Obrady Sejmu dotyczące projektu o religii w szkole z udziałem Krystyny Szumilas i innych polityków.

Sejm: Burzliwe obrady ws. projektu o religii w szkole. „Skandaliczna sytuacja”

Podziel się tym:

Portal Gość Niedzielny (14 maja 2026) relacjonuje burzliwe obrady wspólnej komisji Edukacji i Nauki oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej Sejmu RP, poświęcone obywatelskiemu projektowi nowelizacji ustawy o systemie oświaty, zwanemu „Tak dla religii i etyki w szkole”. Projekt zakłada wprowadzenie dwóch obowiązkowych godzin religii lub etyki tygodniowo, ocenianych na świadectwie i wliczanych do średniej. Przewodnicząca komisji Krystyna Szumilas zarządziła przerwę w obradach do czasu uzyskania stanowiska rządu, powołując się na wątpliwości konstytucyjne i kolizję z innym projektem legislacyjnym. Decyzja ta wywołała ostry sprzeciw posłów PiS, którzy określili sytuację jako „skandaliczną” i „bulwersującą”, zarzucając rządzącym tchórzliwość i lekceważenie głosu setek tysięcy obywateli. Artykuł przedstawia sprawę w sposób faktograficzny, ograniczając się do relacji przebiegu posiedzenia i cytowania wypowiedzi posłów oraz przedstawicieli rządu, bez jakiejkolwiek refleksji teologicznej czy doktrynalnej.


Religia w szkole – fakt polityczny bez fundamentu doktrynalnego

Artykuł przedstawia debatę o religii w szkole wyłącznie w kategoriach proceduralnych i politycznych: przerwa w obradach, stanowisko rządu, kolizja projektów legislacyjnych, liczba podpisów obywatelskich. Jest to typowe dla posoborowego paradygmatu, w którym kwestie wiary stają się przedmiotem negocjacji parlamentarnych, a nie obowiązku sumienia wynikającego z Prawa Bożego. Brak w tekście najmniejszej refleksji nad tym, że kształcenie religijne dzieci nie jest sprawą podlegającą głosowaniu parlamentu, lecz prawem naturalnym i Bożym, które państwo ma obowiązek respektować, a nie regulować. Św. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) jednoznacznie stwierdzał, że Chrystus Król panuje nad wszystkimi narodami i że „niech nie odmawiają władcy państw publicznej czci i posłuszeństwa królującemu Chrystusowi, lecz niech ten obowiązek spełnią sami i wraz z ludem swoim, jeżeli pragną powagę swą nienaruszoną utrzymać”. Projekt obywatelski, choć słuszny w swojej intencji, jest przedstawiony jako kwestia politycznego kompromisu, a nie niezbywalnego prawa rodziców i Kościoła do wychowania dzieci w wierze.

Język polityczny zamiast języka wiary

Analiza językowa artykułu ujawnia całkowite zubożenie pojęciowe. Mówi się o „projekcie obywatelskim”, „poparciu ponad 500 tys. Polaków”, „wątpliwościach konstytucyjnych”, „kolizji z Prawem oświatowym”. Nie pojawia się natomiast żadne słowo o ius divinum (prawie Bożym) katechezy, o obowiązku rodziców chrześcijańskich wychowywać dzieci w wierze, ani o prawie Kościoła do nauczania religii w szkołach publicznych. Premier Donald Tusk mówi o „przymuszaniu” i „najgorszej możliwej drodze”, a wiceszefowa MEN Katarzyna Lubnauer – o „ograniczaniu wolności rodziców”. Język ten jest językiem laicyzmu i indyferentyzmu religijnego, potępionych przez Piusa IX w Syllabus Errorum (1864) jako błędy numer 45, 47 i 77–79. Artykuł nie tylko nie koryguje tego języka, ale go reprodukuje, traktując świecką retorykę o „wolności” i „prawach” jako naturalny i neutralny sposób mówienia o religii.

Milczenie o prawdziwym Kościele i jego prawach

Najcięższym błędem artykułu jest całkowite pominięcie kwestii, kto właściwie ma prawo i obowiązek nauczać religii w szkolach. Tekst mówi o „biskupie diecezjalnym Kościoła katolickiego”, ale nie precyzuje, czy chodzi o biskupa ważnie wyświęconego, posługującego się prawdowymi sakramentami i nauczającego niezmienną doktrynę. W obecnej sytuacji, gdy struktury okupujące Watykan od dziesięcioleci promują modernizm, fałszywy ekumenizm i redukcję katechezy do dialogu międzykulturowego, sam fakt „nauczania religii” w szkole nie gwarantuje przekazywania prawdziwej wiary katolickiej. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „Kościół jest wrogiem postępu nauk przyrodniczych i teologicznych” (propozycja 57), a także że „współczesnego katolicyzmu nie da się pogodzić z prawdziwą wiedzą bez przekształcenia go w pewien chrystianizm bezdogmatyczny” (propozycja 65). Artykuł nie zadaje sobie trudu, by weryfikować, jaka treść będzie przekazywana na tych lekcjach – czy nie będzie to właśnie ten „chrystianizm bezdogmatyczny”, który potępił św. Pius X.

