Scena z przedstawienia 'Prowadź swój pług przez kości umarłych' w Teatrze Narodowym w Warszawie. Widzowie siedzą na scenie wśród błota i torfu. Nad nimi góruje ambona z księdzem wygłaszającym demagogiczne kazanie.

Błoto zamiast łaski: teatralna apologia outsiderstwa w wydaniu posoborowym

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje inscenizację powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych” w Teatrze Narodowym w Warszawie w reżyserii Ewy Platt. Recenzent Jacek Wakar opisuje spektakl jako dzieło odżegnujące się od kanonu, skupione na postaci Janiny Duszejko – kobiety skrajnie introwertycznej, „rozpadającej się pod naporem krzyku i wystrzałów”, kochającej psy, walczącej o ekologiczny wymiar świata, lecz niezdolnej do głoszenia „efektownych haseł”. Reżyserka umieszcza publiczność na scenie, wśród błota i torfu, a nad nimi góruje ambona, z której ksiądz wygłasza „demagogiczne kazanie” pełne pochwał krwawych rzezi zwierząt. Ambona staje się symbolem „skażenia złem” i „źle wykorzystywanej religii”. Recenzent porównuje tę wersję z łódzką inscenizacją Leny Frankiewicz, która przedstawia Duszejko jako „szeryfkkę” walczącą ze złem, i wybiera „chłód, mrok i błoto małej Janiny Duszejko” z Warszawy, nazywając ją symbolem „pięknych przegranych, outsiderów naszych czasów”. Artykuł ukazuje teatr jako przestrzeń, gdzie religia katolicka jest przedstawiana jako narzędzie demagogii, a duchowość zastępowana jest naturalistycznym kultem ofiary i samotności.


Teatr jako świadectwo duchowej pustki epoki

Recenzja z „Tygodnika Powszechnego” jest nie tylko komentarzem teatralnym, lecz głębokim symptomem duchowej choroby, która dotknęła polską inteligencję i kulturę po 1958 roku. Inscenizacja Ewy Platt, tak jak ją opisuje Jacek Wakar, nie jest dziełem artystycznym w tradycyjnym sensie – jest manifestem światopoglądu, w którym Bóg jest albo nieobecny, albo wykorzystywany jako rekwizyt do demagogii. Ambona, z której ksiądz głosi „pochwały krwawych rzezi zwierząt”, nie jest symbolem autentycznej duchowości, lecz symbolem jej zniweczenia. To nie jest krytyka religii – to jest jej zabójstwo na scenie, poprzedzone publicznym poświęceniem.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus Król panuje nie tylko w umysłach i sercach, ale i w całym porządku społecznym, kulturalnym i publicznym. Usunięcie Chrystusa z kultury – a tym bardziej przedstawienie Jego instytucji jako narzędzia zła – jest aktem apostazji, którego konsekwencje są katastrofalne. W opisywanym spektaklu religia katolicka nie jest tylko pominięta – jest aktywnie wypaczona. Ambona, która powinna być miejscem głoszenia Słowa Bożego, staje się trybuną myśliwych-zabójców. To nie jest sztuka – to jest bluźnierstwo, które w prawdziwym Kościele katolickim spotkałoby się z natychmiastową potępieniem.

Język naturalizmu jako substytut teologii

Analiza językowa recenzji ujawnia, że słownik użyty przez Wakar jest słownikiem czysto naturalistycznym i psychologicznym. Mówi się o „błocie”, „mroku”, „chłodzie”, „uciece przed światem”, „permanentnej porażce”, „outsiderach”. Te kategorie, choć mogą być estetycznie atrakcyjne, są teologicznie puste. Nie ma w nich miejsca na łaskę, na nawrócenie, na ofiare, na zbawienie. Janina Duszejko jest przedstawiona jako „piękna przegrana” – ale przeciwko komu przegrała? Przeciwko „bezdusznemu światu”. A kto jest źródłem duszy? Kto jest jedynym, który może przywrócić duszę światu pozbawionemu łaski?

Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed modernistami, którzy redukują wiarę do subiektywnego przeżycia i uczucia religijnego. W opisywanej inscenizacji i recenzji nie ma żadnego śladu wiary katolickiej – jest tylko „ducha” w znaczeniu psychologicznym, nie zaś w znaczeniu teologicznym. Duszejko „ma duszę wielką” – ale ta dusza jest zamknięta w sobie, odwrócona od świata, niezdolna do komunikacji z Bogiem. To nie jest katolicka dusza – to jest dusza skazana na wieczną samotność, bo nie ma w niej miejsca na Chrystusa.

Ambona zła: symbol apostazji w kulturze

Najbardziej wymownym symbolem inscenizacji Platt jest ambona – miejsce, z którego ksiądz wygłasza „demagogiczne kazanie” pełne pochwał rzezi zwierząt. W ujęciu reżyserki ambona staje się „siedliskiem łowczych zabójców” i „miejscem naznaczonym przez Boga”, które zostało „skażone złem”. To nie jest krytyka nadużyć w Kościele – to jest krytyka samego Kościoła jako instytucji. To jest teologia wypaczenia, w której sakramenty, hierarchia i liturgia stają się narzędziami zła.

