Portal eKAI (7 czerwca 2026) relacjonuje kazanie arcybiskupa większego kijowsko-halickiego Światosława Szewczuk, zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, wygłoszone podczas Boskiej Liturgii w katedrze patriarskiej Zmartwychwstania Pańskiego w Kijowie z okazji święta Wszystkich Świętych. Szewczuk mówił o świętości jako noszeniu w sobie „jedynego Świętego”, o konieczności bycia „zapachem Chrystusa”, o rodzinie jako „podstawowej szkoły świętości” i o tym, że „nie ma złych czasów” dla drogi do świętości – w tym w czasie wojny. Artykuł jest typowym przykładem posoborowej duchowości, w której abstrakcyjne pojęcia zastępują konkretną naukę o zbawieniu, a milczenie o sakramentach, łasce uświęcającej i potrzebie nawrócenia czyni z kazania pustą egzortację o charakterze psychologicznym.
Streszczenie faktograficzne: co mówi artykuł, a co milczy
Artykuł przedstawia kazanie Szewczuka jako serię ogólników o „świętości”, „byciu świątynią Ducha Świętego”, „kroczeniu drogą świętych” i „byciu zapachem Chrystusa”. Padają odniesienia do św. Bazylego Wielkiego, św. Jana Chryzostoma i apostoła Pawła – ale wyłącznie jako retoryczne ozdobniki, pozbawione jakiejkolwiek treści doktrynalnej. Szewczuk mówi o „kochaniu Boga ponad wszystko”, ale nie wyjaśnia, że miłość ta wyraża się przede wszystkim w zachowaniu przykazań Dekalogu i przykazań Kościoła. Mówi o „rodzinie jako szkoły świętości”, ale nie wspomina o sakramencie małżeństwa jako źródle łaski dla małżonków. Mówi o „czasie wojny” jako szczególnym wyzwaniu, ale nie odwołuje się do nauki o pokutie, o sakramencie pojednania, o konieczności stanu łaski uświęcającej, by w ogóle mówić o świętości w sensie katolickim.
Milczenie to jest systemowe i charakterystyczne dla całego posoborowego nurtu greckokatolickiego, który – podobnie jak jego łacinka odpowiedniczka – zredukował duchowość do wzruszających frazesów pozbawionych mocy nadprzyrodzonej.
Poziom faktograficzny: dekonstrukcja przedstawionych treści
Szewczuk stwierdza: „Święty to przede wszystkim ten, kto nosi w sobie jedynego Świętego, jest świątynią Ducha Świętego”. Sformułowanie to, choć brzmi pięknie, jest teologicznie niebezpiecznie niejasne. W katolickiej teologii świętość nie polega na abstrakcyjnym „noszeniu” Ducha Świętego, ale na stanie łaski uświęcającej, który się uzyskuje i utrzymuje przez sakramenty – przede wszystkim przez chrzest i sakrament pokuty. Św. Paweł uczy: „Albo nie wiecie, że ciała wasze są świątynią Ducha Świętego, którego macie od Boga i że nie należycie do siebie samych?” (1 Kor 6,19 Wlg) – ale od razu dodaje: „Zostaliście bowiem drogo kupieni. Służcie Bogu w ciału waszym” (1 Kor 6,20 Wlg). Łaska uświęcająca nie jest abstrakcyjnym „byciem świątynią”, lecz konkretnym stanem duszy, który można stracić przez grzech śmiertelny i odzyskać przez sakrament pokuty. Szewczuk o tym milczy – a to milczenie jest oskarżeniem wobec niego jako „pasterza”, który nie przedstawia wiernemu pełnej prawdy o drodze do zbawienia.
Dalej Szewczuk mówi: „Być chrześcijaninem oznacza żyć w Jezusie Chrystusie. Stwarzać przestrzeń, aby Jezus mógł w nas żyć”. To zdanie, pozbawione sakramentalnego kontekstu, mogłoby pochodzić z dowolnego protestantickiego kazania o „osobistej relacji z Jezusem”. Prawdziwa katolicka duchowość uczy, że Chrystus żyje w duszy w łasce uświęcającej, a szczególny z Nim związek zachodzi w sakramencie Eucharystii – „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, we Mnie mieszka, a ja w nim” (Jn 6,57 Wlg). Bez tego kontekstu słowa Szewczuka są pustą egzortacją, która nie prowadzi do zbawienia, lecz do iluzji duchowej.
