Owca błądząca po pustym polu pod burzowym niebem symbolizuje pustkę duchową w współczesnej teologii.

Owca, która nie zna swego Pasterza – o pustce duchowej w komentarzu Regisa Martina

Podziel się tym:

Komentarz Regisa Martina opublikowany w National Catholic Register (22 maja 2026) rozpoczyna się od anegdoty o udźwigniętej z krzaka krówie – i od razu widać, że autor nie potrafi odróżnić odrobiny od baranka. Czyż nie jest to symbolicznym odzwierciedleniem całego tekstu, który mówi o owcach, pasterzach i Chrystusie, ale nie potrafi dotrzeć do sedna rzeczy? Martin snuje piękne zdania o psalmie 23, cytuje George’a Herberta, opowiada o Jakubie, Mojżeszu i Dawidzie – ale wszystko to pozostaje na poziomie literackiej eseistyki, pozbawionej najgłębszej prawdy teologicznej. Artykuł jest jak owca, która błądzi po polach, nie widząc Pasterza, który ją szuka.


Poziom faktograficzny: piękne zdania bez fundamentu

Martin przedstawia Chrystusa jako „dobrego pasterza”, ale jego opiera się wyłącznie na obrazach biblijnych i poetyckich rozważaniach. Cytuje psalm 23, przypomina o prorockim tekście Izajasza (40,10-11), opowiada o pasterzach z Betlejem – ale nie ma w tym żadnej głębszej refleksji teologicznej. Artykuł czyta się jak lekcja literatury, nie zaś jako głoszenie Ewangelii. Brak w nim najważniejszego: wyraźnego wskazania na to, że Chrystus jest nie tylko pasterzem, ale przede wszystkim Ofiarą za grzechy, Barankiem Bożym, który umarł na Krzyżu dla odkupienia ludzkości.

Martin pisze: „There is no other way to account for calling Jesus the Good Shepherd than by referencing the fact that he becomes no less a lamb himself, who, by taking on the sins of the sheep, the whole weight of their travail, succeeds in atoning for every transgression ever committed.” To prawda, ale wypowiedziana jakby mimochodem, bez podkreślenia, bez zrozumienia, że ta Ofiara nie była jednorazowym wydarzeniem historycznym, lecz jest nieustannie odnawiana w Mszy Świętej – tej samej Ofierze, którą Chrystus ustanowił w Wieczerniku.

Poziom językowy: esejistyka zamiast kazania

Język Martina jest lekki, przystępny, nawet ujmujący – ale właśnie ta lekkość staje się problemem. Pisze o Chrystusie jak o postaci literackiej, nie jak o Bogu Wcielonym. Słowa „cute little lamb” (słodki baranek) brzmią raczej jak opis z książki dla dzieci niż jako teologiczna refleksja nad tajemnicą Odkupienia. Martin nie używa nigdy słowa „ofiara” w sensie technicznym, nie mówi o „krwi Chrystusa” jako środku odkupienia, nie wspomina o „sakramencie pokuty” jako jedynym źródle odpuszczenia grzechów.

Zamiast tego operuje kategoriami emocjonalnymi: „consoling” (pocieszający), „wondrous love”</i) (cudowna miłość), „gently lead” (łagodnie prowadzić). To język psychologii, nie teologii. Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed właśnie takim redukcjonizmem – sprowadzaniem wiary do uczucia religijnego. Martin nie jest modernistą, ale jego język jest językiem epoki, która zapomniała o nadprzyrodzonym wymiarze wiary.

Poziom teologiczny: milczenie o najważniejszym

Najcięższym zarzutem wobec tego komentarza jest to, czego nie mówi. Martin pisze o Chrystusie jako pasterzu, ale nie mówi o Nim jako Kapłanie Wiecznym, który ofiarował Siebie na Golgocie i nadal ofiaruje się w każdej Mszy Świętej. Nie wspomina o sakramencie pokuty, w którym grzechy są naprawdę odpuszczane – nie przez „towarzyszenie” czy „obecność”, ale przez władzę daną przez Chrystusa apostołom: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone” (J 20,23).

