„Mein Bistum ist das schönste der Welt” — rozmowa z uzuratorem Clemensem Picklem o katolicyzmie w Rosji

Podziel się tym:

Portal The Pillar (9 czerwca 2026) publikuje wywiad z Clemensem Picklem, który od ponad dwóch dekad „prowadzi” diecezję św. Klemensa w Saratowie w Rosji. Pickel, urodzony w 1961 roku w NRD, wyświęcony na kapłana w 1988 roku, od 1990 roku działa na terenie byłego ZSRR, a w 2002 roku został mianowany „biskupem” nowo erygowanej diecezji. Rozmowa dotyczy jego dzieciństwa w komunistycznym państwie, powołania kapłańskiego, pracy duszpasterskiej w Rosji oraz współczesnych wyzwań, jakie stoją przed strukturami posoborowymi w tym kraju. Pickel został w marcu 2026 roku ponownie wybrany na przewodniczącego Rosyjskiej Konferencji „Biskupiej”, a w maju tego roku został przyjęty przez uzurpatora Leona XIV na prywatnej audiencji. Artykuł, choć pozornie prosty i osobisty, stanowi wzruszający dokument duchowej pustki, w jakiej funkcjonują struktury sekty posoborowej na ogromnych przestrzeniach dawnego ZSRR — pustki, której sam rozmówca nie tylko nie dostrzega, ale którą wydaje się nawet pielęgnować jako wartość.


Piękno bez Chrystusa — estetyka zamiast teologii

Pickel w rozmowie nie kryje dumy ze swojej diecezji. „Ich glaube, mein Bistum ist das schönste der Welt, nicht nur der Menschen wegen. Der Nordkaukasus mit dem 5.642 m hohen Elbrus und Astrachan am Kaspischen Meer, 28 m unter Null, das Schwarze Meer, die Wolga und der Don, Grenzen mit Kasachstan, Georgien und der Ukraine, Steppe und Ausländer des Uralgebirges…” — wyznaje z niemal dziecięcą fascynacją. To zdanie, wypowiedziane przez człowieka, który rzekomo przewodzi duchową wspólnicy na terenie większym niż Portugalia, Hiszpania, Francja i Niemcy razem wzięte, jest jednocześnie jednym z najbardziej symptomatycznych fragmentów całego wywiadu. „Biskup” opisuje swoją diecezję jak turystyczny przewodnik — góry, morza, stepy, granice państw. Brak w tym opisie choćby jednego zdania o Chrystusie, o sakramentach jako źródle łaski, o potrzebie nawrócenia, o sytuacji duchowej wiernych, o apostazji, która pustoszy te ziemie. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13). Pickel zaś króluje nad krajobrazem — i to jest całkowicie wystarczające.

To nie jest przypadkowe pominięcie. To jest duchowa postawa całego posoborowia, które naucza, że wystarczy być „dobrym człowiekiem”, „towarzyszyć”, „pomagać” — a Bóg, sakramenty, łaska, zbawienie — to już drugorzędne kwestie, o których nie warto mówić wprost, by nie „wystraszyć” potencjalnych wiernych. Pickel, opisując swoją diecezję, nie wspomina ani razu o Mszy Świętej jako centrum życia duchowego, o sakramencie pokuty jako jedynym lekarstwie na rany duszy, o Najświętszej Ofierze jako bezkrwawej ponowieniu Kalwarii. Zamiast tego — Elbrus, Kaspiskie Morze, stepy Uralu. To jest katolicyzmu zredukowany do geografii, wiara zamieniona w turystykę.

