Portal eKAI (28 maja 2026) informuje o wystawie Antoniego Toborowicza w Muzeum Diecezjalnym w Kielcach. Ekspozycja prezentuje rzeźby o tematyce religijnej i baśniowej, motywy pielgrzymkowe oraz przydrożne kaplice. Dyrektor muzeum ks. dr Paweł Tkaczyk i „biskup” Jan Piotrowski wyrazili uznanie dla twórczości artysty. Wystawa potrwa do 25 października 2026 roku. Artykuł, choć pozornie neutralny, staje się kolejnym przykładem redukcji katolickiej sztuki do estetyki i folkloru, całkowicie pomijając jej wymiar sakramentalny i apostolski.
Poziom faktograficzny: sztuka sakralna w pułapce folkloru
Portal eKAI relacjonuje wystawę Antoniego Toborowicza jako zbiór rzeźb „inspirowanych wątkami religijnymi i baśniowymi”, przenoszących w „świat beztroskiego dzieciństwa, swojskości polskiej wsi i serdecznego kontaktu twórcy z Bogiem”. To opis, który mógłby pochwalić każdy etnograf czy folklorysta, ale który w kontekście katolickiego Muzeum Diecezjalnego budzi poważne wątpliwości. Sztuka sakralna nie jest bowiem formą „serdecznego kontaktu z Bogiem” w sensie subiektywnym i emocjonalnym – jest ona narzędziem kultu Bożego, służącym wyrażeniu i umocnieniu wiary katolickiej w jej obiektywnej, nadprzyrodzonej prawdzie.
Z artykułu wynika, że twórczość Toborowicza „wyrasta ze sztuki ludowej”, co samo w sobie nie jest błędem – Kościół zawsze czerpał z tradycji ludowych, o ile były one poddane dyscyplinie teologicznej i nie naruszały nauki o Bogu. Jednak opis „baśniowych stworów, duchów, zwierząt i kwiatów” jako centralnych motywów ekspozycji rodzi pytanie: czy mamy do czynienia ze sztuką sakralną w sensie katolickim, czy raczej z etnograficzną kolekcją o religijnych zarysach? Brak w artykule jakiejkolwiek analizy teologicznej prac – nie ma mowy o ich funkcji kultowej, o ich związku z liturgią, o ich roli w ewangelizacji. Zamiast tego mamy estetyczny folklor, który może być „serdeczny”, ale niekoniecznie święty.
Wspomnienie o „kolekcji krzyży i kapliczek ocalonych przez tatę” przez córkę artysty, Weronikę Witkowską, jest jedynym momentem, w którym artykuł zbliża się do prawdziwego wymiaru katolickiego – ocalenie zabytków sakralnych jest bowiem aktem ocalenia pamięci o wierze przodków. Jednak i ten wątek pozostaje niewyeksploatowany, redukowany do anegdoty wernisażowej, a nie podniony do rangi świadectwa trwania prawdziwego Kościoła w czasach apostazji.
Poziom językowy: asekuracyjny estetycyzm zamiast teologicznej głębi
Język artykułu jest typowy dla współczesnej katolickiej prasy posoborowej: asekuracyjny, estetyczny, pozbawiony jakiejkolwiek ostrej teologicznej oceny. Słowa takie jak „zauroczenie”, „baśniowy”, „beztroski”, „swojski”, „serdeczny” tworzą atmosferę ciepłego, ale teologicznie pustego opisu. To język Muzeum Śląskiego czy Muzeum Etnograficznego, nie zaś język Muzeum Diecezjalnego, które powinno być miejscem katechezy sakralnej, a nie tylko estetycznej ekspozycji.
