Portal „Tygodnik Powszechny” (29 czerwca 2026) relacjonuje raport Instytutu Książki „Dlaczego nie czytamy dzieciom?”, diagnozujący przeszkody w domowej lekturze. Tekst wskazuje na systemowe zaniedbania edukacyjne i kulturowe, jednak całkowicie pomija fundamentalną sprawę: czytanie jest aktem intelektualnym i duchowym, którego jakość zależy od tego, co się czyta, a nie tylko od tego, czy się czyta. Krytyka szkoły i ministerstwa jest tu krytyką techniczną, podczas gdy prawdziwa choroba współczesnego czytelnictwa jest chorobą duchową – zamianą czytania z aktu poznania prawdy w narzędzie rozrywki i kondycjonowania społecznego.
Diagnoza techniczna zamiast duchowej
Raport Instytutu Książki, przywołany przez „Tygodnik Powszechny”, dostrzega realne problemy: sztywny model „właściwego czytania”, w którym dziecko ma być biernym słuchaczem, oderwany od krytycznego myślenia; przymus poznawania szkolnych lektur, które budzą „tremę i strach”; brak kuratorów księgarskich i zamkamianie księgarni. Są to symptomy zepsucia, które – choć trafnie opisane – pozostawiają analizę na poziomie socjologicznej powłoki. Redakcja „Tygodnika Powszechnego” nie zadaje sobie trudy, by zapytać, dlaczego w ogóle zaniknęła tradycja czytania tekstów natchnionych i klasyki chrześcijańskiej w polskich domach. Brak tego pytania jest znamienne: portal, który zadeklarowuje się jako katolicki, funkcjonuje tu jako zwykły, świecki magazyn kultury, operujący kategoriami „przyjemności” i „rozwoju”, a nie prawdy i dobra wznoszącego duszę ku Bogu.
Język rozrywki jako substytut języka prawdy
Analiza językowa artykułu ujawnia, że słownik relacjonowanego raportu jest słownikiem psychologii konsumpcyjnej, a nie pedagogii chrześcijańskiej. Mówi się o „adekwatności do zmieniających się zainteresowań”, „utożsamianiu się z bohaterami”, „przyjemności” i „kompromisie”. Te kategorie są same w sobie nieszkodliwe, ale w kontekście wychowania są całkowicie niewystarczające. Św. Paweł Apostoł nakazuje: „Wszystko, co jest prawdziwe, co jest poważne, co jest sprawiedliwe, co jest czyste, co jest miłe, co jest chwalebne, jakażkolwiek cnota i jakakolwiek pochwała – o tym myślcie” (Flp 4,8). Artykuł nie wspomina ani razu o hierarchii wartości w czytelnictwie, o tym, że nie każda książka jest równa, a niektóre są szkodliwe dla duszy dziecka. Przemilczenie tego faktu sprawia, że nawet najlepsze intencje redakcji zawisają w próżni – mówi się o czytaniu, ale milczy o tym, co czytać, by czynić to z mądrością chrześcijańską.
Szkolne lektury i nowy przymus
Autorka artykułu słusznie wskazuje, że szkolne lektury są „zbyt trudne i zbyt odległe od doświadczeń dzieci i młodzieży”, budząc „tremę i strach”. To trafna obserwacja, która jednak wymaga głębszego komentarza. Problem nie leży w samym fakcie istnienia lektur obowiązkowych, lecz w tym, jakie teksty są dobierane i w jaki sposób są interpretowane. W systemie edukacji, który od lat poddawany jest ideologicznym przekształceniom, lektury szkolne stały się narzędziem formowania światopoglądu zgodnego z duchem czasu – relatywizmem, indywidualizmem i oderwaniem od Tradycji. Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed modernistami, którzy „pod pozorem poważniejszej krytyki (…) dążą do takiego rozwoju dogmatów, który okazuje się ich skażeniem”. Ten sam mechanizm działa dziś w polskiej edukacji: lektury są dobierane tak, by kształtować dzieci w duchu nowego świeckiego porządku, a nie w duchu mądrości chrześcijańskiej.
Kto kuruje kulturę, a kto ją niszczy?