Berufacja w duchu posoborowym — powołanie bez Krzyża

Opis swojego powołania Pickel przedstawia w sposób, który — choć wzruszający w swojej prostocie — jest teologicznie jałowy. „Ich möchte Priester werden, weil ich mich in der Kirche wie zu Hause fühle und das vielen weiterschenken möchte” — odpowiada na pytanie biskupa o motywację wstąpienia do seminarium. To zdanie, choć wydające się niewinne, jest klasycznym przykładem posoborowej redukcji kapłaństwa do roli „osoby, która czuje się dobrze we wspólnicy” i chce tego „dzielić z innymi”. Brak tu jakiejkolwiek wzmianki o powołaniu nadprzyrodzonym, o ofierze siebie samego na ołtarzu, o uczestnictwie w kapłaństwie Chrystusa, o męce i Krzyżu jako drodze kapłana. Św. Paweł pisał: „Nie sami siebie wybraliśmy, lecz On nas wybrał i ustanowił, abyśmy szli i owoc przynosili, a owoc nasz trwał” (por. J 15,16). Pickel zaś wybiera się do seminarium, bo czuje się „jak w domu”. To jest powołanie zredukowane do emocji, do komfortu psychicznego, do poczucia przynależności społecznej.

Jeszcze bardziej symptomatyczny jest opis ośmioletniego okresu „paraliżujących wątpliwości”, w których „Bóg go puszczał, ale nigdy nie pozwalał mu spać”. To język psychologii, nie teologii. W tradycyjnym katolicyzmie takie okresy są rozumiane jako ciemna noc duszy, próba wiary, oczyszczenie — a nie jako „paraliżujące wątpliwości”, które trzeba „przeżyć” dzięki wsparciu przyjaciół i profesora teologii. Pickel nie mówi o modlitwie jako walce duchowej, o sakramencie pokuty jako uzdrowieniu, o Eucharystii jako pokarmie na drodze. Zamiast tego — „ludzie na drodze”, którzy pomogli nie zrezygnować. To jest wzajemność, nie łaska.

Misja bez Eucharystii — duszpasterstwo w próżni sakramentalnej

Pickel opisuje swoją pierwszą podróż za żelazną kurtynę w sposób, który — mimo pozornego patosu — ujawnia głęboką duchową pustkę. „Jene Großmutter fragte uns im vollen Ernst: 'Den Heiligen Vater in Rom – gibt’s den noch?’” — wspomina o spotkaniu z deportowanymi Niemcami, którzy przez pokolenia żyli bez kapłanów, bez kościoła, bez Biblii. To zdanie, wymówione przez staruszkę w pełnej poważy, jest jednym z najbardziej przejmujących fragmentów wywiadu. Jednak Pickel nie wyciąga z niego właściwych wniosków. Nie mówi, że ci ludzie potrzebowali przede wszystkim ważnych sakramentów — chrztu, bierzmowania, pokuty, Eucharystii. Nie mówi, że jego rola jako kapłana polega na ofiarowaniu Mszy Świętej, na udzielaniu rozgrzeszenia, na udostępnianiu łaski sakramentalnej. Zamiast tego — „Ich verstand mich nicht als Missionar, sondern als Seelsorger für Menschen, die seit Jahrzehnten (!) auf einen Priester warteten„. To zdanie, choć pozornie pokorne, jest w istocie dumnym: „Ehrlich gesagt, ich fühlte mich ein wenig stolz, denn ich ging, um zu helfen, was kein anderer helfen konnte„.

Problem polega na tym, że Pickel nie definiuje, czym jest „pomoc” i „pasterz”. W tradycyjnym katolicyzmie kapłan jest przede wszystkim ofiarą — ofiaruje Chrystusa na ołtarzu, udziela rozgrzeszenia, chrzci, bierzmuje. Pickel zaś mówi o „pasterzowaniu” w sposób, który jest całkowicie zgodny z posoborową teologią: kapłan jest „towarzyszem”, „służącym”, „obecnym” — ale nie jest kapłanem w sensie ontologicznym, nie jest alter Christus, nie jest człowiekiem, który ma moc odpuszczać grzechy i konsekrować Eucharystię. To jest kapłaństwo zredukowane do funkcji społecznej, do roli pracownika socjalnego w sutannie.