Zwróćmy uwagę na wypowiedź „biskupa” Jana Piotrowskiego: „Trzeba mieć ogromnie szeroką duszę, by tworzyć dzieła tak niewyobrażalne”. To sformułowanie, choć pozornie pochwialne, jest teologicznie niebezpieczne. Sztuka sakralna nie jest bowiem wyraziem „szerokiej duszy” artysty – jest ona posłuszeństwem wobec objawionej prawdy i służeniem Bogu. Św. Tomasz z Akwinu uczył, że sztuka sakralna ma prowadzić umysł do Boga (*per visibilia ad invisibilia*), a nie być wyraziem indywidualnej kreatywności twórcy. Wypowiedź „biskupa” Piotrowskiego, w kontekście braku jakiegokolwiek teologicznego komentarza do prac, sugeruje, że Muzeum Diecezjalne traktuje sztukę sakralną jako formę ekspresji ludzkiej, a nie jako narzędzie kultu Bożego.
Dyrektor muzeum, ks. dr Paweł Tkaczyk, stwierdza, że „Pan Antoni reprezentuje styl, którego nie da się porównać z innym twórcą”. To zdanie, choć może być komplementem w świecie sztuki świeckiej, jest w kontekście muzeum diecezjalnym nie na miejscu. Sztuka sakralna nie jest bowiem o „stylu” artysty – jest o wierze Kościoła. Styl jest wtórny wobec treści. Gdyby Muzeum Diecezjalne prezentowało sztukę, która jest stylowo unikalna, ale teologicznie wątpliwa, to nie powinno jej eksponować bez ostrzeżenia. A tego ostrzeżenia brak.
Poziom teologiczny: brak krytyki i katechezy
Artykuł całkowicie pomija fundamentalną kwestię: jaka jest treść teologiczna prac Toborowicza? Czy jego rzeźby przedstawiają prawdziwą naukę Kościoła, czy raczej subiektywne wizje artysty? Czy jego „baśniowe stwory” i „duchy” są zgodne z katolicką antropologią i demonologią, czy raczej z mitologią ludową, która może być synkretyczna? To pytania, na które katolicki portal powinien odpowiedzieć, a nie zostawiać czytelnika w niepewności.
Św. Jan Paweł II (uznawany za heretyka i apostatę w świetle nauki przedsoborowej, ale cytowany tu jako przykład zmanipulowanej retoryki) w Liście do artystów (1999) pisał, że sztuka sakralna ma być „widzialnym wyrazem niewidzialnej rzeczywistości”, ale jednocześnie podkreślał, że musi być poddana „dyscyplinie teologicznej”. Ten List, choć napisany przez osobę, która wprowadziła Kościół w apostazję, zawierał jeszcze echa starej nauki – echa, które portal eKAI nie jest w stanie usłyszeć, bo sam został zdominowany przez modernistyczną hermeneutykę.
Prawdziwa sztuka sakralna, jak uczył św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907), nie może być redukowana do „uczucia religijnego” czy subiektywnej ekspresji. Musi być oparta na obiektywnej prawdzie objawionej, przekazywanej przez Magisterium Kościoła. Artykuł eKAI, prezentując twórczość Toborowicza bez jakiejkolwiek teologicznej oceny, pozostawia czytelnika w naturalistycznej iluzji, że sztuka religijna jest wyraziem ludzkiej kreatywności, a nie służeniem Bogu.
Poziom symptomatyczny: Muzeum Diecezjalne jako muzeum folkloru
Artykuł eKAI jest symptomatyczny dla całego fenomenu tzw. „kościoła” posoborowego: instytucje, które powinny być miejscami katechezy i ewangelizacji, stały się muzeami folkloru i galeriami sztuki świeckiej. Muzeum Diecezjalne w Kielcach, zamiast być miejscem, gdzie wierni mogą zobaczyć prawdziwą sztukę sakralną – sztukę, która uczy wiary, prowadzi do sakramentów, umacnia w nadziei – stało się miejscem, gdzie eksponuje się rzeźby „baśniowych stworów” i „duchów”, bez żadnej teologicznej refleksji.