Raport wskazuje, że „bardzo brakuje osób czy instytucji, które wzięłyby na siebie rolę kuratorów i wskazywałyby rodzicom wartościowe tytuły”. To kluczowe stwierdzenie, które odsłania prawdziwą pustkę. W tradycyjnym Kościele katolickim taką rolę pełnił duchowny – proboszcz, spowiednik, katecheta – który znał wiernych i mógł im wskazać teksty odpowiedni ich stanowi duchowemu. Dziś, w strukturach posoborowych, ta funkcja zanikła, a w jej miejsce pojawiły się „social media” i „influencerzy”, którym – słusznie – rodzice nie ufają. Redakcja „Tygodnika Powszechnego” nie wyciąga z tego wniosku: że prawdziwa kultura czytelnictwa może być odbudowana jedynie w łonie prawdziwego Kościoła, który jest depozytariuszem mądrości i który potrafi odróżnić złoto od śmieci. Zamiast tego proponuje się „kuratorów” w postaci świeckich instytucji – co jest jak proszenie o wodę w pustyni, gdy blisko jest źródło.
Zamkamianie księgarni i pustka duchowa
Wspomniane w raporcie zamykanie kameralnych księgarni jest symbolem szerszego procesu – zaniku miejsc, w których kultura była przekazywana w sposób osobisty i świadomy. Księgarski kurator, który znał klientów i polecał im książki, był nie tylko sprzedawcą, lecz pośrednikiem kultury – rolą, którą w społeczeństwie chrześcijańskim naturalnie pełnił duchowny lub intelektualista katolicki. Dziś, gdy struktury kościelne uległy apostazji, a tradycyjne księginie ustępują miejsca marketom i Empikom, kultura staje się towarem, a czytanie – czynnością „przy okazji”. Artykuł konstatuje ten fakt, ale nie pyta, dlaczego tak się stało. Odpowiedź jest prosta: społeczeństwo, które odrzuciło Chrystusa Króla, odrzuca również hierarchię wartości, a wraz z nią – miejsca, w których ta hierarchia była zachowywana.
Czytanie jako akt wolności i odpowiedzialności
Artykuł kończy się optymistyczną nutą: „dzieci lubią książeczki, które są adekwatne do ich zmieniających się zainteresowań”. To prawda, ale niepełna. Dziecko, któremu pozwoli się czytać wszystko, co odpowiada jego „zainteresowaniom”, wyrobi sobie przekonanie, że kultura jest służką jego kaprysów, a nie że on sam ma służyć prawdzie i pięknu. Św. Augustyn w Confessiones opisuje swoje nawrócenie jako moment, w którym odkrył, że prawda nie jest podporządkowana jego gustom, lecz on sam musi się niej podporządkować. Prawdziwa pedagogia czytelnictwa uczy, że nie wszystko, co atrakcyjne, jest wartościowe, i że prawda wymaga wysiłku. Redakcja „Tygodnika Powszechnego”, zamiast głębiej przeanalizować ten problem, pozostawia czytelnika na łasce systemu, który redukuje kulturę do konsumpcji.
Apostazja jako tło kryzysu kultury
Cały artykuł, mimo swojej pozornej rzetelności, jest apelem, który nie może zostać wysłuchany, bo nikt go nie zanosi do Tego, który jedynie ma moc odpowiedzieć. Kościół, który powinien być światłem świata, stał się „Tygodnikiem Powszechnym” – magazynem, który mówi o kulturze, ale milczy o Bogu; który diagnozuje problemy, ale nie wskazuje lekarstwa; który krytykuje szkołę, ale nie pyta, dlaczego szkoła stała się narzędziem apostazji. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) przypomina, że „Królestwo Chrystusa jest przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych”. Dopóki kultura – w tym czytelnictwo – nie zostanie osadzona w tym królestwie, dopóty będzie pozostawać tylko cieniem prawdziwego życia intelektualnego i duchowego. Artykuł „Tygodnika Powszechnego” jest tego kolejnym dowodem: mówi o czytaniu, ale nie o tym, że bez Chrystusa nie ma prawdziwej mądrości, a bez mądrości nie ma prawdziwej kultury.
Za artykułem:
Szkoła sprawia, że przestajemy lubić książki (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 29.06.2026