Synodalność jako fałszywa demokracja Kościoła

Jednym z najbardziej alarmujących fragmentów wywiadu jest wypowiedź Pickela o synodalności. „Eine große Herausforderung sehe ich im von Papst Franziskus angestoßenen Synodalen Prozess. Vielerorts, so scheint mir, wird er immer noch mit einer Demokratisierung der Kirche verwechselt” — przyznaje „biskup”, by natychmiast dodać, że synodalność to „wspólne idzenie”, „uwaga”, „miłość”. To klasyczna posoborowa technika: najpierw przyznać, że coś jest problemem, a potem zdefiniować to tak, że problem znika. Synodalność, w rozumieniu Pickela, to nie powrót do tradycyjnej struktury hierarchicznej Kościoła, nie przywrócenie autorytetu biskupów i kapłanów jako pasterzy ustanowionych przez Chrystusa. To jest „wspólne idzenie” — czyli demokratyzacja, której Pickel rzekomo się boi, ale której w praktyce nie potrafi zdefiniować inaczej niż w kategoriach posoborowych.

Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „Kościół słusznie nie może wymagać od wiernych żadnego wewnętrznego uznania za prawdę orzeczeń przez Kościół wydawanych” (propozycja 7). Synodalność, w wersji posoborowej, jest właśnie tym: próbą uczynić z Kościoła zgromadzenia równych sobie osób, które „wspólnie idą” — zamiast wspólnoty hierarchicznej, w której Chrystus przez swoich pasterzy rządzi, naucza i uświęca. Pickel nie widzi w tym problemu, bo sam jest produktem tego systemu.

Rosja bez Chrystusa Króla — katolicyzmu w cieniu prawosławia

Pickel wspomina, że katolicyzm w Rosji jest mniejszością — 20 000 katolików wśród 52 milionów mieszkańców, czyli mniej niż 0,05%. „Irgendwo zwischen geduldet und gewünscht ist unser Platz” — konstatuje z rezygnacją. To zdanie jest jednocześnie wyznaniem i wyrokiem. Katolicyzm w Rosji jest „tolerowany” — ale nie jest pożądany. Nie jest religią publiczną, nie ma wpływu na życie społeczne, nie kształtuje kultury, nie formuje sumień. Jest egzotyczną mniejszością, która istnieje na marginesie — i to jest bezpośredni skutek posoborowej polityki ekumenizmu, która zrezygnowała z misji nawracania prawosławia na rzecz „dialogu” i „współpracy”.

Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) nauczał, że „wieczne zbawienie nie może być uzyskane przez tych, którzy sprzeciwiają się władzy i orzeczeniom tegoż Kościoła i uparcie są oddzieleni od jedności Kościoła oraz od następka Piotra, Papieża Rzymskiego, któremu 'straż winnicy została powierzona przez Zbawiciela’„. Pickel zaś nie tylko nie mówi o nawróceniu prawosławnych — nawet nie sugeruje, że katolicyzm jest jedyną drogą zbawienia. Jego „misja” polega na „towarzyszeniu” wiernym, na „pomocy”, na „obecności” — ale nie na głoszeniu Ewangelii, nie na wyznawaniu Chrystusa jako jedynego Zbawiciela, nie na wzywaniu do powrotu do jedynego Kościoła, w którym jest zbawienie.

Brak kapłanów, brak przyszłości — struktury bez fundamentu

Pickel z żalem przyznaje, że po trzydziestu latach „wolności” struktury posoborowe w Rosji nie zdołały wyedukować ani jednego miejscowego kapłana. „Derzeit haben wir keinen einzigen jungen Mann, der im Priesterseminar für unsere Diözese studiert” — konstatuje. To jest wyrok. Trzydzieści lat „pasterzowania” — i zero miejscowych kapłanów. Trzydzieści lat „misji” — i brak jakiejkolwiek perspekwywy duchowej. To nie jest tylko problem Rosji — to jest problem całego posoborowia, które od pięćdziesięciu lat doświadcza katastrofalnego spadku liczby kapłanów, powołań, sakramentów. Pickel nie widzi związku między tymi zjawiskami a soborową rewolucją. Nie widzi, że nowa „Msza” Novus Ordo, nowa teologia kapłaństwa, nowa eklezjologia — wszysto to zniszczyło powołanie kapłańskie, zredukowało kapłaństwo do roli „koordynatora wspólnoty”, pozbawiło je mocy ofiary i autorytetu pasterskiego.

