Portal Gość Niedzielny relacjonuje wypowiedź prezydenckiego ministra Marcina Przydacza na temat polsko-ukraińskich napięć dyplomatycznych. Przydacz oświadczył, że strona ukraińska wycofała się z ustalonego spotkania prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego, proponując „odległą datę”. Minister ocenił, że Kijów „nie był zainteresowany realną dyskusją” i gloryfikowanie UPA stanowi zaprzeczenie wartościom europejskim. Konflikt wybuchł po nadaniu przez Zełenskiego jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”, co skłoniło prezydenta Nawrockiego do odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Premier Tusk ocenił, że „konflikt między Polską i Ukrainą cieszy Putina”. Portal przedstawia te wydarzenia w kontekście sporu o pamięć historyczną i bezpieczeństwo narodowe.
Konflikt o pamięć historyczną a racja stanu
Portal Gość Niedzielny informuje o zaostrzeniu się polsko-ukraińskich relacji dyplomatycznych w związku z decyzją prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”. Prezydencki minister Marcin Przydacz stwierdził wprost, że strona ukraińska „nie była zainteresowana realną dyskusją z polskim prezydentem”, wycofując się z ustalonego spotkania. Przydacz podkreślił, że gloryfikowanie członków OUN-UPA, którzy „dopuścili się ludobójczych ataków na cywilną ludność na Wołyniu”, stanowi zaprzeczenie podstawowym wartościom europejskim. Prezydent Karol Nawrocki podjął konsekwentną decyzję o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego, jednocześnie zaznaczając, że „nic się nie zmieniło” w kwestii wsparcia Ukrainy w walce z rosyjską agresją.
Należy oddać sprawiedliwość prezydentowi Nawrockiemu i ministerowi Przydaczowi: ich stanowisko w kwestii gloryfikacji UPA jest zgodne z historyczną prawdą i elementarną sprawiedliwością. Rzeczywiście, jak podkreślił Przydacz, „jeśli Ukraina chce kiedyś w przyszłości myśleć o sobie jako części zjednoczonej Europy, wydaje mi się, że warto, aby rozliczyła się ze swoją negatywną historią, a nie stawiała na pomniki ludobójców, bandytów, którzy mordowali kobiety, starców i dzieci”. To sformułowanie oddaje rzeczywistą naturę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której działalność na Wołyniu w 1943 roku stanowi jedno z najcięższych zbrodni ludobójstwa w historii Europy.
Premier Tusk i logika ugody wobec bluźnierstwa
Zupełnie inną tonację wnosi do debaty premier Donald Tusk, który na platformie X oświadczył, że „konflikt między Polską i Ukrainą cieszy Putina i szokuje naszych sojuszników”. Tusk wezwał do „tonowania emocji” i wskazał, że „linia frontu przebiega gdzie indziej”. To sformułowanie jest symptomatyczne dla mentalności polityka, który postrzega sprawy honoru i pamięci historycznej przez pryzmat taktycznych kalkulacji geopolitycznych. Zdaniem Tuska, Polacy powinni milczeć wobec publicznego czcienia ludobójców, ponieważ – jak sugeruje – realia wojenne wymugują taką ugodę.
Taka postawa przypomina postawy ugodowych duchownych, którzy w imię pozornego pokoju gotowi są przemilczeć bluźnierstwo i zdradę. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że prawdziwy pokój możliwy jest jedynie w Królestwie Chrystusa, a nie poprzez kompromis z prawem i sprawiedliwością. Gloryfikowanie zbrodniarzy w imię „linii frontu” to nie jest pokój, lecz duchowe bankructwo, które przynosi przekleństwo zamiast błogosławieństwa. Jak przestrzegał św. Paweł: „Jeśli to możliwe, o ile zależy od was, żyjcie w pokoju ze wszystkimi ludźmi” (Rz 12,18 Wlg) – ale pokój ten nie może być ceną zdrady prawdy i sprawiedliwości.
Instrumentalizacja historii jako metoda polityczna
Przydacz słusznie zwrócił uwagę, że prezydent Zełenski używa historii jako „instrumentu zadrażniającego relacje z państwami, które są wobec Ukrainy przecież pozytywnie nastawione”. To obserwacja trafna i potwierdzona przez wiele przykładów z ostatnich lat. Ukraina, która otrzymała bezprecedensowe wsparcie militarne, gospodarcze i humanitarne ze strony Polski, odpowiada gloryfikacją organizacji odpowiedzialnej za rzeź wołyńską. Jest to nie tylko niewdzięczność, lecz świadoma prowokacja, której celem jest zmuszenie Polaków do milczenia wobec krzywdzących ich prawd.
