Portal „Tygodnik Powszechny” (23 czerwca 2026) publikuje materiał Stefana Sękowskiego poświęcony spółkom zależnym od państwa. Autor zadaje retoryczne pytanie o to, czy obecny rząd zarządza nimi skuteczniej od poprzedników, by natychmiast sprowadzić problem na grunt porównań finansowych i rotacji kadrowej. W tym celu przywołuje wiceprezesa PiS Przemysława Czarnka, który alarmuje o „rekordowych stratach” Orlenu, JSW i Grupy Azoty, by następnie wskazać, że w tym samym okresie inne spółki (PGE, PKO BP, KGHM) notowały zyski. Sękowski konstatuje, że łącznie 19 przedsiębiorstw z portfela ministra aktywów straciło w IV kwartale 2025 roku 1 mld 42 mln zł, by po chwili zrewidować ten pesymizm wskazując, że od końca 2023 r. „Holding Tuska” jest na plusie o ok. 30 mld zł – wobec 120 mld zł „Holdingu Morawieckiego” w latach 2021-2022.
Tekst rozwija wątki dotyczące „fabryki szlifierek”, czyli utrzymywania państwowej własności w firmach o niejasnym publicznym przeznaczeniu (Sklejka Orzechowo, Armatura Kraków, FAS-Głowno). Autor powołuje się na raport „(Nie)jawna polityka właścicielska państwa”, wskazując, że z 331 aktywnych przedsiębiorstw z udziałem państwa jedynie 81 da się zaczepić o ustawowe lub quasiustawowe uzasadnienia. Reszta to „mgliste zadania” i „polityczne potrzeby”. Sękowski zestawia polskie rozwiązania z norweskimi, fińskimi i francuskimi, gdzie istnieją coroczne raporty parlamentowe i wyraźne cele utrzymywania udziałów (strategiczne, inwestorskie, misja publiczna). Kończy wezwaniem do wprowadzenia podobnej transparentności w Polsce, by „odpolitycznić” spółki i ograniczyć traktowanie ich jako „łupu partyjnego”.
Zamiana prawdy o zarządzaniu majątkiem na konkurs retoryczny
Analiza tekstu Sękowskiego z perspektywy integralnej wiary katolickiej wymaga przede wszystkim zdemaskowania fundamentalnego błędu, który autor popełnia już w samym tytule i dalej rozwija w całym materiale. Pytanie o to, czy Tusk zarządza spółkami Skarbu Państwa „lepiej” niż Morawiecki, zakłada, że obaj rządy posługują się tymi samymi kryteriami skuteczności, a różnice sprowadzają się do szczegółów technicznych lub politycznych. Tymczasem z punktu widzenia niezmiennego nauczania Kościoła katolickiego, obaj te „rządy” są zaledwie zmiennymi politycznymi strukturami tego samego systemu, który od 1958 roku funkcjonuje w apostazji od prawdziwej wiary. Porównywanie zysków i strat „Holdingu Tuska” z „Holdingiem Morawieckiego” to zatem pozorne porównanie dwóch etapów tego samego procesu duchowej degeneracji, który objawia się m.in. w traktowaniu majątku publicznego jako łupu partyjnego.
Redukcja misji państwa do kalkulacji finansowej
Sękowski operuje wyłącznie kategoriami ekonomicznymi: zyskami, stratami, marżami, dopłatami, „pieniędzmi Polaków”. Język tekstu to język rachunku zysków i strat, a nie język prawa naturalnego czy dobra wspólnego. Autor nie zadaje sobie pytania, czy państwo ma prawo w ogóle angażować się w tak rozległą działalność gospodarczą, czy też – zgodnie z zasadą pomocniczości (subsidiarity) – nie powinno ograniczać się do tych działań, których nie podjąją jednostki, rodziny i wspólnoty. Zamiast tego wskazuje na „bezpieczeństwo energetyczne”, „gotowość kryzysową” czy „patriotyzm gospodarczy” jako automatyczne usprawiedliwienie dla istnienia setek spółek. Jest to klasyczny przykład modernistycznego myślenia, które Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) potępiał jako „zeświecczenie czasów” – usunięcie Chrystusa z życia publicznego i prywatnego. Gdy Chrystus Król nie panuje w sercach i umysłach rządzących, jedynym kryterium staje się kalkulacja materialna, a narodowe czempiony zamieniają się w narzędzia do mielenia pieniędzy.
Mglistość misji publicznej jako synonim apostazji instytucjonalnej
Fragment o „mglistych zadaniach” spółek Skarbu Państwa jest szczególnie wymierny w skutkach. Autor przyznaje, że z 331 przedsiębiorstw jedynie 81 da się zaczepić o jakikolwiek ustawowy trop. Reszta – setki firm – funkcjonuje bez wyraźnego uzasadnienia publicznego, byle „polityczne potrzeby” wymagały ich istnienia. To jest duchowa pustka, o której pisał Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863), wskazując, że „najwyższym źródłem nieszczęść” jest „odstąpienie od panowania Chrystusa”. Państwo, które nie potrafi uzasadnić swojej własności w setkach firm, jest państwem, które utraciło poczucie celu publicznego działania. Zamiast służyć dobru wspólnemu, staje się maszyną do rozdawania łupu politycznym klientom. Sękowski wskazuje na ten problem, ale nie wyciąga z niego logicznego wniosku: że wymaganiem jest nie tylko „transparentność”, ale przede wszystkim powrót do niezmiennych zasad prawa naturalnego, które ograniczają sam zakres ingerencji państwa w gospodarkę.
