Felieton Olgi Drendy opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” poświęcony jest Stanisławowi Janickiemu, twórcy kultowego programu telewizyjnego „W starym kinie”, który zmarł w 2026 roku w wieku 92 lat. Autorka opisuje program, jego atmosferę i znaczenie kulturowe, wskazując na konsekwencję i pasję twócy. Felieton ma charakter wspominawczy i refleksyjny, nie porusza jednak żadnych kwestii związanych z wiarą katolicką ani nie zawiera treści doktrynalnych, które wymagałyby krytycznej analizy teologicznej.
Milczenie o Bogu jako domyślny stan rzeczy
Felieton Olgi Drendy z „Tygodnika Powszechnego” to tekst czysto świecki w swoim przekazie, co samo w sobie nie stanowi przewinienia – artykuły kulturowe nie są zobowiązane do bycia traktatami teologicznymi. Jednakże milczenie o Bogu, o sensie nadprzyrodzonym życia, o tym, że prawdziwa satysfakcja i spełnienie człowieka mogą pochodzić jedynie od Stwórcy, jest charakterystycznym objawem epoki, w której katolickie media – a „Tygodnik Powszechny” przecież się tak określa – traktują wiarę jako jedną z wielu wartości kulturowych, a nie jako bezwzględny fundament egzystencji. Św. Paweł napisał: „Co nie jest z wiary, jest grzechem” (Rz 14,23 Wlg). Felieton o człowieku, który przez 32 lata prowadził program telewizyjny, nie zawiera ani jednego słowa o tym, że prawdziwa konsekwencja i prawdziwa pasja w człowieku są owocem łaski uświęcającej, bez której – jak nauczał Sobór Trydencki – człowiek nie jest w stanie trwale trwać w dobru.
„Tygodnik Powszechny” jako przekaznik posoborowego duchu
„Tygodnik Powszechny” przez dziesięciolecia był i pozostaje jednym z głównych przekazników ducha modernizmu w polskim katolicyzmie. Prowadzony przez środowisko skupione wokół ojca Tadeusza Mazowieckiego, przyjął na siebie rolę intelektualnego centrum, które interpretowało nauczanie Kościoła przez pryzmat personalizmu, dialogu z światem zewnętrznym i – ostatecznie – przez pryzmat Soboru Watykańskiego II, który był przełomem w apostazji struktury okupującej Watykan. Felieton o Stanisławie Janickim, choć pozbawiony jawnego treści religijnych, wpisuje się w ten wzorzec: świat kultury traktowany jest jako autonomiczna przestrzeń, w której Bóg jest zbędny, a wartości takie jak „konsekwencja”, „pasja” czy „satysfakcja z trzymania się własnej drogi” są pozytywowane w oderwaniu od ich jedynego prawdziwego źródła. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus „króluje w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa”. Felieton, który opisuje spełnienie człowieka bez odwołania się do Chrystusa, jest niewolnikiem tego samego naturalizmu, który potępiał św. Pius X w Lamentabili sane exitu (1907).
Pochwała konsekwencji bez Chrystusa Króla
Olga Drenda pisze o Stanisławie Janickim jako o człowieku, który „nie porzucił ani na chwilę swojej największej pasji” i który „trzymał się własnej drogi”. Są to wartości, które w abstrakcji można uznać za godne podziwu. Jednakże bez osadzenia w kontekście wiary katolickiej stają się one po prostu cnotami naturalnymi, które – jak nauczał Sobór Trydencki – bez łaski Bożej nie mają wartości zbawczej. Św. Augustyn pisał: „Bóg stworzył nas dla siebie, a serce nasze jest niespokojne, dopóki nie spoczy w Tobie” (Wyznania I,1). Felieton, który opisuje satysfakcję człowieka z jego pracy i pasji, nie wspomina o tym, że jedyną prawdziwą satysfakcją jest zjednoczenie z Bogiem. To nie jest wina autorki jako takiej – jest to wina systemu, w którym pisze. „Tygodnik Powszechny” jest częścią struktury, która od dziesięcioleci redukuje katolicyzm do kultury, a wiarę do estetyki.
