Portal LifeSiteNews (4 czerwca 2026) relacjonuje wypowiedź Joe Eszterhasa, scenarzysty filmów takich jak Basic Instinct i Showgirls, w programie Joe Rogan Experience, która stała się viralem na platformie X, zbierając ponad trzy miliony wyświetleń. Eszterhas, określający siebie jako „pobożnego chrześcijanina”, zarzucił Kościołowi katolickiemu „romantyzację” i „kosmetyzację” postaci Jezusa z Nazaretu, twierdząc, że cztery kanoniczne Ewangelie nie są wiarygodne, a ich autorstwo nie należy do apostołów. Artykuł LifeSiteNews, autorstwa S.D. Wrighta, stanowi rzeczową obronę katolickiej nauki o Ewangeliach, powołując się na dekrety Komisji Biblijnej z początku XX wieku oraz datowanie przyjęte w teologii przedsoborowej. Jednakże analiza ta, choć faktograficznie poprawna w swoim zakresie, pozostawia nierozwiązane głębsze problemy teologiczne związane z samą strukturą argumentacji Eszterhasa, która jest typowym produktem mentalności modernistycznej i protestanckiej, a nie autentycznego katolicyzmu. Pytanie o to, dlaczego Hollywoodzki scenarzysta pornograficzny czuje się uprawniony do oceny autentyczności Ewangelii, a także brak krytyki samego medium – podcastu Rogana – jako przestrzeni sprzyjającej takim deklaracjom, stanowi lukę w analizie, którą należy wypełnić z perspektywy integralnej wiary katolickiej.
Hollywoodzki „teolog” i jego heretyczne uproszczenia
Joe Eszterhas, człowiek związany z branżą filmową przez dekady, słynący z produkcji o charakterze erotycznym i pornograficznym, wypowiada się na temat autorstwa i datowania Ewangelii z pewnością kogoś, kto „przeczytał w internecie”. Jego twierdzenia, że „nikt nie wie, kto napisał Ewangelie” i że „nawet Kościoły to przyznają”, są klasycznym przykładem ignorancji mieszanej z arogancją, charakterystyczną dla środowisk liberalnych i modernistycznych. Eszterhas powiela tezy wywodzące się z XIX-wiecznego racjonalizmu i wyższej krytyki biblijnej, które zostały już dawno obalone zarówno przez naukę katolicką, jak i – co paradoksalne – przez wielu niesprzymierzonych uczonych.
Jego zarzut, że Ewangelie zostały napisane „80 lub 90 lat po śmierci Jezusa”, jest po prostu fałszywy w świetle dostępnych dowodów. Jak wskazuje artykuł LifeSiteNews, powołując się na Michaele Nicolau SJ, Ewangelia św. Mateusza została napisana przed 48 rokiem, Ewangelia św. Marka między 53 a 58 rokiem, a Ewangelia św. Łukasza między 58 a 62 rokiem. Ewangelia św. Jana, choć napisana jako ostatnia, datowana jest na koniec pierwszego stulecia, około 90 roku. Te daty są zgodne z nauczaniem Komisji Biblijnej, która w 1912 roku stwierdziła, że Ewangelie św. Marka i św. Łukasza zostały napisane przed zniszczeniem Świątyni Jerozolimskiej w 70 roku.
Co więcej, Eszterhas twierdzi, że „ewangelie gnostyckie” zostały napisane „30 lub 40 lat po śmierci Jezusa”, co czyni je – jego zdaniem – bardziej wiarygodnymi. To kolejne fałszywe stwierdzenie. Jak wskazuje Bart Ehrman, agnostyczny biblijny uczony cytowany w artykule, Ewangelia Tomasza została napisana po ewangeliach kanonicznych i pochodzi z „wczesnego drugiego stulecia”. Ewangelia Piotra powstała „na początku drugiego stulecia”, Ewangelia Marii została „skomponowana gdzieś w (późnym?) drugim stuleciu”, a Ewangelia Filipa została „prawdopodobnie skompilowana w trzecim stuleciu”. Żadna z tych pseudo-ewangelii nie może pretendować do autorstwa świadków ocznych, a ich charakter gnostycki czyni je nie tylko późnymi, ale i heretycznymi.
Komisja Biblijska i niezmienna nauka Kościoła
Artykuł LifeSiteNews poprawnie powołuje się na dekrety Komisji Biblijnej z 1911 i 1912 roku, które stwierdzają z „pewnością”, że św. Mateusz, apostoł Chrystusa, jest autorem Ewangelii opublikowanej pod jego imieniem, a św. Marek i św. Łukasz są autami Ewangelii przypisywanych im odpowiednio. W 1907 roku Komisja Biblijna stwierdziła, że „mocne dowody historyczne” i „wewnętrzne powody” wskazują, że św. Jan Apostoł jest autorem swojej Ewangelii.