Martin nie mówi o ważności sakramentów – o tym, że bez ważnego chrztu, ważnego bierzmowania, ważnego rozgrzeszenia nie ma zbawienia. Nie wspomina o ważności kapłaństwa – o tym, że tylko kapłan wyświęcony ważnie (według obrzędu przedsoborowego) może konsekrować Eucharystię i odpuszczać grzechy. Nie mówi o Mszy Trydenckiej jako jedynej prawdziwej Ofierze przebłagalnej.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus króluje nie tylko w sercach, ale i w umysłach, w woli, w ciałach – i że Jego Królestwo jest przede wszystkim duchowe. Martin mówi o Chrystusie jako pasterzu, ale nie mówi o Nim jako Królu, który ma władzę nad wszystkimi narodami, nad wszystkimi aspektami życia – prywatnego i publicznego.

Poziom symptomatyczny: owca bez owczarni

Artykuł Martina jest symptomatyczny dla całego sekty posoborowej – tego, co zwało się „kościołem nowego adwentu”. W tej sekcie mówi się o Chrystusie, ale nie mówi się o Nim jako o Bogu, który wymaga posłuszeństwa, który ustanowił sakramenty jako konieczne środki zbawienia, który powołał Kościół jako jedyną Arkę Zbawienia.

Martin pisze o „dobrym pasterzu”, ale nie mówi, gdzie taki pasterz dziś jest. Nie wskazuje na prawdziwy Kościół katolicki – ten, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie, który posiada ważne sakramenty, ważne kapłaństwo, ważną Mszę. Zamiast tego pozostawia czytelnika w próżni – z pięknymi zdaniami, ale bez drogi do zbawienia.

To jest właśnie duchowe bankructwo epoki posoborowej: potrafi się mówić o Chrystusie, ale nie potrafi się wskazać, gdzie Chrystus naprawdę jest – w Eucharystii, w sakramencie pokuty, w prawdziwym Kościele. Artykuł Martina jest jak owca, która błądzi po polach, nie widząc owczarni, do której powinna wrócić.

Co powinien powiedzieć prawdziwy pasterz

Prawdziwy pasterz – taki, jakiego Kościół potrzebuje dziś – nie opowiadałby o Chrystusie jak o postaci literackiej. Mówiłby wyraźnie: Chrystus jest Bogiem, który stał się człowiekiem, umarł na Krzyżu za nasze grzechy, zmartwychwstał i ustanowił Kościół jako jedyną drogę do zbawienia. Mówiłby, że sakramenty są konieczne – że bez chrztu, bez rozgrzeszenia, bez Eucharystii nie ma zbawienia. Mówiłby, że Msza Święta – ta prawdziwa, według obrzędu świętego Piusa V – jest Ofiarą, nie tylko wspomnieniem. Mówiłby, że Chrystus jest Królem – nie tylko pasterzem – i że Jego Królestwo wymaga posłuszeństwa.

Św. Paweł pisał: „Jeśli ktoś wam głosi ewangelię inną, niż ją otrzymalić, niech będzie przeklęty!” (Ga 1,9). Martin nie głosi fałszywej ewangelii – ale głosi ją niekompletnie. A niekompletna ewangelia to ewangelia, która nie ratuje.

Zakończenie: powrót do Owczarni

Czytelnik tego komentarza, szukający prawdziwej nadziei, musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego pasterza poza Chrystusem i Jego Kościołem. Tym Kościołem nie są jednak struktury posoborowe, które odrzuciły niezmienną wiarę i stały się synagogą szatana. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie.

Martin mówi o Chrystusie jako o pasterzu, który umiera za swoje owce – i to prawda. Ale prawda ta nie jest kompletna bez wskazania, gdzie ta Ofiara jest dziś odnawiana, gdzie rany duszy są leczone, gdzie grzechy są odpuszczane. Bez tego wszystkiego piękne zdania o baranku pozostają tylko pięknymi zdaniami – bez mocy, bez światła, bez zbawienia.

„Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje daje za owce” (J 10,11). Niech te słowa – a nie esejistyka – będą fundamentem każdego komentarza o Chrystusie.


Za artykułem:
Christ the Shepherd, Christ the Lamb
  (ncregister.com)
Data artykułu: 23.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: ncregister.com
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.