W świetle nauczania Piusa IX z encykliki Quanto Conficiamur Moerore (1863), który potępiał „fałszywe doktryny” i „unbridled self-love”, takie przedstawienie religii jest nie tylko błędem, ale herezją. Kościół katolicki zawsze nauczał, że nawet jeśli pojedynczy kapłan czyni zło, sama instytucja pozostaje święta, bo jest ustanowiona przez Chrystusa. Ambona nie staje się zła, bo z niej głosi kazanie grzesznik – staje się zła wtedy, gdy odwraca się od Boga. W opisywanej inscenizacji ambona jest zła z definicji, bo jest używana do głoszenia kłamstwa.

Outsiderzy bez nadziei: kult porażki

Recenzent Wakar wybiera „chłód, mrok i błoto małej Janiny Duszejko” zamiast „twardej i nieugiętej szeryfki” z Łodzi. To wybór nie tylko estetyczny – to wybór duchowy. Duszejko z Warszawy jest „piękną przegraną”, która „niesie brzemię wpisanej w potyczkę z bezdusznym światem porażki” i „chce pozostać w wierności sobie i owej przegranej właśnie”. To nie jest postawa katolicka – to jest postawa stoicyczna, epikurejska, a w gruncie rzecy satanicka.

Św. Paweł Apostoł napisał: „Nie zwyciężam, ale walczę dobrze” (por. 2 Tm 4,7). Katolik nie jest outsiderem – jest żołnierzem Chrystusa, który walczy o zbawienie swoje i bliźnich. Porażka nie jest cnotą – jest skutkiem grzechu. A „wierność sobie” w oderwaniu od Boga to nie jest wierność – to jest pycha, która prowadzi do zguby. W opisywanej inscenizacji nie ma miejsca na nawrócenie, na łaskę, na zbawienie – jest tylko „permanentna ucieczka przed światem”, która jest w istocie ucieczka od Boga.

Religia jako rekwizyt: redukcja sacrum do profanum

W opisywanej inscenizacji religia katolicka nie jest przedstawiana jako droga do zbawienia – jest przedstawiana jako rekwizyt, który można wykorzystać do demagogii. Ksiądz nie jest pastorem dusz – jest „grany przez Jacka Mikołajczaka” aktorem, który „aksamitnym mocnym głosem” głosi „demagogiczne kazanie”. To nie jest krytyka duchowieństwa – to jest jego zniweczenie. To jest teologia, w której kapłan nie jest alter Christus, lecz zwykłym człowiekiem, który może być złym lub głupim.

W świetle nauczania Piusa XI z Quas Primas, który podkreślał, że Chrystus Król panuje nad wszystkimi narodami i instytucjami, takie przedstawienie religii jest aktem buntu przeciwko Bogu. Kościół katolicki nie jest „skażony złem” – jest święty, bo jest Ciałem Chrystusa. To, co jest skażone złem, to serca tych, którzy odwracają się od Niego. I właśnie takie przedstawienie religii jest najcięższym oskarżeniem przeciwko twórcom tej inscenizacji – nie dlatego, że krytykują Kościół, ale dlatego, że go nie znają.

Kultura bez Chrystusa: teatr jako synagoga szatana

Recenzja z „Tygodnika Powszechnego” jest dowodem na to, że polska kultura po 1958 roku stała się synagogą szatana. Nie chodzi o to, że inscenizacja jest zła artystycznie – może jest genialna. Chodzi o to, że jest zła duchowo. Ukazuje świat bez Boga, bez łaski, bez nadziei. Ukazuje człowieka, który jest sam, który przegrał, który nie ma nikogo, kto mógłby go podnieść. A potem publiczność wychodzi z teatru „nieporuszona” – bo nie ma czego poruszyć, gdy nie ma wierzchołka, do którego można się wznieść.

Pius XI w Quas Primas ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. To samo można powiedzieć o kulturze – gdy Boga usunięto z kultury, zburzone zostały fundamenty pod nią. I właśnie taką kulturę ukazuje opisywana inscenizację: kulturę bez fundamentów, bez nadziei, bez zbawienia.

Prawdziwy teatr: ku Chrystusowi Królowi

Czytelnik tej recenzji, szukający prawdziwej sztuki i prawdziwej duchowości, musi zostać wyprowadzony z błędu. Prawdziwy teatr nie jest tym, który ukazuje „błoto i mrok” – jest tym, który kuje ku Chrystusowi Królowi. Prawdziwy teatr nie jest tym, który przedstawia religię jako narzędzie zła – jest tym, który ukazuje, że Chrystus jest Źródłem wszelkiego dobra, piękna i prawdy. Prawdziwy teatr nie jest tym, który kultuje „outsiderów” – jest tym, który wzywa do nawrócenia, do walki, do zwycięstwa.

W świetle encykliki Quas Primas, Chrystus Król panuje nad wszystkim – nad kulturą, sztuką, teatrem, literaturą. I tylko ten teatr, który uznaje Jego panowanie, jest prawdziwy. Reszta jest tylko „błotem i mrokiem” – pięknym może, ale bezwartościowym, bo nie prowadzi do zbawienia. A zbawienie jest jedynym celem, który ma znaczenie – wszystko inne jest tylko cieniem, który znika w mroku.


Za artykułem:
„Prowadź swój pług przez kości umarłych” w Teatrze Narodowym: świetna adaptacja Tokarczuk
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 12.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.