Świat przedmiotów zamiast świata ducha
W felietonie pojawiają się opisy przedmiotów i zjawisk: czarno-biały telewizor Beryl 102, animowany ludzik w cylindrze, motyw muzyczny Władysława Szpilmana, ciemne okulary gospodarza programu. To jest świat zmysłów, świat przedmiotów, świat wspomnień zmysłowych. Autorka pisze: „W opowieściach Stanisława Janickiego o starym kinie widzę przede wszystkim pochwałę konsekwencji i przywiązania do solidnej roboty”. Ale czy to jest wystarczające? Czy człowiek, który poświęca swoje życie pasji – nawet pięknej, nawet wartościowej kulturowo – ale poświęca ją bez odniesienia do Boga, osiąga prawdziwe spełnienie? Odpowiedź katolickiej wiary jest jednoznacznie negatywna. Chrystus powiedział: „Korzysta człowiek, jeśli cały świat pozyska, a swej duszy szkodzi?” (Mt 16,26 Wlg). Felieton, który nie zadaje tego pytania, jest tekstem, który mówi o cieniu rzeczy, ale nie o samych rzeczach.
Posoborowa redukcja człowieka do konsumenta kultury
W felietonie pojawiają się sformułowania takie jak: „dowolny temat, o którym ma się dużą wiedzę i umie się zajmująco opowiadać, to niewyczerpana kopalnia skarbów” czy „to była znakomita lekcja modoodporności”. Są to sformułowania, które wpisują się w posoborową mentalność, w której kultura staje się substytutem duchowości, a „modoodporność” – czyli trzymanie się swoich wartości – zastępuje wierność Bogu. W świecie, w którym struktury okupujące Watykan zredukowały Mszę Świętą do „zgromadzenia”, a sakramenty do symbolicznych gestów, kultura i sztuka stały się dla wielu wiernych substytutem duchowości. To jest jedna z najbardziej podstępnych form apostazji – zastąpienie nadprzyrodzonego naturalnym, zastąpienie łaski Bożej ludzką kulturą, zastąpienie Chrystusa sztuką. Pius XI ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą” (Quas Primas). To samo można powiedzieć o kulturze, która usunęła Boga z centrum – staje się ona pustą skorupą, która nie jest w stanie nakarmić duszy.
Prawdziwa satysfakcja jest w Bogu
Należy oddać sprawiedziwość Stanisławowi Janickiemu – jeśli felieton oddaje prawdę o jego życiu, był to człowiek, który poświęcił się swojej pasji i czerpał z niej satysfakcję. To jest odruch dobra, który Bóg włożył w serce człowieka. Jednakże bez łaski uświęcającej, bez sakramentów, bez zjednoczenia z Chrystusem, nawet najpiękniejsza pasja pozostaje niewystarczająca. Prawdziwy Kościół katolicki – ten, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie, w biskupach z ważnymi sakramentami i kapłanach ważnie wyświęconych – naucza, że jedyną prawdziwą satysfakcją jest życie w łasce Bożej, uczestnictwo w Najświętszej Ofierze Mszy Świętej i w sakramentach. Tam, a nie w opowieściach o starym kinie, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. Tam, a nie w felietonach „Tygodnika Powszechnego”, człowiek odkrywa sens swojego istnienia. Bo – jak napisał św. Tomasz z Akwinu – „człowiek nie może być całkowicie zadowolony niczym stworzonym, lecz tylko Bogiem” (Summa Theologiae I-II, q. 2, a. 8).
Zakończenie: o co naprawdę chodzi
Felieton Olgi Drendy nie jest tekstem złym – jest tekstem typowym dla epoki, w której katolickie media przestały być katolickie w sensie pełnym. „Tygodnik Powszechny” od dziesięcioleci służy jako przekaznik ducha, który odsunął Chrystusa od centrum życia człowieka i zastąpił Go kulturą, dialogiem, tolerancją i – ostatecznie – pustką. Stanisław Janicki mógł być człowiekiem wartym podziwu, ale bez Boga nawet największa pasja jest jak „miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” (1 Kor 13,1). Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego spełnienia poza Chrystusem i Jego prawdziwym Kościołem. Tym Kościołem nie są struktury posoborowe, które odrzuciły niezmienną wiarę. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta według wiecznego mszału, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienniej doktryny, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w felietonach o starym kinie, dusza znajduje prawdziwe ukojenie.
Za artykułem:
Bilet do starego kina i pochwała konsekwencji. Dlaczego kochaliśmy Stanisława Janickiego (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 28.05.2026


