Artykuł Filipa Springera z „Tygodnika Powszechnego” (16 czerwca 2026) porównuje dwa osiedla w Będzinie — stare Osiedle Zamkowe z lat osiemdziesiątych PRL-u i nowe „Nowe Zamkowe” współczesnych deweloperów — by stawić retoryczne pytanie: „Co poszło nie tak?” Autor dostrzega przepaść między nimi: tamte powstało w czasach niewydolnego systemu, kiedy „brakowało już wszystkiego”, a to drugie — w czasach bezprecedensowego dobrobytu. A jednak nowe osiedle, zdaniem Springera, przegrywa z dawnym pod wzglądem jakości przestrzeni, estetyki i funkcjonalności. Artykuł rozszerza tę obserwację na szerszy kontekst: kongres architektury, kryzys teorii projektowej, dominację ekonomii nad pięknem i użytecznością, chaos planistyczny oraz demograficzne wyzwania. Jednak całość utrzymana jest w ramach świeckiego, naturalistycznego myślenia, w którym człowiek jest jedynym miarem rzeczy, a brak jest wyłącznie materialny — nigdy duchowy.
Przepaść między osiedlami — a przepaść między epokami
Porównanie będzińskich Zamkowych jest trafne jako obraz pewnej prawdy historycznej: czasy PRL-u, mimo wszystkich swoich wad ideologicznych i ekonomicznych, potrafiły jeszcze tworzyć przestrzeń z myślą o wspólnocie. Osiedle Zamkowe miało trawniki, place zabaw, punkty usługowe, a nawet — co podkreśla autor — „finezyjną architekturę” z balkonami i mansardowymi dachami. Było to osiedle ludzkie w tym sensie, że uwzględniało potrzeby zbiorowości: dzieci, rodzin, starszych. Nie było idealne, ale miało w sobie ziarno porządku — porządku, który wynikał z pewnej (choć niedoskonałej) koncepcji dobra wspólnego.
Nowe Zamkowe to jego zaprzeczenie. Małe, białe szeregowce upchane na ciasnej działce, mikroskopijne przestrzenie między budynkami, brak zieleni, dominacja parkingów. To nie jest osiedle — to inwestycja. To nie jest przestrzeń życiowa — to towar. I właśnie w tym tkwi sedno problemu, który Springer słusznie diagnozuje, ale nie potrafi nazwać po imieniu: architektura została zredukowana do ekonomii, a człowiek — do konsumenta.
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) napisał, że „nie przez co innego szczęśliwe państwo — a przez co innego człowiek, państwo bowiem nie jest czym innym, jak zgodnym zrzeszeniem ludzi”. Gdy państwo przestaje dbać o jakość tego zrzeszenia — gdy pozwala, by deweloperzy budowali getta zamiast społeczności — traci ono legitymację moralną. A gdy architektura podporządkowana jest wyłącznie opłacalności, nie pięknu ani użyteczności, to znak, że społeczeństwo żyje bez transcendencji — i dlatego buduje świat, w którym nie chce się żyć.
Brak teorii architektonicznej — brak teorii życia
Prof. Jacek Dominiczak, cytowany w artykule, mówi wprost: „Wraz z końcem modernizmu współczesna architektura i urbanistyka straciły swoją teorię. W tę pustkę wkroczył neoliberalny kapitalizm. I to ekonomia jest dziś de facto teorią projektowania architektonicznego i planowania miast.” To zdanie powinno być wyrwane z kontekstu i wyeksponowane jako jedno z najważniejszych w całym tekście. Bo nie chodzi tu tylko o budynki — chodzi o to, co zastępuje prawdę, gdy prawda zostaje odrzucona.
Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „prawda zmienia się wraz z człowiekiem, ponieważ rozwija się wraz z nim, w nim i przez niego” (propozycja 58). To jest dokładnie ta logika, która dziś rządzi architekturą: nie ma stałych zasad piękna, nie ma obiektywnych kryteriów dobra wspólnego, jest tylko rynek i jego „opłacalność”. Reinier de Graaf, holenderski architekt, pisze z krytycznym bólem: „Najpilniej strzeżona tajemnica architektów brzmi tak: swoją uległość przedstawiać jako sprawczość i ćwiczyć sztukę odkładania na później, najlepiej na zawsze, odpowiedzi na pytanie, kto tu kogo naprawdę potrzebuje.”
To jest wymowne przyznanie: architekci wiedzą, że służą kapitałowi, nie ludziom — ale nie mają odwagi tego nazwać. Bo nazwać to znaczy zakwestionować cały system, w którym żyją. A system ten, jak pisze Springer, „nie interesuje polityków” — bo politycy, podobnie jak deweloperzy, są sługami tego samego bożka: pieniądza.
Chaos planistyczny — chaos duchowy
Artykuł porusza również kwestię reformy planowania przestrzennego: wprowadzenie planów ogólnych zamiast studiów uwarunkowań. Autor słusznie ostrzega, że pośpiech nie sprzyja dobremu planowaniu, a gminy, które nie zdążą uchwalić planów, zostaną sparaliżowane. Ale co gorsza — te, które uchwalą je „byle jak”, wpiszą do nich „bzdury”, które będą wiązały na lata. I tu pojawia się kolejna przykrość: „Tak już się działo w przeszłości, gdy samorządy łase na podatki i w trosce o święty spokój wpisywały na potęgę do dokumentów planistycznych obszary pod zabudowę mieszkaniową, w efekcie czego mamy obecnie takich terenów dla 70, a według niektórych szacunków nawet 300 milionów ludzi.”