Poziom językowy: retoryka bez treści
Język artykułu i przytoczonego kazania jest typowy dla posoborowej duchowości: pełen metafor („zapachem Chrystusa”, „kadzidło uwalniające aromat w ogniu”, „jeden deszcz objawiający się inaczej w lilii i róży”), ale pozbawiony precyzji teologicznej. Słowo „świętość” powtarza się wielokrotnie, ale nigdy nie zostaje zdefiniowane w katolickim sensie – jako stan łaski uświęcającej, który jest warunkiem koniecznym zbawienia. Zamiast tego „świętość” staje się abstrakcyjnym ideałem, do którego wierny ma „dążić”, bez wskazania konkretnych środków: sakramentów, modlitwy, pokuty, ofiary.
Szczególnie symptomatyczne jest użycie słowa „Duch Święty” – pojawia się wielokrotnie, ale zawsze w kontekście psychologicznym („dary”, „drogi”, „działanie”), nigdy w kontekście teologicznym: jako Osoba Trójcy Przenajświętszej, którego łaska jest konieczna do zbawienia, który mieszka w duszy w łasce uświęcającej, którego stracić można przez grzech śmiertelny. To redukcja duchowości do poziomu psychologii – dokładnie to, co demaskował św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907), potępiając modernistów, którzy redukują religię do „uczucia religijnego”.
Poziom teologiczny: milczenie o sakramentach jako duchowe okrucieństwo
Najcięższym błędem kazania Szewczuka – i artykułu, które je relacjonuje – jest całkowite pominięcie sakramentalnego życia jako drogi do świętości. Szewczuk mówi o „kroczeniu drogą świętych”, ale nie wyjaśnia, że święci doszli do świętości przez sakramenty: przez chrzest, który w łasce uświęcającej; przez sakrament pokuty, który odnawiał tę łaskę po grzechach; przez Eucharystię, która jest „źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego”; przez bierzmowanie, które wzmacnia w duchu; przez namaszczenie chorych, które uzdrawia duszę w godzinie śmierci.
Bez tego sakramentalnego kontekstu „droga do świętości” staje się czysto subiektywnym dążeniem, pozbawionym mocy nadprzyrodzonej. To jest duchowe okrucieństwo – odmawia się wiernym skutecznego lekarstwa, pozostawiając ich w iluzji, że wystarczy „stwarzać przestrzeń” i „być zapachem”, by osiągnąć zbawienie.
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) uczy, że Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości dla Boga” (Rz 6,13 Wlg). To panowanie Chrystusa w ciele i duszy dokonuje się przede wszystkim w sakramencie Eucharystii – a Szewczuk o tym milczy. Milczenie to nie jest przypadkowe: jest systemową cechą posoborowej duchowości, która zastąpiła sakramentalną teologię psychologicznym humanitaryzmem.
Poziom symptomatyczny: posoborowa redukcja duchowości
Kazanie Szewczuka jest typowym przykładem tego, co św. Pius X nazwał modernizmem – redukcją wiary do subiektywnego przeżycia, pozbawionego obiektywnej treści doktrynalnej i sakramentalnej. W Lamentabili sane exitu (1907) św. Pius X potępił jako błąd twierdzenie, że „objawienie było tylko uświadomieniem sobie przez człowieka swego stosunku do Boga” (propozycja 20) – a przecież kazanie Szewczuka, mówiąc o „stwarzaniu przestrzeń dla Jezusa”, właśnie w ten sposób redukuje relację z Bogiem do subiektywnego aktu, pozbawionego sakramentalnego wymiaru.
Podobnie Pius X potępił twierdzenie, że „wiara jako przyzwolenie umysłu opiera się ostatecznie na sumie prawdopodobieństw” (propozycja 25) – a przecież kazanie Szewczuka, nie odwołując się do żadnego obiektywnego kryterium świętości (sakramenty, doktryna, moralność), pozostawia wiernego w stanie niepewny: „stwarzaj przestrzeń”, „bądź zapachem”, „krocz drogą” – ale jak, skąd moc, jaki cel? Na te pytania nie ma odpowiedzi, bo odpo wiedź wymaga przyznania, że bez sakramentów i bez prawdziwego Kościoła katolickiego nie ma drogi do świętości.
