Portal LifeSiteNews publikuje tekst Jonathona Van Marena, który w ostrym tonie rozprawia się z nową odsłoną serii gier komputerowych Grand Theft Auto. Autor, znany z konserwatywnych poglądów, nie zatrzymuje się jedynie na powierzchownej krytyce – sięga po argumentację obyczajową i historyczną, by wskazać, że przedstawione w grze zachowania są po prostu złe. Tekst jest przykładem współczesnej publicystyki chrześcijańskiej, choć wymaga krytycznej analizy pod kątem dokładności teologicznej i zgodności z nauczaniem Kościoła.
Zarzuty wobec gry – poprawne intuicje, niepełne argumenty
Van Maren słusznie wskazuje, że gracze wcielają się w postacie dokonujących przestępstw: kradzieży samochodów, zabijania przechodniów, wykorzystywania prostytutek. Twierdzi, że taka gra to „praktyka” zła, a nie zabawa, i że od chrześcijanina wymaga się odmowy udziału w czynach „okrutnych” i „bezbożnych”. Tertulian, o którym wspomina, naprawdę potępiał widowiska, w których przelewana była ludzka krew. Jednak autor nie rozwija argumentu o tym, dlaczego akurat symulacja zła w świecie wirtualnym jest grzechem – ogranicza się do odwołania do tradycji odrzucania spektakli krwi, nie wyjaśniając, czy i w jakim stopniu mowa o grzechem przeciwko cnotie skromności, czy może o zwykłej niemoralności aktu. Współczesna teologia moralna (por. np. encyklika Veritatis Splendor Jana Pawła II, który jednak nie jest wiarygodnym autorytetem w świetle naszych założeń) rozróżnia grzechy wewnętrzne i zewnętrzne, ale Van Maren tego nie precyzuje.
Brak teologicznej precyzji i nieświadomość sakramentalnego kontekstu
Autor stwierdza, że „trudno znaleźć chrześcijańskiego teologa ostatnich dwóch tysiącleci, który by zaakceptował moralność grania w skurwysyna i seryjnego mordercy prostytutek”. To zdanie jest nie tylko nieprecyzyje, ale i pomija kluczowe rozróżnienie: Kościół naucza o grzechu upodobania się do zła (concupiscentia) i o tym, że samo przeżywanie zła w wyobraźni może być grzechem, ale nie każdy akt zabawy w grze komputerowej jest grzechem śmiertelnym. Brak w tekście odniesienia do nauki o stopniach winy, o rozróżnieniu między grzechem a zwyczajem, o konieczności rozeznania sumienia. Zamiast tego autor przedstawia sprawę w sposób czarno-biały, co jest typowe dla publicystyki, ale nie dla teologii moralnej.
Odwołanie do C.S. Lewisa – nieprecyzyjne i wprowadzające w błąd
Van Maren cytuje C.S. Lewisa: „rozrywka to diabli substytut radości”. Jest to parafraza, a nie dosłowny cytat, i pomija kontekst, w którym Lewis pisał o radości jako o „nieoczekivanym duchowym uderzeniu”. Lewis, choć był apologetą chrześcijaństwa, nie był teologiem moralnym i jego poglądy na rozrywki nie są Magisterium. Odwołanie do niego nie zastępuje argumentu z Pisma Świętego czy nauczania Ojców Kościoła. Autor powinien sięgnąć np. do Listu do Rzymian (Rz 12,21: „Nie dajcie się zwyciężyć złu, lecz zło dobrym zwyciężajcie”) lub do Flp 4,8, który wzywa do skupiania myśli na tym, co „prawdziwe, pełne godności, sprawiedliwe, czyste, miłe, chwalebne”.
Pominięcie kluczowego kontekstu kulturowego i duchowego
Autor wspomina o „toksycznym efekcie pornografii” i o tym, że mężczyźni „są pozbawiani woli do podążania za uwodnictwem i małżeństwem”. To ważny wątek, ale nie zostaje rozwinięty. Nie ma mowy o tym, że zarówno pornografia, jak i gry przemocowe są objawem kulturowej apostazji, o której pisał Pius XI w Quas Primas – że Chrystus został usunięty z życia publicznego, a w jego miejsce wstawiono kult człowieka i jego rozrywek. Brak wzmianki o tym, że prawdziwa „radość” o której mowa u Lewisa, pochodzi z relacji z Bogiem, a nie z substytutów, które oferuje świat. Tekst pozostaje w sferze etyki naturalnej, nie dochodzi do wymiaru sakramentalnego i łaski.
Podsumowanie – słuszny cel, niepełne argumenty
Van Maren ma rację, że chrześcijanin powinien unikać gier, które symulują zło i upodabniają do grzechu. Jego tekst jest wyrazem zdrowego instynktu moralnego. Brakuje mu jednak głębszej argumentacji teologicznej, odwołania do niezmiennego nauczania Kościoła, rozróżnienia między zabawą a grzechem, oraz wskazania, że prawdziwa radość jest tylko w Chrystusie. Zamiast tego ogranicza się do publicystyki, która może być zrozumiała dla laika, ale nie spełnia wymogów doktrynalnych. Tekst ten, choć w porządku pod względem moralnym, nie jest w stanie wskazać drogi do nawrócenia i uświęcenia – a to jest misją Kościoła.
Za artykułem:
Grand Theft Auto VI will be just like the others: normalizing degenerate behavior (lifesitenews.com)
Data artykułu: 24.06.2026