Jednakże należy zauważyć, że same dekrety Komisji Biblijnej, choć autorytatywne, nie są dogmatami wiary zdefiniowanymi przez sobór powszechny. Stanowią one część autorytatywnego nauczania Kościoła, które wierni powinni przyjąć z posłuszeństwem religijnym, ale nie mają charakteru nieomylnego w sensie ścisłym. Prawdziwym fundamentem wiary w autorstwo apostolskie Ewangelii jest tradycja Kościoła, która od początku uznawała te cztery Ewangelie za autentyczne i natchnione, odrzucając wszystkie inne jako apokryfy lub herezie.
Św. Augustyn w swoim liście do Fortunatusa wyraził to z niezwykłą precyzją: „Nie wierzyłbym Ewangelii, gdyby nie był do tego skłaniał autorytet Kościoła katolickiego” (Contra Epistulam Manichaei Quam Vocant Fundamenti, c. 5, n. 6). To zdanie, cytowane w artykule, stanowi klucz do zrozumienia całego problemu. Eszterhas, podobnie jak wielu protestantów i modernistów, traktuje Pismo Święte jako autonomiczny autorytet, który może być interpretowany przez każdego indywidualnie, bez pośrednictwa Kościoła. To jest herezja sola scriptura, która została potęprzez Sobór Trydencki w sesji IV (18 kwietnia 1546 roku).
Regula wiary a prywatna interpretacja
Artykuł LifeSiteNews cytuje G. Van Noort, który wyjaśnia, że „bliższą regułą wiary, od której wierni, wszyscy bez wyjątku, są zobowiązani przyjąć swoją wiarę i zgodnie z którą mają ją regulować, jest kazanie magisterium kościelnego”. Van Noort podkreśla, że nauczanie Kościoła jest „łatwą regułą”, którą mogą przestrzegać wszyscy, niewykształceni i niepiśmienni, „bezpieczną regułą”, ponieważ urząd nauczający Kościoła jest nieomylny w ochronie i przedstawianiu nauki Chrystusa, oraz „żywą regułą”, zgodnie z którą można w każdej epoce wyjaśniać znaczenie doktryn i kończyć spory.
To jest kluczowe dla zrozumienia błędu Eszterhasa. On nie tylko błędnie ocenia datowanie i autorstwo Ewangelii, ale przede wszystkim odrzuca samą koncepcję, że Kościół jest autorytetem interpretującym Pismo Święte. Jego podejście jest typowo protestanckie: traktuje Ewangelie jako dokumenty historyczne, które można oceniać według własnego uznania, wybierając, które fragmenty są „autentyczne”, a które nie. To jest dokładnie to, czego ostrzegał św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907), potępiając modernistów, którzy „redukują wiarę do uczucia religijnego” i „podważają autorytet Kościoła na rzecz prywatnej interpretacji”.
Eszterhas twierdzi, że Jezus nie powiedział „nie stawiaj oporu przemocy”, cytując przy tym Łk 22,36 („Jeśli kto ma płaszcz, ale nie ma miecza, niech sprzeda płaszcz i kupi miecz”) i Mt 10,34 („Nie przyszedłem, by przynieść pokój, lecz miecz”). Ignoruje przy tym kontekst tych wypowiedzi i całą naukę Kościoła o sprawiedliwej wojnie, prawie do samoobrony i karze śmierci. Kościół nigdy nie interpretował słów Jezusa w Mt 5,38-41 jako nakazu uniwersalnego pacyfizmu, lecz jako naukę o cnotach chrześcijańskich, które mają być praktykowane w odpowiednim kontekście, z zachowaniem sprawiedliwości i porządku społecznego.
Eszterhas jako produkt kultury śmierci
Należy zwrócić uwagę na ironię sytuacji: człowiek, który przez dekady produkował filmy o charakterze pornograficzny i erotycznym, czuje się uprawniony do oceny moralnej i teologicznej postaci Jezusa Chrystusa. Eszterhas, autor Basic Instinct i Showgirls, które zostały potępione przez Kościół jako sprzeczne z moralnością chrześcijańską, teraz wypowiada się o „romantyzacji” Jezusa przez Kościół.
Artykuł LifeSiteNews wspomina, że Eszterhas w 2001 roku, po diagnozie raka gardła, zaczął uczęszczać na Mszę Świętą z rodziną. Jednakże jego „powrót do wiary” nie zapobiegł jego zaangażowaniu w film Children of Glory (2006), który zawierał „ciężkie” przemoc i krew oraz „łagodne” seks i nagość – choć żaden katolicki teolog moralny nie uznałby tego, co opisuje Internet Movie Database, za „łagodne”. W 2025 i 2026 roku pojawiły się informacje o jego zaangażowaniu w reboot Basic Instinct, który – jak sam przyznaje – będzie zawierał treści seksualne, ponieważ „fabuła tego wymaga”.