To jest obraz społeczeństwa, które planuje bez myślenia, które działa bez celu, które reaguje na chwilowe potrzeby, nie widząc dalekosiężnych konsekwencji. I tu warto przypomencić słowa Piusa IX z encykliki Quanto Conficiamur Moerore (1863): „Całkowicie absorbit w rzeczy ziemskie, zapomniawszy o Bogu, religii i duszy swojej, źle szczęście swoje pokładają w zdobywaniu bogactw i pieniędzy.” To nie jest tylko krytyka liberalizmu ekonomicznego — to jest diagnoza cywilizacji, która zbuduje sobie więzienie z własnych rąk i nazwie je „wolnością”.
Karta Warszawska — dokument niewidoczny
Szczególnie symptomatyczny jest opis Karty Warszawskiej — dokumentu, który miałby stać się podstawą Polskiej Polityki Architektonicznej. Został przyjęty „przez aklamację”, bez publicznej dyskusji, bez opublikowania treści. „Na stronie Izby Architektów RP są podsumowania Kongresu pisane przez jego uczestników i uczestniczki. (…) Na razie więc na stronie Izby Architektów RP są podsumowania Kongresu pisane przez jego uczestników i uczestniczki. W jednym z nich architektka Agnieszka Sajur napisała: 'Każde działanie — nawet najmniejsze — skierowane ku budowaniu relacji, pogłębianiu świadomości i rozmowie o Architekturze ma sens. Bo jest ruchem przeciwko rozpadowi. Przeciwko ciemności i obojętności.'”
To jest język typowy dla współczesnego świata: piękne słowa, puste treści. „Budowanie relacji”, „pogłębianie świadomości”, „rozmowa” — to są eufemizmy dla braku konkretów. A tymczasem plan ogólny to dokument prawa miejscowego, wiążący dla gmin, wywołujący skutki prawne i finansowe — jak mówi Bolesław Stelmach. I to, co w nim zostanie wpisane, będzie kształtować życie milionów ludzi przez dziesięciolecia. A tymczasem nikt nie wie, co w nim jest. Bo nikt nie chce, żeby to wyszło na jaw.
Architektura bez Chrystusa — architektura bez duszy
Cały artykuł Filipa Springera jest smutnym świadectwem świata, który buduje bez Boga. Nie chodzi tu o to, żeby kościoły stały na każdym rogu — choćby i to nie zaszkodziło. Chodzi o to, że architektura, która nie uwzględnia wymiaru duchowego człowieka, jest architekturą niewystarczającą. Budynek, który nie ma okien na wschód, osiedle, które nie ma miejsca na cmentarz, miasto, które nie ma świątyni — to są symbole cywilizacji, która zapomniała o śmierci, a więc — o życiu.
Pius XI w Quas Primas napisał: „Chrystus króluje w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa; niech Chrystus króluje w woli, która powinna słuchać praw i przykazań Bożych; niech panuje w sercu, które, wzgardziwszy pożądliwościami, ma Boga nade wszystko miłować i do Niego jedynie należeć.” Gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego — a jest usunięty, skoro nawet architekci nie potrafią o Nim pamiętać — ginie porządek. I zastępuje go chaos. Chaos przestrzenny, chaos moralny, chaos duchowy.
Co poszło nie tak? — wszystko
Pytanie, które stawia Filip Springer — „Co poszło nie tak?” — jest retoryczne, ale wymaga odpowiedzi. Poszło nie tak to, co zawsze idzie nie tak, gdy człowiek odwraca się od Boga. Poszło nie tak, bo państwo zrezygnowało z roli strażnika dobra wspólnego i oddało ją deweloperom. Poszło nie tak, bo architekci zamiast służyć pięknu i prawdzie, służą opłacalności. Poszło nie tak, bo politycy nie interesują się architekturą, a deweloperzy — ludźmi. Poszło nie tak, bo „zyski zastąpiły piękno i użyteczność” — i nikt nie ma odwagi powiedzieć, że to jest zdrada.
Ale prawdziwa odpowiedź na pytanie „co poszło nie tak?” brzmi inaczej: poszło nie tak, bo Polska, która kiedyś budowała kościoły, dziś buduje tylko parkingi. Bo społeczeństwo, które kiedyś wierzyło w Królestwo Boże, dziś wierzy tylko w rynek. Bo ludzie, którzy kiedyś modlili się o pokój, dziś tylko narzekają na hałas.
I dopóki nie powrócimy do Chrystusa Króla — dopóki nie uznamy, że On jest prawdziwym Architektem i Pasterzem — będziemy budować osiedla, w których nie chce się żyć. Bo „nie ma w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12).
Za artykułem:
Dlaczego w Polsce buduje się tak źle? Architektura pod dyktando ekonomii (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 16.06.2026



