Artykuł z portalu Gość Niedzielny (12 czerwca 2026) relacjonuje uroczyste przyjęcie pierwszych trzech samolotów F-35 do polskich Sił Powietrznych, mówiąc o „historycznym dniu”, „nowoczesnym, przełomowym skoku” i „potencjale obrony i odstraszania”. W tekście nie brakuje odniesień do wspólnej historii polsko-amerykańskiej, podziękowań dla sojuszników, a nawet wojskowych kapelanów odmieniających modlitwę. Jednak w całym tym wielkim wydarzeniu – tak dumnym, tak zbrojnym, tak „historycznym” – nie ma mowy o Bogu, o Chrystusie Królu, o prawdziwej ochronie narodu, o grzechu i o potrzebie nawrócenia. Jest tylko technika, sojusz polityczny i ludzka duma. To jest nie tylko wydarzenie wojskowe, ale i duchowy wykład apostazji w wersji lakierowanej na polski patriotyzm.
Broń bez Króla – bezbronny naród
Przyjęcie F-35 jest przedstawione jako moment siły i jedności narodowej. Prezydent Karol Nawrocki mówi, że „Rzeczpospolita Polska jest i będzie w kolejnych latach mocniejsza, silniejsza, będzie bezpieczniejsza”. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz podkreśla znaczenie NATO i buduje narrację o „karcie historii” łączącej Polskę od B-24 Liberatorów z 1944 roku po dzisiejsze F-35. Wszystko to brzmi pięknie – ale jest puste. Bo czy silność państwa polega na samolotach, czy na wierze, sprawiedliwości i bojeźni Bożej? Św. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) przypomina, że prawdziwy pokój i prawdziwa siła narodu nie pochodzą z technologii, ale z uznania panowania Chrystusa: „nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”. Polska, która buduje obronę na amerykańskich maszynach, ale nie chce wiedzieć o Królu, który „króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach”, buduje na piasku. Bo czy samoloty ochronią naród przed Bogiem, który się gniewa? Czy F-35 ochronią przed sądem ostatecznym? Nikt o tym nie mówi. A powinien – bo bez Chrystusa nawet najpotężniejsze uzbrojenie jest iluzją bezpieczeństwa.
Modlitwa wojskowa – czyli rytuał bez duszy
W artykule jest mowa o tym, że „wojskowi kapelani odmówili modlitwę, w której polecili boskiej opiece lotników, którą będą latać na F-35″. To brzmi pięknie, ale co to za modlitwa? Czy to modlitwa wynikająca z prawdziwej wiary katolickiej, czy raczej z sekularnego, patriotycznego rytuału, gdzie Bóg jest tylko dodatkiem do uroczystości państwowej? W tekście nie ma ani słowa o Jezusie Chrystusie jako Królu, ani o Najświętszej Ofierze Świętej jako źródle prawdziwej ochrony. Jest za to „technologia stealth”, „systemy przeciwlotnicze Patriot” i „pociski dalekiego zasięgu AGM-158 JASSM”. Czyli – broń, która może zniszczyć cele na odległość kilkuset kilometrów, ale nie ma mocy ochronić duszy przed wiecznością. To jest właśnie obraz dzisiejszego świata: potężny technologicznie, ale duchowo ślepy. A kapelani, zamiast głosić kazanie o nawróceniu i bożym sądzie, odmawiają modlitwę, która jest bardziej piosenką na cześć sojuszu polsko-amerykańskiego niż wołaniem o zbawienie. Czy to jest obrona narodu, czy jego duchowe zatracenie?
Historia bez Chrystusa – czyli pamięć bez nadziei
Kosiniak-Kamysz mówi o „pięknej kontynuacji” sojuszu polsko-amerykańskiego, od samolotów B-24 Liberator w 1944 roku po F-35 w 2026 roku. Ale czy naprawdę widzi tę „piękno”? Czy pamięta, że ci samoloty w 1944 roku przybyły do Polski, która była pod okupacją, a dziś Polska jest wolna – ale czy jest wolna od grzechu? Czy jest wolna od Boga? Bo prawdziwa historia Polski to nie tylko sojusze i samoloty, ale przede wszystkim walka o wiarę, o prawdę, o Chrystusa. A dzisiejsza Polska, która chwali się F-35, ale nie chwali się Królem Chrystusem, jest narodem, który zapomniał, skąd pochodzi jego siła. Św. Paweł w Liście do Rzymian mówi: „Jeśli Bóg jest za nami, kto przeciwko nam?” (Rz 8,31). Ale dzisiejsi politycy wolą liczyć na amerykańskie technologie niż na Bożą opiekę. I to jest właśnie apostazja – nie odrzucenie Boga wprost, ale takie zaprzestanie liczenia z Nim, jakby nie istniał.