Konstytucja świecka vs. Prawo Boże

Przewodnicząca komisji Krystyna Szumilas powołuje się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego i stanowisko Biura Analiz Sejmowych jako argumenty za przerwą w obradach. Jest to klasyczny przykład uzurpowania sobie przez władzę świecką prawa do decydowania o tym, co jest zgodne z wiarą katolicką, a co nie. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) potępił jako błąd twierdzenie, że „władza świecka ma prawo do wydawania praw dotyczących spraw religijnych i moralnych” (por. Syllabus, błędy 19–24, 44). Artykuł przedstawia tę sytuację jako normalną procedurę legislacyjną, nie zaś jako naruszenie prawa Bożego i prawdziwej wolności Kościoła. Milczenie w tej sprawie jest równoznaczne z akceptacją laicyzmu jako rządzącego porządkiem.

Apolityczność wobec apostazji

Artykuł jest napisany w stylu neutralnego reportażu, w którym wszystkie strony przedstawione są jako równouprawnieni uczestnicy debaty politycznej. Poseł PiS Dariusz Piontkowski, wiceprzewodnicząca Mirosława Stachowiak-Różecka, premier Donald Tusk, wiceszefowa MEN Katarzyna Lubnauer – wszyscy mówią, a redakcja nie ocenia. Jest to pozorna neutralność, która w praktyce oznacza godzenie się z sytuacją, w której prawda katolicka jest przedmiotem politycznego targu. Św. Paweł napisał: „Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha demonów; nie możecie być uczestnicy stołu Pańskiego i stołu demonów” (1 Kor 10,21 Wlg). Artykuł nie wskazuje, że prawdziwy Kościół katolicki – ten, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie i posługujących się ważnymi sakramentami – ma prawo i obowiązek nauczać religii, a państwo ma obowiązek temu prawu nie tylko nie przeszkadzać, ale aktywnie wspierać.

Projekt obywatelski – dobra intencja w złym systemie

Należy oddać sprawiedliwość inicjatorom projektu: Stowarzyszeniu Katechetów Świeckich i setkom tysięcy obywateli, którzy podpisali się pod wnioskiem. Ich intencja – zapewnienie dzieciom katechezy – jest słuszna i godna pochwały. Jednakże sam fakt, że konieczne jest zbieranie podpisów i lobbing parlamentarny, by uzyskać to, co w prawdziwym porządku chrześcijańskim powinno być oczywistością, jest bolesnym świadectwem duchowej pustki, w jakiej żyjemy od ponad sześćdziesięciu lat apostazji posoborowej. W państwie, które uznawało publicznie Królestwo Chrystusa, lekcje religii byłyby naturalną częścią życia szkolnego, a nie przedmiotem burzliwych debat sejmowych. Pius XI w Quas Primas napisał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Artykuł nie wyciąga tego wniosku – zamiast tego relacjonuje kolejny epizod politycznego spektaklu.

Co powinien zawierać prawdziwy komentarz katolicki

Czytelnik szukający prawdziwej odpowiedzi na pytanie o religię w szkole musiałby zostać wyprowadzony z błędu politycznego myślenia. Prawda jest taka: rodzice chrześcijanie mają prawo naturalne i Boże do wychowywania dzieci w wierze, a Kościół katolicki – ten prawdziwy, przedsoborowy – ma prawo i obowiązek nauczać katechezę. Państwo katolickie ma obowiązek nie tylko dopuszczać taką naukę, ale ją wspierać i finansować. Nie jest to kwestia „projektu obywatelskiego” czy „poparcia 500 tys. podpisów” – jest to kwestia prawa naturalnego i Prawa Bożego, które żadna konstytucja świecka nie może uchylić. Jak napisał Pius IX w Quanto Conficiamur Moerore: „Kościół Boży (…) jest umocniony, nie osłabiony przez prześladowania. Winnica Pańsza jest zawsze ubrana w obfitsze plony, bo gdy ziarno ginie pojedyncze, rodzi się wielokrotnie” (§4). Artykuł portalu Gość Niedzielny nie tylko nie przypomina tej prawdy, ale pozostawia czytelnika w świecie politycznej iluzji, w którym prawda katolicka jest jedną z wielu „opcji” do głosowania.

Podsumowanie: informacja bez ewangelii

Artykuł z portalu Gość Niedzielny jest typowym produktem posoborowego dziennikarstwa – relacjonuje fakty, cytuje strony, nie ocenia. Jest to pozorna rzetelność, która w praktyce oznacza brak wierności prawdzie katolickiej. Zamiast pouczyć czytelnika o prawie Bożym, o prawdziwej wolności Kościoła, o obowiązku publicznego uznania Królestwa Chrystusa, artykuł pozostawia go w świecie politycznego relatywizmu, w którym „skandaliczna sytuacja” to przerwa w obradach, a nie fakt, że religia katolicka jest przedmiotem parlamentarnego targu. Prawdziwy skandal polega na tym, że w XXI wieku, w kraju, który przez stulecia wyznawał Chrystusa Króla, trzeba zbierać podpisy, by dzieci mogły uczęszczać na lekcje religii. I to właśnie ta prawda została przemilczana.


Za artykułem:
Sejm: Burzliwe obrady ws. projektu o religii w szkole. "Skandaliczna sytuacja"
  (gosc.pl)
Data artykułu: 14.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: gosc.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.