Marek Bieńczyk w „Tygodniku Powszechnym” (11 czerwca 2026) opisuje występy Mai Chwalińskiej na Roland Garros 2026 jako zdarzenie estetyczne i społeczne wyjątkowe – tenis „bezszelestny, oldskulowy i osobny”, który „rozbraja rywalki” i pozwala widzom „zobaczyć w sporcie coś więcej niż wynik”. Autor porównuje grę Chwalińskiej do „dekonstrukcji” w duchu Derridy, opisuje „majomanię” jako zbiorową histerię, w której „płaczą Francuzi”, a nawet sam autor „sięgnął po chusteczkę”. Tekst przesiąknięty jest estetyzmem świeckim, w którym piękno kinetyczne zastępuje transcendencję, a sport staje się substytutem doświadczenia religijnego. Artykuł, choć literacko dopieszczony, jest symptomatycznym dokumentem epoki, w której człowiek, pozbawiony prawdziwej wiary, projektuje duchowe pragnienia na zjawiska czysto ludzkie, czyniąc z nich fałszywe odpowiedniki tego, co Kościół katolicki oferuje w sposób nieskończenie doskonalszy.
Estetyzm świecki jako substytut transcendencji
Bieńczyk nie ukrywa, że jego zachwyt nad grą Chwalińskiej ma wymiar niemal mistyczny. Pisze o „epifanii”, o „doznaniu piękna, które gra Federera wywoływała”, o „wspólnym przeżyciu”, które „zagęszcza życie” i „wywołuje najwyższe doznania”. Cytuje Davida Fostera Wallace’a, który w eseju „Roger Federer jako doświadczenie religijne” łączył owo doświadczenie z „pogodzeniem się człowieka z faktem, że ma ciało”. To klasyczny przykład naturalistycznego zawieszonych oczekiwań: człowiek, nie mając dostępu do prawdziwej łaski uświęcającej, projekuje duchowe pragnienia na zjawiska czysto fizyczne i estetyczne. Piękno kinetyczne zastępuje piękno duchowe, a kort tenisowy staje się świątynią bez Boga.
Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed tym dokładnie: moderniści redukują religię do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia, pozbawiając jej obiektywnej treści nadprzyrodzonej. Bieńczyk, oczywiście, nie jest modernistą w sensie technicznym – jest literatem piszącym o sporcie. Ale jego tekst jest produktem kultury, która od dziesięcioleci została przez modernistów oczyszczona z wymiaru nadprzyrodzonego. Gdy pisarz szuka „mistyki” w tenisie, a nie w Najświętszej Ofiarze, to nie jest jego osobista wina – jest to owoc systemowej apostazji, która pozbawiła pokolenia katolików zdolności dostrzegania prawdziwego piękna w jedynej Źródłowej Światłości.
Piękno „oczywiste” bez Piękna Absolutnego
Jeden z cytowanych w tekście komentatorów – literaturoznawca i filozof „tenisem kompletnie niezainteresowany” – mówi: „Jeśli nawet ja, a więc absolutny tenisowy laik, zobaczyłem tam piękno, to cóż, jest to piękno oczywiste”. Bieńczyk rozwija tę myśl, snując refleksję o „minimalnym, podstawowym poziomie zachwyconego doznania, dostępnym dla wszystkich” i pyta: „Jeśli uznamy, że istnieje «piękno oczywiste», możliwe do powszechnego rozpoznania (…) bylibyśmy zbawieni. Moglibyśmy być zbawieni, gdyby na nim fundować świat.”
To zdanie, pozornie niewinne, kryje w sobie herezję pelagiańską w wersji estetycznej. Pelagiusz twierdził, że człowiek może osiągnąć doskonałość przez własne siły, bez łaski Bożej. Bieńczyk, być może nieświadomie, proponuje analogiczną wizję: „piękno oczywiste” dostępne dla wszystkich, niezależne od wiary, mogłoby być fundamentem zbawienia. Kościół katolicki od początku nauczał co innego: „Bez Mnie nie możecie nic uczynić” (J 15,5). Prawdziwe piękno, które zbawia, to piękno Łaski Bożej, objawione w Chrystusie, przekazywane przez sakramenty, kontemplowane w modlitwie. Piękno kinetyczne, choć naturalnie dobre jako odblask Stwórcy, nie ma mocy zbawczej. Fundowanie świata na „pięknie oczywistym” zamiast na Pięknie Absolutnym – Bogu – jest budowaniem Babilonu.