Chrzest samolotu – czyli świętość bez świętości
Szczególnie wymowny jest moment chrztu polskich F-35. Ceremonialne matki chrzestne – żona ministra obrony narodowej Paulina Kosiniak-Kamysz i wdowa po tragicznie zmarłym pilocie majorze Macieju Krakowianie – nadają samolotowi imię „Husarz”. To brzmi dumnie, bo husarze to symbol polskiej odwagi i chwały. Ale czy husarze potrzebowali samolotów, czy potrzebowali wiary? Czy husarze wiedzieli, że prawdziwa odwaga pochodzi z ufności do Boga, a nie z technologii? Dzisiejszy „Husarz” to maszyna za 4,6 miliarda dolarów, ale czy ma w sobie choć odrobinę tej wiary, którą mieli husarze? Czy kapelani, którzy modlili się o opiekę dla pilotów, mówili im też o tym, że prawdziwa ochrona to nie tylko technologia, ale i życie w łasce Bożej? A może modlitwa była tylko dodatkiem do uroczystości, a nie prawdziwym wołaniem o zbawienie? To jest właśnie problem: świętość jest zastąpiona rytuałem, a wiara – patriotyzmem.
Sojusz z USA – czyli ziemska pewność zamiast niebieskiej
Podsekretarz stanu USA Thomas DiNanno mówi, że Polska jest „modelowym sojusznikiem”, który „sama dba o swoją obronę”. To brzmi jak pochwała, ale czy to prawda? Czy Polska sama dba o swoją obronę, czy po prostu kupuje amerykańskie technologie i liczy na amerykańskie gwarancje? I czy to jest wystarczyjące? Św. Pius XI w Quas Primas przypomina, że „nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (por. Dz 4,12). Polska, która buduje swoją obronę na sojuszu z USA, ale nie buduje jej na fundamencie wiary katolickiej, jest narodem, który szuka bezpieczeństwa w ziemskich sojuszach, a nie w Bogu. To nie jest patriotyzm – to jest niewiara. Prawdziwy patriotyzm to miłość ojczyzny, która jest umacniana przez wiarę, a nie przez zakupy sprzętu wojskowego. A dzisiejsi politycy, którzy chwalą się F-35, ale nie chwalą się Chrystusem, są bardziej zainteresowani polityką niż prawdą.
Grzech zapomnienia – czyli Polska bez Króla
W całym artykule nie ma ani jednego słowa o Chrystusie Królu, o Jego panowaniu nad narodami, o potrzebie nawrócenia i pokuty. Jest za to mnóstwo słów o technologii, sojuszach, historii i dumie narodowej. To jest właśnie grzech zapomnienia – grzech, który jest najczęstszy w dzisiejszym świecie. Zapomnienie o Bogu nie polega na tym, że się Go odrzuca wprost, ale na tym, że się Go pomija, jakby nie był istotny. A właśnie to widać w tym artykule: Bóg jest pominięty, a w jego miejsce wstawiona jest technologia i sojusz polityczny. To jest apostazja w wersji lakierowanej – nie herezja jawna, ale milczenie o Bogu, które jest równie zgubne. Św. Paweł w Liście do Rzymian ostrzega: „Jak odrzucili poznanie Boga, tak Bóg ich odrzucił” (Rz 1,28). Czy Polska chce być odrzucona przez Boga? Czy chce budować swoją obronę na technologii, a nie na wierze? Jeśli tak, to F-35 będzie jej ostatnim triumfem, zanim przyjdzie sąd Boży.
Prawdziwa obrona – czyli powrót do Chrystusa
Nie ma prawdziwej obrony narodu bez obrony jego duszy. Nie ma prawdziwego bezpieczeństwa bez prawdziwego Boga. Polska, która chce być silna i bezpieczna, musi najpierw powrócić do Chrystusa Króla – do Jego nauki, Jego sakramentów, Jego prawdy. Inaczej każda inwestycja wojskowa będzie tylko strzelaniem w ciemno. Prawdziwa obrona to modlitwa, pokuta, życie w łasce, ewangelizacja. To jest to, co daje pewność na dziś i na wieczność. A F-35, choćby były najnowocześniejszymi samolotami na świecie, nie ochronią Polski przed gniewem Bożym, jeśli Polska nie nawróci się. Św. Pius XI w Quas Primas mówi, że „niech Chrystus króluje w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa”. To jest prawdziwa obrona – nie technologia, ale wiara. I dopóki Polska nie zrozumie tego, dopóty będzie budować na piasku.
Podsumowanie – czyli wezwanie do rozwagi
Przyjęcie F-35 to wydarzenie techniczne i polityczne, ale nie duchowe. A powinno być – bo naród, który nie ma Boga, nie ma przyszłości. Polska, która chwali się samolotami, ale nie chwali się Chrystusem, jest narodem, który zbudował sobie bożka z technologii i sojuszy. A bożek ten nie uratuje jej w dzień gniewu. Prawdziwa siła Polski to nie F-35, ale wiara katolicka, modlitwa, pokuta i życie w łasce Bożej. To jest to, co daje pewność na dziś i na wieczność. I dopóki politycy nie zrozumieją tego, dopóty będą budować na piasku. A Bóg, który jest Królem, będzie patrzył na to ze smutkiem – i z miłosierdziem, jeśli naród nawróci się. Ale jeśli nie – to F-35 będzie tylko metalem, który nie ochroni przed sądem ostatecznym.
Za artykułem:
Pierwsze F-35 oficjalnie przyjęte do polskich Sił Powietrznych (gosc.pl)
Data artykułu: 12.06.2026