Eszterhas przyznaje, że treści seksualne w jego filmach były pisane przez „Wkręconego Małego Człowieka” w nim, którego opisuje jako swojego „głównego niewidzialnego towarzysza” – obok Marka Twaina i „Jezusa z Nazaretu”. To jest nie tylko absurdalne, ale i bluźniercze: sprowadzenie Jezusa Chrystusa do roli „towarzysza” w procesie twórczym, obok postaci odpowiedzialnej za pornografię, jest formą bałwochwalstwa.
Brak krytyki medium i kontekstu
Artykuł LifeSiteNews, choć poprawnie obala błędy Eszterhasa w kwestii Ewangelii, nie zadaje sobie trudu, by zakwestionować samo medium – podcast Joe Rogana – jako przestrzeń sprzyjającą takim deklaracjom. Rogan, choć czasem zadaje trudne pytania, jest przede wszystkim gospodarzem rozrywkowym, który zaprasza gości z różnych środowisk, często promujących wartości sprzeczne z katolicyzmem. Fakt, że wypowiedź Eszterhasa stała się viralem na platformie X, świadczy o tym, że społeczeństwo jest nasycone ignorancją teologiczną i gotowe przyjmować każdego, kto podważa autorytet Kościoła, pod warunkiem że robi to w sposób „kontrowersyjny” i „szokujący”.
Brak jest również krytyki samego LifeSiteNews za to, że w pewnym sensie promuje tę wypowiedź, dając jej platformę i rozpowszechniając ją wśród czytelników. Choć artykuł ma charakter krytyczny, sam fakt, że poświęca mu tak dużo uwagi, przyciąga do niego uwagę tych, którzy mogą być zaintrygowani twierdzeniami Eszterhasa i zacząć samodzielnie ich poszukiwać.
Nauka o wierze i jej wymaganiach
Artykuł LifeSiteNews cytuje św. Tomasza z Akwinu, który uczy, że cnota wiary wymaga przyzwolenia na całość objawienia Bożego proponowanego przez Kościół, a celowe odrzucenie nawet jednego artykułu jest niezgodne z tą cnotą. To jest kluczowe dla zrozumienia, dlaczego twierdzenia Eszterhasa są nie tylko błędne, ale i niebezpieczne.
Wierny katolicki nie może wybiórczo akceptować fragmentów nauki Kościoła, odrzucując inne. Jeśli ktoś odrzuca autorstwo apostolskie Ewangelii, podważa tym samym całą strukturę wiary katolickiej, która opiera się na świadectwie Apostołów i ich następców. Jeśli ktoś odrzuca nieomylność papieską, odrzuca tym samym zapewnienie Chrystusa, że bramy piekła nie zwyciężą Kościoła (Mt 16,18).
Eszterhas, mówiąc o swojej „pobożności”, ale jednocześnie odrzucając kluczowe elementy wiary katolickiej, staje się klasycznym przykładem „pobożnego heretyka” – kogoś, kto zachowuje pozory religijności, ale w istocie odrzuca prawdę objawioną. To jest niebezpieczniejsze niż jawny ateizm, ponieważ zachowuje pozory prawdy, podczas gdy w istocie jest jej zaprzeczeniem.
Konsekwencje dla wiernych
Wypowiedź Eszterhasa na Joe Rogan Experience</i i jej viralowy sukces na platformie X pokazują, jak bardzo społeczeństwo jest nasycone ignorancją teologiczną i gotowe przyjmować każdego, kto podważa autorytet Kościoła. Wierni katoliccy muszą być przygotowani na takie ataki i umieć bronić prawdy wiary, nie tylko przed otwartymi wrogami, ale i przed tymi, którzy pod pozorami „pobożności” rozpowszechniają herezje.
Artykuł LifeSiteNews stanowi cenne źródło informacji na temat autorstwa i datowania Ewangelii, ale powinien być uzupełniony o głębszą refleksję teologiczną na temat natury wiary, roli Kościoła jako interpretatora Pisma Świętego i niebezpieczeństw prywatnej interpretacji. Wierni muszą pamiętać, że wiarę nie można budować na własnym uznaniu, ale na autorytecie Kościoła, który został założony przez Chrystusa i obdarzony darem nieomylności.
W świetle encykliki Quas Primas Piusa XI, który ustanowił święto Chrystusa Króla, musimy pamiętać, że Chrystus króluje nie tylko w umysłach i sercach wiernych, ale i w całym społeczeństwie. Odrzucenie Jego władzy na rzecz prywatnej interpretacji i indywidualnego uznania jest formą buntu przeciwko Królowi Królów. Tylko w prawdziwym Kościele katolickim, który trwa w niezmienności wiary i sakramentów, można znaleźć prawdziwe ukojenie i zbawienie.
Za artykułem:
Joe Rogan’s ‘Christian expert’ gets everything wrong about the Bible (lifesitenews.com)
Data artykułu: 04.06.2026