„Deconstructing Harry” – dekonstrukcja bez odbudowy
Bieńczyk porównuje grę Chwalińskiej do filmu Woody’ego Allena „Deconstructing Harry” i snuje refleksję o „dekonstrukcji” w duchu Jacquesa Derridy: „grę, gdzie podważa się zastałe schematy, neguje ich zasadność, wskazując, że ich prawa są ustanowione na fałszywych fundamentach”. Porównuje Maję do „intuicyjnej derridianistki uprawiającej zdekonstruowany, derridiański tenis”.
Dekonstrukcja derridiańska jest filozofią, która odrzuca możliwość obiektywnej prawdy, metafizycznego porządku i stabilnego znaczenia. Jest to intelektualne bankructwo, które prowadzi do nihilizmu. Bieńczyk, zachwycony metaforą, nie zauważa (lub nie chce zauważyć), że dekonstrukcja bez odbudowy jest destrukcją. Kościół katolicki naucza, że prawdziwa reforma – odróżniona od modernistycznej destrukcji – polega na reformatio, czyli przywracaniu pierwotnej formy, a nie na rozbieraniu jej na części. Chwalińska może dekonstruować grę rywalek, ale tylko Chrystus dekonstruuje grzech i buduje Królestwo.
Majomania jako zbiorowa liturgia bez Boga
Najbardziej symptomatyczna część artykułu dotyczy społecznego fenomenu „majomanii”. Bieńczyk opisuje: „Ze wszech stron ruszyła wielka machina zbiorowej obróbki wydarzeń na Roland Garros”, „chmara tweetowców”, „pan premier” z „głupawymi tweetami”, „celebryci już pielgrzymują w stronę Mai po fotkę”, „komunały z girlandami wykrzykników”, „Okęcie tradycyjnie pękało w szwach”, „pieśni i skandowania”. Wszystko to tworzy obraz spontanicznej, niekontrolowanej eksplozji zbiorowej, którą autor nazywa „zbawienną histerią”.
To jest dokładnie to, czego Kościół ostrzegał przez całe wieki: człowiek ma w sobie religiosum – wrodzoną potrzebę sacrum. Gdy pozbawiony jest prawdziwej religii, zaczyna tworzyć fałszywe. „Majomania” jest religio substituta – zbiorową liturgią bez Boga, w której kibice zastępują wiernych, kort tenisowy zastępuje ołtarz, a sportowa bohaterka zastępuje Chrystusa Zbawiciela. „Płaczą Francuzi” – ale nie łezami pokuty, lecz łezami zachwytu nad stworzeniem, które błogo zastępuje Stwórcę.
Bieńczyk sam to dostrzega, choć nie wyciąga z tego właściwnych wniosków: „spod choćby łatwych emocji wydobywa się na jaw tyleż dziecinna, co bezwzględna potrzeba wspólnoty, naturalnej niewinności i sprawiedliwości”. Tak – potrzeba wspólnoty jest realna. Ale prawdziwa wspólnota jest możliwa tylko w Kościele Chrystusowym, nie na trybunach stadionu. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) pisał: „Im szersze się wytwarza królestwo i wszystkich ludzi obejmuje, tym bardziej ludzie stają się świadomi tej łączności, która ich jednoczy”. Ale Królestwo, o którym mówił Pius XI, to Królestwo Chrystusa Króla, nie królestwo „majomanii”.
Milczenie o tym, co najważniejsze
Artykuł Bieńczyka, przy całej swojej literackiej wartości, jest radykalnie ubogi w wymiarze nadprzyrodzonym. W tekście o „epifaniach”, „mistyce”, „zbawieniu” i „pięknie” nie ma ani słowa o Bogu, o Chrystusie, o łasce, o sakramentach, o modlitwie, o Królestwie Niebieskim. To milczenie nie jest przypadkowe – jest systemowe. Jest owocem kultury, która przez sześćdziesiąt lat była kształtowana przez modernistów, którzy – jak ostrzegał św. Pius X w Lamentabili sane exitu (1907) – „redukują objawienie do uczucia religijnego” i „oddalają Kościół od zewnątrz, by wewnątrz niego wprowadzić ducha świeckiego”.
