Portal Opoka (19 czerwca 2026) informuje, że Sejm przyjął w piątek nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej. Bezpośrednią przyczyną przyspieszenia prac legislacyjnych była afera związana z lekarzem będącym radnym Koalicji Obywatelskiej, który w ciągu roku zarobił 1,6 mln zł w warszawskim Szpitalu Południowym, a podczas niektórych dyżurów był na posiedzeniach rady lub w studiu telewizyjnym. Jak się później okazało, ten sam lekarz miał załatwiać zabiegi bez kolejki członkom swojej partii. Nowe przepisy powiążą informacje o wynagrodzeniach lekarzy z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu. Dane będzie zbierać rządowa agencja – Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Ustawę przegłosowało 253 posłów, nikt nie był przeciw, od głosu wstrzymało się 177 parlamentarzystów. Projekt trafi teraz do Senatu. Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski ostrzega, że narzucenie sztywnego limitu wynagrodzeń lub stawki godzinowej mogłoby pogłębić kryzys szpitali i doprowadzić do centralizacji opieki zdrowotnej kosztem pacjentów.
Skandal w Szpitalu Południowym – objaw systemowej patologii
Afera w Szpitalu Południowym nie jest jedynie przypadkiem indywidualnej niegodności lekarza-radnego, który łączył dyżury z posiedzeniami rady i zarabiał 1,6 mln zł rocznie, prowadząc jednocześnie prywatną kolejkę dla członków swojej partii politycznej. Jest to objaw głębszej patologii, która wynika z całkowitego oddzielenia moralności od prawa i od religii. W państwie, które przed dekadami odrzuciło Chrystusa Króla i Jego prawo, nie można oczekiwać, że instytucje publiczne będą funkcjonować zgodnie z prawem naturalnym. Lekarz, który bez kolejki załatwia zabiegi członkom swojej partii, jest logicznym następstwem systemu, w którym lojalność partyjna zastępuje sprawiedliwość, a władza służy prywatnym interesom zamiast wspólnemu dobru. Taki system nie powstaje w próżni – jest owocem długotrwałego procesu laicyzacji, który Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) diagnozował jako źródło wszelkiego zła społecznego: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać.”
Ustawa o wynagrodzeniach – iluzja kontroli zamiast reformy moralnej
Sejm, zamiast przeprowadzić rzetelne śledztwo i ukarać winnych, postanowił rozwiązać problem przez nowe regulacje biurokratyczne. Nowelizacja ustawy powiąże informacje o wynagrodzeniach lekarzy z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu, a dane będzie zbierać AOTMiT. Resort zdrowia zapowiada ponadto kolejne regulacje: wyznaczenie procentowego limitu w budżecie szpitala kwoty przeznaczanej na wynagrodzenia, ograniczenie zarobków pracowników oraz określenie minimalnego wymiaru godzin dla pracowników kontraktowych. Tymczasem z danych AOTMiT wynika, że 73 proc. lekarzy specjalistów wykonuje świadczenia na podstawie kontraktów, a 51 proc. z nich rozlicza się z przepracowanych godzin. Mediana miesięcznych wynagrodzeń w przypadku kontraktów to 25 595 zł brutto, przy czym lekarz może mieć zawartych kilka umów i kontraktów, a obecnie AOTMiT nie może powiązać tych umów z jednym PESEL-em.
Należy z całą mocą podkreślić: problem nie leży w samym systemie rozliczeń, lecz w moralnej patologii, która pozwala lekarzowi zarabiać 1,6 mln zł rocznie, nie wykonując właściwie swoich obowiązków. Żadna regulacja prawna nie zastąpi braku sumienia i braku bojaźni Bożej. Jak uczy św. Paweł: „Nie jesteście swoi – bo ceną kupieni jesteście” (1 Kor 6,19-20). Lekarz, który sprzedaje swój zawód najwyżej licytującym i omija kolejkę dla członków swojej partii, zapomniał, że jego zawód jest służbą, a nie źródłem dochodu. Ustawa, która zamiast tego wprowadza kolejne limity i regulacje, jest jak leczenie objawów bez usunięcia przyczyny choroby.