Artykuł portalu eKAI, relacjonując to kazanie bez żadnej krytyki, staje się współodpowiedzialny za tę duchową dezinformację. Zamiast wskazać braki teologiczne, zamienia się w głosnik posoborowej duchowości, która zastępuje naukę o zbawieniu abstrakcyjnymi frazesami.
Rodzina jako „szkoła świętości” bez sakramentu małżeństwa
Szewczuk stwierdza: „Rodzina, w której Pan jest na pierwszym miejscu, staje się podstawową szkołą świętości, a chrześcijańskie małżeństwo drogą do wspólnej świętości”. Piękne słowa – ale pozbawione treści, jeśli nie powie się, że małżeństwo chrześcijańskie jest sakramentem, który udziela łaski małżonkom do wzajemnego uświęcenia i wychowania dzieci w wierze. Bez tego sakramentalnego wymiaru „chrześcijańskie małżeństwo” staje się po prostu związkiem opartym na uczuciach, który nie ma większej wartości duchowej niż związek niewierzących.
Ponadto Szewczuk mówi o „kochaniu Boga ponad wszystko”, ale nie wyjaśnia, że miłość ta wyraża się przede wszystkim w zachowaniu przykazań: „Jeśli mnie miłujecie, zachowajcie przykazania moje” (Jn 14,15 Wlg). Nie ma świętości bez moralności, nie ma drogi do nieba bez zachowania prawa Bożego – a o tym Szewczuk milczy, pozostawiając wiernego w mgiełce „uniwersalnej miłości”, która nie wymaga konkretnych czynów.
Wojna jako tło duchowości bez pokuty
Szwczuk mówi o „czasie wojny” jako szczególnym wyzwaniu dla świętości, ale nie odwołuje się do nauki o pokucie, o konieczności nawrócenia, o sakramencie pojednania jako jedynym źródle odpuszczenia grzechów. W czasie wojny – gdy ludzie giną, gdy grzech panuje w szczególnie okrutnej formie – pasterz powinien wołać do pokuty, do powrotu do sakramentów, do modlitwy o nawrócenie grzeszników. Zamiast tego Szewczuk oferuje abstrakcyjne zapewnienie, że „nie ma złych czasów dla drogi do świętości” – co, choć brzmi pocieszająco, jest teologicznie płytkie i nie służy zbawieniu dusz.
W czasie wojny szczególnie potrzebna jest nauka o sakramencie pokuty – o tym, że „którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (Jn 20,23 Wlg). Bez tego sakramentu nie ma odpuszczenia grzechów, bez odpuszczenia grzechów nie ma łaski uświęcającej, a bez łaski uświęcającej nie ma świętości i nie ma zbawienia. Milczenie o tym jest duchową zdradą wiernych.
Apel do prawdziwej duchowości
Czytelnik poszukujący prawdziwej drogi do świętości musi zostać wyprowadzony z błędu. Świętość nie polega na abstrakcyjnym „stwarzaniu przestrzeń” ani na byciu „zapachem”, lecz na życiu w łasce uświęcającej, które się uzyskuje i utrzymuje przez sakramenty prawdziwego Kościoła katolickiego. Droga do świętości prowadzi przez Mszę Świętą – Najświętszą Ofiarę Kalwarii, sprawowaną według wiecznego mszału św. Piusa V; przez sakrament pokuty, w którym Chrystus przez swojego kapłana odpuszcza grzechy; przez Eucharystię, w której wierny jednoczy się z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu.
Pius XI w Quas Primas przypomina, że Chrystus króluje nad wszystkimi ludźmi – i że „nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”. Niech więc każdy wierny, zamiast dawać się zwodzić abstrakcyjnym frazesom, zwróci się do prawdziwych źródeł świętości: sakramentów, modlitwy, ofiary i posłuszeństwa prawu Bożemu. Tylko tą drogą – a nie drogą posoborowej duchowości – można osiągnąć zbawienie.
Za artykułem:
07 czerwca 2026 | 21:21Abp Szewczuk: nie ma złych czasów dla drogi do świętości (ekai.pl)
Data artykułu: 07.06.2026