Bieńczyk pisze o depresji Chwalińskiej, o „fatalnym okresie sprzed paru lat, kiedy przeżywała najcięższą depresję, graniczącą dosłownie ze śmiercią za życia”. Cytuje Derridę: „Przeżywanie jest życiem poza życiem – bardziej życiem niż życie”. Ale nie pyta o źródło uzdrowienia. Nie pyta, czy Maja Chwalińska, przechodząc przez mrok depresji, znalazła ukojenie w sakramencie pokuty, w Najświętszej Eucharystii, w modlitwie do Matki Bożej. Milczenie o sakramentach w tekście o cierpieniu i uzdrowieniu jest duchowym okrucieństwem – nawet jeśli niezamierzonym.
Roger Federer i „poezja” bez Pana
Bieńczyk cytuje przemówienie Rogera Federera na Dartmouth College: „Rozegrałem ponad 1500 meczów – wygrałem z nich ponad 80 proc. Czy wiecie, jaki był procent wygranych przeze mnie piłek? – 54 proc.” I komentuje: „Wielki Roger Federer: 54 proc. wygranych piłek, ledwie 4 proc. więcej niż wygrali przeciwnicy! On i reszta, prawie łeb w łeb. No ale «poezja».”
Ta statystyka, zamierzona jako pokazanie „ludzkiej” strony geniusza, jest w rzeczywistości metaforą całego artykułu: człowiek, nawet najwybitniejszy, jest „prawie łeb w łeb” z przeciwnikami. Tylko 4 procent przewagi. Bez łaski Bożej, bez Chrystusa, bez Kościoła – to jest prawda o ludzkiej kondycji. Ale Bieńczyk nie wyciąga z tego wniosku, że człowiek potrzebuje Zbawiciela. Zamiast tego proponuje „poezję” – estetyczne doznanie, które „jest mało – 30 czy 40 proc. poezji w naszym stuprocentowym życiu?”
Kościół katolicki proponuje nie 30 czy 40 procent, lecz sto procent – pełnię życia w Chrystusie. Nie „poezję” zastępującą rzeczywistość, lecz Rzeczywistość, która jest Źródłem wszelkiej poezji. „Ja przyszedłem, aby mieli życie i aby go w obfitości mieli” (J 10,10).
Kort tenisowy nie zastąpi ołtarza
Artykuł Marka Bieńczyka o Majie Chwalińskiej jest literacko piękny, intelektualnie wymowny i społecznie ciekawy. Jest jednak – jak cała kultura współczesna – radykalnie ubogi w tym, co najważniejsze. Opisuje piękno, ale nie wskazuje na Piękno Absolutne. Opisuje wspólnotę, ale nie wskazuje na Kościół. Opisuje „epifanie”, ale nie wskazuje na Objawienie. Opisuje „zbawienie”, ale nie wskazuje na Zbawiciela.
Pius XI w Quas Primas pisał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. To samo można powiedzieć o kulturze: gdy Boga usunięto z kultury, zostały zburzone fundamenty „epifanii” i „mistyki”, które zostają zredukowane do zbiorowego zachwytu nad sportowcem.
Prawdziwe piękno, które zbawia, nie jest na kortie tenisowym – jest na ołtarzu, w Najświętszej Ofierze Mszy Świętej. Prawdziwa wspólnota, która łączy, nie jest na trybunach – jest w Kościele Chrystusowym. Prawdziwa „epifania”, która oświeca, nie jest w „pięknie kinetycznym” – jest w Objawieniu Bożym, przekazywanym przez niezmienną Tradycję. Maja Chwalińska może być utalentowaną tenisistką, ale nie jest i nie może być zastępcą Tego, który jest „Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14,6). I żadna ilość „poezji” nie zastąpi jednego aktu łaski uświęcającej, udzielanego w prawdziwym Kościele katolickim – jedynym miejscu, gdzie człowiek znajduje pełnię tego, czego szuka.
Za artykułem:
Maja Chwalińska i tenis, którego nie da się podrobić (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 11.06.2026



