Portal „Tygodnik Powszechny” (18 czerwca 2026) informuje, że od 2026 roku autorki i autorzy tygodnika regularnie pojawiają się na antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia w audycji „Porozmawiajmy: 22 i siedem trójek”. Redaktor naczelny Jacek Stawiski wziął udział w rozmowie o dodatku poświęconym relacjom polsko-niemieckim w 35 lat po podpisaniu traktatu o dobrym sąsiedztwie. Omówiono proces pojednania po tragediach XX wieku, współpracę samorządów, instytucji kultury i wymianę młodzieży, a także współne wyzwania: wojnę w Ukrainie, kryzys bezpieczeństwa europejskiego, zmianę polityki USA i rosnące nastroje populistyczne. Przesłanie rozmowy jest wyraźnie optymistyczne: przyszłość Europy ma zależeć od zdolności Polski i Niemiec do współpracy, dialogu i wspólnego poszukiwania odpowiedzi. Tygodnik Powszechny, określający się jako „jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny” i „wspólnota, która myśli samodzielnie”, w ten sposób rozszerza swoją obecność o wymiar radiowy, oferując czytelnikom i słuchaczom treści o zróżnicowanym profilu tematycznym – od polityki po religię.
„Tygodnik Powszechny” – wspólnota, która myśli, ale w jakim kierunku?
Zacznijmy od rzeczy oczywistej: sam fakt obecności dziennikarzy tygodnika na antenie radiowej nie jest niczym godnym krytyki. Środki masowego przekazu istnieją po to, by służyć prawdzie. Problem zaczyna się w momencie, gdy analizujemy, co dokładnie jest przekazywane i w jakim duchu. „Tygodnik Powszechny” od dekad funkcjonuje jako jeden z głównych głosów tego, co można nazwać katolickim liberalizmem – nurtem, który pod pozorem „otwartości na różnorodne punkty widzenia” systematycznie dokonuje selektywnego odsiewania nauki Kościoła. Współpraca z radiem publicznym jest po prostu nowym kanałem dystrybucji tej samej, charakterystycznej dla tygodnika wrażliwości.
Redukcja pojednania do kategorii psychologicznych
Rozmowa o traktacie polsko-niemieckim z 1991 roku jest wymownym przykładem. Basil Kerski, autor tekstu, stwierdza: „Traktat z 1991 roku pokazał, że historia nie musi być wyrokiem”. To zdanie, pozornie niewinne, niesie ze sobą określone założenie: że „pamięć historyczna” jest przede wszystkim kwestią psychologiczną, procesem „dojrzewania” i „przepracowania traumy”, a nie rzeczywistością obiektywną, którą należy przyjąć i z którą żyć w duchu pokory i sprawiedliwości. W takim ujęciu pojednanie staje się aktem czysto ludzkim, pozbawionym wymiaru nadprzyrodzonego. Nie ma w nim mowy o grzechie narodów, o potrzebie prawdziwej pokuty i nawrócenia, o sprawiedliwości Bożej, która jest źródłem pokoju. Zamiast tego mamy „proces pojednania” i „budowanie zaufania” – kategorie, które pochodzą z poradnika psychologicznego, a nie z nauczania Kościoła.
Dialog bez fundamentu – Europa w „punkcie zero”
Autorzy rozmowy nie ukrywają, że relacje polsko-niemieckie znalazły się w „nowym punkcie zero”. Wymieniają wojnę w Ukrainie, kryzys bezpieczeństwa, zmianę polityki USA, spory historyczne i populizm. Jednak diagnoza kończy się na stwierdzeniu, że przyszłość Europy zależy od „współpracy, dialogu i wspólnego poszukiwania odpowiedzi”. To jest typowe dla mentalności liberalnej: wiara w to, że wszystkie problemy można rozwiązać poprzez rozmowę i kompromis, bez odwoływania się do obiektywnej prawdy moralnej i prawa naturalnego. Papież Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) przypominał, że prawdziwy pokój jest możliwy tylko wtedy, gdy Chrystus panował w umyśle, woli i sercu człowieka, a nie tylko w traktatach między rządami. Bez tego fundamentu każde porozumienie jest kruchkie i iluzoryczne.
„Wspólnota, która myśli samodzielnie” – ale wedle jakich kryteriów?