Interes partyjny ponad pacjentem – logika systemu bez Boga
Fakt, że lekarz-radny Koalicji Obywatelskiej miał załatwiać zabiegi bez kolejki członkom swojej partii, jest szczególnie wymowny. Pokazuje on, jak w systemie pozbawionym transcendentnego fundamentu moralnego władza i pieniądze służą nie wspólnemu dobom, lecz grupom interesu. Pacjent, który nie należy do odpowiedniej partii, zostaje pozostawiony losowi, podczas gdy ten, kto ma odpowiednie konteksty, omija kolejkę. To jest dokładnie tego rodzaju niesprawiedliwość, którą potępiał Pius XI, gdy pisał, że usunięcie Chrystusa z życia publicznego prowadzi do egoizmu, który „na nic innego nie zważa, jak tylko na własną korzyść i na własne dobro i tą jedynie miarą wszystko inne mierzy”. W takim systemie prawo staje się narzędziem w rękach silnych, a nie ochroną słabych.
Ostrzeżenie rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski słusznie ostrzega, że narzucenie sztywnego limitu wynagrodzeń lub stawki godzinowej mogłoby pogłębić kryzys szpitali. „Szpitale powiatowe, które opierają się na lekarzach dojeżdżających z dużych ośrodków, stracą swój główny atut – wyższe zarobki niż w metropoliach. Nie będą w stanie przyciągnąć kadry, co doprowadzi do centralizacji opieki zdrowotnej. Jednym słowem, stracą specjalistów” – powiedział Kosikowski. To rozsądna uwaga, która jednak pomija kluczowe pytanie: dlaczego lekarze w ogóle muszą być motywowani wyłącznie finansowo? W systemie, który nie uznaje wartości niemoralnych, lekarz, który nie ma sumienia, i tak znajdzie sposób na obejście regulacji. Prawdziwa reforma musiałaby zacząć się od przywracania moralnego wymiaru zawodu lekarskiego, a nie od kolejnych biurokratycznych ograniczeń.
Senat i dalsze losy ustawy
Uchwalona w piątek ustawa trafi teraz do Senatu, który – jak zapowiedziała marszałek tej izby Małgorzata Kidawa-Błońska – może zająć się tymi przepisami na najbliższym posiedzeniu zaplanowanym na 24-26 czerwca. Należy obserwować, czy Senat nie ulegnie presji rządu i nie przyjmie przepisów, które zamiast rozwiązywać problem, tylko pogłębią biurokratyczną kontrolę nad lekarzami, nie dotykając przyczyny problemu – czyli moralnego upadku zawodu medycznego w państwie, które odrzuciło Boga.
Konsekwencje dla pacjentów i systemu ochrony zdrowia
Dane AOTMiT wskazują, że 1,2 proc. kontraktów lekarzy specjalistów opiewało na kwoty powyżej 100 tys. zł miesięcznie, podczas gdy w przypadku lekarzy pracujących na podstawie umów o pracę takie stawki dotyczyły zaledwie 0,2 proc. umów. To pokazuje, że system kontraktowy stwarza możliwości nadużyć, których nie ma w tradycyjnych stosunkach pracy. Jednak zamiast eliminować system kontraktowy, który pozwala na takie nadużycia, rząd postanawia regulować wynagrodzenia. To jak leczenie gorączki tabletkami przeciwbólowymi, gdy pacjent ma zapalenie płuc – objawy mogą zniknąć, ale choroba się rozwinie. Prawdziwa reforma ochrony zdrowia musiałaby zacząć się od przywracania moralnych fundamentów zawodu lekarskiego i odrzucenia systemu, który pozwala lekarzom traktować pacjentów jako źródło dochodu, a nie ludzi w potrzebie pomocy.
Podsumowanie – prawda, której nie usłyszymy w Sejmie
Żadna ustawa nie naprawi systemu ochrony zdrowia, który opiera się na moralnym bankructwie. Dopóki lekarze nie powrócą do rozumienia swojego zawodu jako służby, a nie źródła dochodu, dopóki pacjenci nie będą traktowani z szacunkiem godności ludzkiej, a nie jako klienci w kolejce – żadne regulacje nie przyniosą oczekiwanych efektów. Jak uczy św. Paweł: „Wszystko mi wolno, lecz nie wszystko pomaga” (1 Kor 10,23). Nowe przepisy mogą być technicznie poprawne, ale jeśli nie opierają się na fundamencie moralnym, będą tylko kolejną warstwą biurokracji, która nie rozwiąże problemu, a może nawet go pogłębić. Prawdziwa reforma zaczyna się od nawrócenia serc, a nie od nowych ustaw.
Za artykułem:
Pierwsze skutki afery. Sejm przyjął ustawę dotyczącą wynagrodzeń lekarzy (opoka.org.pl)
Data artykułu: 19.06.2026