To nie jest wina Antoniego Toborowiczy, który tworzy w dobrej wierze, opierając się na tradycji ludowej. To jest wina struktur posoborowych, które nie potrafią już rozróżnić między sztuką sakralną a sztuką religijną, między kultem Bożym a ekspresją ludzką, między prawdą objawioną a subiektywnym przeżyciem. To jest wina „biskupa” Piotrowskiego, który widzi w sztuce „szeroką duszę” artysty, a nie służenie Bogu. To jest wina dyrektora Tkaczyka, który widziu w sztuce „styl”, a nie treść. To jest wina portalu eKAI, który relacjonuje to wszystko bez jakiejkolwiek krytyki, jakby to było normalne.
Prawdziwe Muzeum Diecezjalne – takie, jakie istniało przed 1958 rokiem – prezentowałoby sztukę, która jest „z tej ziemi” tylko w tym sensie, że jest dziełem ludzkich rąk, ale która jest przede wszystkim „nie z tej ziemi” w sensie teologicznym: prowadzi do Boga, uczy wiary, umacnia w nadziei, otwiera na łaskę sakramentalną. Taka sztuka nie potrzebuje „szerokiej duszy” artysty – potrzebuje posłuszeństwa wobec prawdy objawionej. Taka sztuka nie jest „baśniowa” – jest realna, bo pokazuje rzeczywistość, która jest ważniejsza niż jakakolwiek bajka: rzeczywistość Chrystusa Króla, Jego Kościoła, Jego sakramentów, Jego zbawienia.
Konkluzja: sztuka bez Chrystusa
Artykuł eKAI o wystawie „Z tej i nie z tej ziemi” jest kolejnym przykładem tego, jak posoborowe struktury redukują katolicyzm do folkloru i estetyki. Sztuka sakralna, która powinna być „nie z tej ziemi” w sensie teologicznym, staje się „z tej ziemi” w sensie naturalistycznym: wyraziem ludzkiej kreatywności, subiektywnego przeżycia, tradycji ludowej. To nie jest sztuka katolicka – to sztuka religijna w najgorszym sensie tego słowa: sztuka, która mówi o Bogu, ale nie prowadzi do Boga.
Czytelnik, który odwiedzi tę wystawę, zobaczy piękne rzeźby, ale nie dowie się, że prawdziwa piękność nie jest w drewnie, kamieniu czy wiklinie – jest w Chrystusie, który jest „Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14,6). Nie dowie się, że prawdziwa sztuka sakralna to nie ta, która „zaurocza”, ale ta, która prowadzi do konfesjonału, do ołtarza, do komunii świętej. Nie dowie się, że prawdziwe Muzeum Diecezjalne to nie to, które eksponuje „baśniowe stwory”, ale to, które pokazuje rzeczywistość Królestwa Bożego – Królestwa, które jest „nie z tej ziemi”, ale które jest jedyną rzeczywistością, która ma znaczenie na wieki.
Tylko w prawdziwym Kościele katolickim – tym, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie, tym, któremu przewodzą biskupi z ważnymi sakramentami i kapłani ważnie wyświęceni – sztuka sakralna znajduje swoje prawdziwe miejsce: nie w muzeum, ale w świątyni. Nie w galerii, ale przy ołtarzu. Nie w ekspozycji, ale w kultu. Tam, gdzie Chrystus jest naprawdę obecny, tam sztuka sakralna ma sens. Tam, gdzie Chrystusa nie ma – lub gdzie jest on zastąpiony przez „szeroką duszę” artysty – sztuka sakralna staje się tylko „z tej ziemi”: piękna, ale pusta. Fascynująca, ale bez zbawienia. Z tej ziemi, ale nie prowadząca do nieba.
Za artykułem:
28 maja 2026 | 18:36Kielce: „Z tej i nie z tej ziemi” – wystawa w Muzeum Diecezjalnym (ekai.pl)
Data artykułu: 28.05.2026