Rotacja kadrowa jako objaw partyjnego zawłaszczania
Analiza rotacji prezesów i członków rad nadzorczych potwierdza, że – mimo deklaracji o „odpolitycznieniu” – spółki Skarbu Państwa pozostają traktowane jako nagroda dla partyjnych działaczy. Autor wskazuje, że wskaźnik rotacji w 2024 roku zbliżył się do rekordów z pierwszego roku rządów PiS. Nowi członkowie zarządów to często osoby związane z poprzednimi spółkami zależnymi od państwa, co tworzy zamkniętą klasę polityczno-biznesową. Co więcej, Sękowski wskazuje na przypłaty darowizn na rzecz partii politycznych z „pieniędzy Polaków” – praktykę, która w świetle prawa naturalnego stanowi formę zawłaszczania majątku publicznego. W encyklice Quas Primas Pius XI przypominał, że „Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się «zbroją sprawiedliwości Bogu»”. Gdy władze spółek przekazują pieniądze publiczne na konta partii politycznych, nie tylko łamią prawo, ale także odrzucają królewską godność Chrystusa, zastępując jego panowanie panowaniem partyjnym.
Brak obiektywnych kryteriów oceny jako objaw duchowej pustki
Autor wielokrotnie powtarza, że „nie ma obiektywnych kryteriów” do oceny, czy rządzący dobrze zarządzają państwowym majątkiem. To stwierdzenie jest zarówno prawdziwe, jak i złudne. Prawdziwe, o ile mamy na myśli kryteria czysto ekonomiczne – bo w świecie, który odrzucił Boga, jedyną miarą staje się zysk. Złudne, o ile pamiętamy, że Kościół katolicki przez wieki wskazywał jasne zasady: działanie państwa musi służyć dobru wspólnemu, zgodnie z prawem naturalnym i boskim. Pius IX w Quanto Conficiamur Moerore wskazywał, że „Kościół, który zawsze i wszędzie naucza wiernych, by okazywali szacunek władzy świeckiej i jej prawom”, ale jednocześnie przypominał, że „najwyższym źródłem nieszczęść” jest „odstąpienie od panowania Chrystusa”. Brak obiektywnych kryteriów w tekście Sękowskiego jest zatem nie tylko brakiem metodologicznym, ale także objawem duchowej pustki, w której autor nie potrafi już odwołać się do żadnej innej miary niż kalkulację materialną.
Zagraniczne przykłady jako argument za sekularyzmem
Sękowski przywołuje norweskie, fińskie i francuskie modele zarządzania majątkiem państwowym jako wzorce do naśladowania. Wskazuje na coroczne raporty parlamentowe, wyraźne cele utrzymywania udziałów (strategiczne, inwestorskie, misja publiczna) i procedury prywatyzacji. Nie dostrzega jednak, że wszystkie te kraje są dziś głęboko zsekularyzowane, a ich „misje publiczne” nie mają już nic wspólnego z dobrem wspólnym rozumianym katolicko. W Norwegii spółki energetyczne są traktowane jako „narodowe czempiony”, ale właśnie w tym sensie, w jakim PiS traktował Orlenu – jako narzędzie polityczne, a nie służbę publiczną. Autor nie dostrzega, że prawdziwa reforma wymaga nie tylko „transparentności”, ale przede wszystkim powrotu do niezmiennych zasad prawa naturalnego, które wyznaczają granice ingerencji państwa w gospodarkę. Bez tego wszelkie „kodyksy dobrych praktyk” będą tylko kolejnymi regułami papierowymi, które – jak słusznie zauważa autor – nie będą przestrzegane, gdy „przeszkodzą górze”.
Konkluzja: powrót do Chrystusa Króla jako jedyna droga
Podsumowując, artykuł Sękowskiego jest kolejnym głosem w debacie o zarządzaniu majątkiem publicznym, która – z natury swojej – nie może doprowadzić do prawdziwych rozwiązań, ponieważ odrzuca fundament, na którym tylko można zbudować sprawiedliwy porządek społeczny. Dopóki rządzący nie uznają panowania Chrystusa Króla nad wszystkimi sferami życia, w tym nad gospodarką, dopóty wszelkie reformy będą jedynie kosmetycznymi zmianami w systemie, który strukturalnie sprzyja zawłaszczaniu majątku publicznego. Pius XI w Quas Primas przestrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się, że zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. To właśnie dzieje się dziś w Polsce – i to jest prawdziwa przyczyna „mglistości” misji setek spółek Skarbu Państwa.
Za artykułem:
Spółki Skarbu Państwa: po co nam one i czy da się lepiej zorganizować ten system? (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 23.06.2026