Pius XI w Quas Primas pisał, że „Chrystusowi przysługuje władza tzw. wykonawcza, gdyż wszyscy rozkazów Jego słuchać powinni i to pod groźbą zapowiedzianych kar, których uporni uniknąć nie mogą„. Pickel zaś nie ma nawet władzy, by zmusić kogokolwiek do przyjęcia święceń kapłańskich — bo jego „Kościół” nie ma już autorytetu, nie ma już prawdy, nie ma już łaski, która przyciąga dusze.

Audiencja u uzurpatora — legitymizacja schizmy

Pickel z dumą wspomina, że w maju 2026 roku został przyjęty przez uzurpatora Leona XIV na prywatnej audiencji. To zdanie, wypowiedziane bez żadnego zastrzeżenia, bez żadnej refleksji teologicznej, jest jednocześnie aktem lojalności wobec struktury, która nie jest Kościołem Katolickim. Pickel nie kwestionuje wyboru Leona XIV, nie kwestionuje jego „autorytetu”, nie kwestionuje jego nauczania. Dla niego uzurator jest „papieżem” — tak samo jak Franciszek, Benedykt XVI, Jan Paweł II, Paweł VI, Jan XXIII — wszyscy tworzą ciągłość, która jest w istocie ciągłością apostazji.

Św. Robert Bellarmin w De Romano Pontifice nauczał, że papież, który jest jawnym heretykiem, przestaje sam w sobie być papieżem i głową, tak jak przestaje sam w sobie być chrześcijaninem i członkiem ciała Kościoła. Leon XIV, będąc produktem systemu, który od ponad sześćdziesięciu lat głosi herezje Vaticanum II — wolność religijną, ekumenizm, synodalność, demokratyzację Kościoła — nie może być uznawany za prawdziwego papieża. Pickel tego nie widzi — albo nie chce widzieć.

Piękno świata zamiast Królestwa Bożego

Cały wywiad Pickela jest przejęty estetyzmem zamiast teologią. Piękno gór, morzy, stepów — zamiast piękna Chrystusa na Krzyżu. Piękno „wspólnoty” — zamiast piękna łaski sakramentalnej. Piękno „towarzyszenia” — zamiast piękna Ofiary Mszy Świętej. To jest katolicyzmu zredukowany do estetyzmu, wiara zamieniona w wrażenie, teologia zastąpiona geografią.

Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował modernistów, którzy redukują wiarę do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Pickel nie jest modernistą — jest po prostu człowiekiem, który wyrastał w systemie, który zastąpił teologię psychologią, wiarę — emocjami, sakramenty — obecnością. Jego „piękne biskupstwo” jest piękne tak jak piękna jest pustynia — bo pustynia też ma swoje piękno, ale nie ma wody, nie ma życia, nie ma owoców.

Prawdziwy Kościół Katolicki — ten, który trwa w wiernych wyznających wiarę katolicką integralnie, w biskupach z ważnymi sakramentami, w kapłanach ważnie wyświęconych — ten Kościół nie potrzebuje pięknych krajobrazów, by głosić Chrystusa. Potrzebuje ważnej Mszy Świętej, ważnych sakramentów, niezmiennego nauczania. Tam, gdzie jest Chrystus w Najświętszym Sakramencie, tam jest piękno, które przewyższa wszystkie góry Kaukazu i wszystkie morza świata. A tam, gdzie Chrystusa nie ma — jest tylko piękno, które przypomina o tym, czego brakuje.


Za artykułem:
„Ich glaube, mein Bistum ist das schönste der Welt“: Begegnung mit Bischof Clemens Pickel
  (pillarcatholic.com)
Data artykułu: 09.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: pillarcatholic.com
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.