Hasło „Tygodnika Powszechnego” brzmi: „Wspólnota, która myśli samodzielnie”. To jest zwódnicze sformułowanie. W kontekście tygodnika „samodzielne myślenie” oznacza zazwyczaj myślenie zgodne z duchem czasu, a nie z duchem Ewangelii i Tradycji Kościoła. W tym samym numerze, który zawiera tekst o traktacie polsko-niemieckim, znajdujemy artykuły takie jak: „Co się stało z moją wiarą, kiedy to, co wyuczone, odeszło?” ks. Adama Bonieckiego, „Gdy Kościół wchodzi do sypialni. Co robić, kiedy katolicka etyka szkodzi małżeństwu” Artura Sporniaka czy „Ryszard Koziołek: Chrześcijaństwo »żre«, bo nie godzi się na krzywdę i wzywa do buntu”. Te tytuły same w sobie są jaskrawym świadectwem duchowej pustki, w której porusza się „Tygodnik Powszechny”. Nie ma w nich mowy o prawdziwej wierze katolickiej, o sakramentach, o łasce uświęcającej, o potrzebie nawrócenia. Jest za to mowa o „kryzysie wiary” traktowanym jako naturalny stan rzeczy, o „katolickiej etyce” jako czynniku szkodliwym dla małżeństwa, o chrześcijaństwie jako idei wywołującej bunt. To nie jest „samodzielne myślenie” – to jest myślenie podporządkowane ideologii liberalnej, która od lat dominuje w strukturach okupujących Watykan.
Brak fundamentu sakramentalnego i doktrynalnego
Należy z całą mocą podkreślić: prawdziwy dialog między narodami, prawdziwe pojednanie i prawdziwy pokój nie są możliwe bez fundamentu, którym jest wiara katolicka w jej integralności. Papież Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) pisał: „Nie ma zbawienia poza Kościołem katolickim” i przypominał, że ci, którzy są „uparcie oddzieleni od jedności Kościoła i od następcy Piotra”, nie mogą osiągnąć wiecznego zbawienia. Nie chodzi tu o suchą teologię – chodzi o rzeczywistość, która ma bezpośredni wpływ na życie społeczne i polityczne narodów. Naród, który odrzuca Boga i Jego prawo, nie może budować trwałego pokoju, bo nie ma w sobie siły do prawdziwej miłości i sprawiedliwości. „Tygodnik Powszechny”, promując „dialog” i „współpracę” bez tego fundamentu, oferuje słuchaczom i czytelnikom iluzję pokoju, który nie może przetrwać, bo nie ma korzeni w prawdzie.
Znaczenie radiowej obecności „Tygodnika”
Obecność „Tygodnika Powszechnego” na antenie Trójki jest przykładem strategii, którą można nazwać „inkulturacją liberalizmu katolickiego”. Chodzi o to, by za pośrednictwem renomowanego medium – radia publicznego – rozpowszechniać określoną wizję świata, która jest z pozoru katolicka, ale w istocie jest dalece od niej oddalona. W tym kontekście nieistotne jest, czy autorzy rozmów są świadomi tej roli, czy nie. Ważne jest to, jaki przekaz trafia do słuchaczy i czytelników. A przekaz ten jest jasny: można być „katolikiem” i jednocześnie odrzucać kluczowe elementy wiary, można „dialogować” z bezbożnością, można „budować pokój” bez Chrystusa. To jest duchowa pułapka, która wymaga rozwagi i rozeznania.
Podsumowanie – dialog, który nie ma czego budować
„Tygodnik Powszechny” na antenie Trójki to przykład tego, jak katolicka prasa opinii może służyć budowaniu świata, który jest tylko pozornie chrześcijański. Rozmowy o pojednaniu polsko-niemieckim, o współpracy europejskiej, o wyzwaniach bezpieczeństwa – wszystko to jest ważne i potrzebne, ale tylko wtedy, gdy opiera się na fundamencie, którym jest wiara katolicka w jej pełni. Bez tego mamy do czynienia z czysto ludzkim optymizmem, który nie jest w stanie odpowiedzieć na najważniejsze pytania: dlaczego świat jest w stanie kryzysu? Co jest źródłem prawdziwego pokoju? Jak osiągnąć zbawienie? Na te pytania odpowiedź znajduje się tylko w Chrystusie i Jego prawdziwym Kościele, a nie w radiowych rozmowach, które omijają ten temat milczeniem.
Za artykułem:
„Tygodnik Powszechny” na antenie Trójki (18.06.2026) (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 18.06.2026