Portal Gość Niedzielny, relacjonując te wydarzenia, nie poświęcił jednak uwagi nadrzędnemu kontekstowi duchowemu. Konflikt o pamięć historyczną nie jest tylko sporą politycznym – jest przejawem głębszego kryzysu cywilizacyjnego, w którym prawda historyczna jest poświęcana na ołtarzu politycznej koniunktury. W świetle nauki katolickiej, pamięć o ofiarach ludobójstwa jest świętym obowiązkiem, a gloryfikowanie zbrodniarzy stanowi ciężki grzech przeciwko sprawiedliwości. Kanon 1369 Kodeksu Prawa Kanonicznego (1917) przewiduje karę za osoby, które „publicznie wyrażają urazę wobec osób duchownych lub religijnych” – tym bardziej winno się potępiać publiczne czcienia ludobójców.
Polska między realiami geopolityki a prawem Bożym
Przydacz miał rację, stwierdzając, że „nie jest tak, że to Polska zależy od Ukrainy. To raczej Ukraina w wielu aspektach zależała od Polski”. Polska jest częścią Unii Europejskiej i NATO, jest potężnym organizmem gospodarczym i politycznym. Jednak prawdziwa siła Polski nie polega na sojuszach z tym światem, lecz na wierności Bogu i Jego prawu. Jak nauczał Pius XI w Quas Primas: „Nie przez co innego szczęśliwe państwo – a przez co innego człowiek, państwo bowiem nie jest czym innym, jak zgodnym zrzeszeniem ludzi” (cytując św. Augustyna).
Polska jako państwo, które przez stulecia było antemurale christianitatis*, powinna pamiętać, że jej siła nie tkwi w sojuszach z Brukselą czy Waszyngtonem, lecz w wierności Chrystusowi Królowi. Gloryfikowanie ludobójców, choćby pod pozorem „linii frontu”, jest grzechem, który ściąga na naród przekleństwo Boże. Jak ostrzegał Mojżesz: „Nie zabijaj. Nie cudzołóż” (Wj 20,13-14 Wlg) – a kto czci zabójców, ten współpracuje z ich zbrodnią.
Brak perspektywy duchowej w relacjonowaniu wydarzeń
Portal Gość Niedzielny, relacjonując te wydarzenia, ograniczył się do przedstawienia stanowisk obu stron konfliktu, nie wychodząc poza ramy politycznego komentarza. Brak jest w nim jednak nadrzędnego kontekstu duchowego, który pozwoliłby czytelnikowi zrozumieć, że konflikt o pamięć historyczną jest także konfliktem o duszę Europy. Kto gloryfikuje ludobójców, ten odwraca się od Boga sprawiedliwości. Kto milczy wobec bluźnierstwa, ten współpracuje z grzechem.
Prawdziwy Kościół katolicki, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie, zawsze nauczał, że sprawiedliwość i prawda są fundamentami pokoju. Nie ma pokoju bez sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości bez prawdy, a nie ma prawdy bez Boga. Polska, która przez stulecia była bastionem wiary katolickiej, powinna pamiętać o tym dziedzictwie i nie poświęcać go na ołtarzu politycznej koniunktury.
Apel o rozliczenie z historią
Podsumowując, należy podkreślić, że stanowisko prezydenta Nawrockiego i ministra Przydacza w kwestii gloryfikacji UPA jest słuszne i zgodne z prawdą historyczną. Ukraina, jeśli chce być częścią zjednoczonej Europy, musi rozliczyć się ze swoją negatywną historią, a nie stawiać na pomniki ludobójców. Premier Tusk, wzywający do „tonowania emocji”, powinien pamiętać, że prawdziwy pokój buduje się na fundamencie sprawiedliwości, a nie na grzebie ofiar.
Jak nauczał św. Augustyn w De Civitate Dei: „Usunięta sprawiedliwość, cóż są królestwa, jeśli nie wielkie zbójstwa?” (IV,4). Polska powinna stać po stronie prawdy i sprawiedliwości, niezależnie od tego, czy jest to politycznie wygodne. Bo jak przestrzegał Chrystus: „Prawda was wyzwoli” (J 8,32 Wlg) – a nie polityczna koniunktura.
Za artykułem:
Przydacz: strona ukraińska wycofała się z ustalonej daty spotkania prezydentów Nawrockiego i Zełenskiego (gosc.pl)
Data artykułu: 22.06.2026



