niszczą religię, ale także niszczą społeczeństwo”.
Prawdziwy Kościół katolicki – ten, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie i któremu przewodzą biskupi z ważnymi sakramentami – naucza, że „Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi” (Mt 28,18 Wlg), że „panowanie Jego całą naturę ludzką obejmuje” (Quas Primas), i że „nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”. Dopóki narody i przywódcy nie uznają tej prawdy, dopóty będą trwać wojny, cierpienie i chaos, które artykuł z „The Atlantic” tak wiernie opisuje, ale bez katolickiej perspektywy nie potrafi wyjaśnić.
Zakazane porównania i prawdziwe wzorce
Trump porównuje siebie do Aleksandra Wielkiego, Cezara i Napoleona – wszystkich tyranów, którzy łamali prawo Boże i ludzkie. Prawdziwy chrześcijański władcą powinien wzorować się na św. Konstantynie Wielkim, który uznał Chrystusa za Króla i ustanowił pokój w Imperium, na św. Ludwiku IX, który rządził sprawiedliwie i zbożnie, na św. Henryku II, który poświęcił się Kościołowi. Prawdziwa wielkość nie polega na podbojach i monumentalnych budowlach, ale na posłuszeństwie wobec Boga i służbie bliźnim.
Pius XI w Quas Primas przestrzegał: „Niech więc nie odmawiają władcy państw publicznej czci i posłuszeństwa królującemu Chrystusowi, lecz niech ten obowiązek spełnią sami i wraz z ludem swoim, jeżeli pragną powagę swą nienaruszoną utrzymać, i przyczynić się do pomnożenia szczęśwa swej ojczyzny”. Trump, zamiast podporządkować się Chrystusowi Królowi, podporządkował Chrystusa sobie – i właśnie dlatego jego rządy przynoszą chaos zamiast pokoju.
Apel do nawrócenia
Należy modlić się za Donalda Trumpa, aby nawrócił się z drogi pychy i uznal Chrystusa za Króla swojego życia i swojego państwa. Należy modlić się za wszystkich przywódców świata, aby „pozwoliły się rządzić Chrystusowi” i „posłuszni Mu były a każdy język wyznawał będzie, że Pan nasz Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca” (Quas Primas). Tylko wtedy „będzie można uleczyć tyle ran, wówczas to będzie nadzieja, że prawo dawną powagę odzyska, miły pokój znowu powróci, z rąk miecze i broń wypadną, gdy wszyscy chętnie przyjmą panowanie Chrystusa”.
Artykuł Gościa Niedzielnego, relacjonując megalomanię Trumpa bez katolickiej perspektywy, staje się przypadkowym świadectwem apostazji, w jakiej żyjemy. Nie wystarczy opisywać objawów choroby – trzeba wskazać przyczynę i lekarstwo. Przyczyną jest odrzucenie Chrystusa Króla, lekarstwem – Jego przywrócenie na tron narodów i serc. „Oby się to stało, Czcigodni Bracia, iżby nie należący do Kościoła zapragnęli i przyjęli dla dobra swego zbawienia słodkie jarzmo Chrystusowe” (Quas Primas).
Za artykułem:
"The Atlantic": Trump postrzega siebie jako postać historyczną na miarę Aleksandra Wielkiego (gosc.pl)
Data artykułu: 30.04.2026




