Portal „Tygodnik Powszechny” – głośnik polskiego neokleru i avantgardy modernistycznej – publikuje rozmowę z Tomaszem Szymańskim, popularyzatorem sztuki współczesnej, który w nowej książce „Ukryte na widoku” propaguje wizję sztuki publicznej jako narzędzia inżynierii społecznej i terapii miejskiej. Rozmówca chwali „demokrację” w doborze twórców (kiosk Ruch w Lublinie), „oswajanie przestrzeni” przez rzeźby (bociany na Retkiniach, kałuża Bujnowskiego) oraz adaptację świątyń na potrzeby awangardy (Nowosielski w Tychach, Rząsa). Kluczowym hasłem staje się „wspólne dobro” rozumiane wyłącznie kategoryzami socjologicznymi i estetycznymi, z całkowitym wykluczeniem celu nadprzyrodzonego. To nie jest odnowa kultury katolickiej, lecz jej ostateczna sekularyzacja: sztuka zdegradowana do roli animatora osiedlowego, a kościół zamieniony w galerię sztuki nowoczesnej bez Boga.
Redukcja sztuki do inżynierii społecznej – faktografia awangardy
Przedstawiony przez Tomasza Szymańskiego panteon „sztuki publicznej” to w rzeczywistości rejestr buntu przeciwko samej naturze sztuki sakralnej i jej roli w Civitate Dei. Gdy autor chwali „Galerię Mikrob” w krakowskim kiosku Ruch czy lubelski „Nowy Złoty” w budce prasowej, ujawnia istotę modernistycznej rewolucji: profanaacja przestrzeni świętej przez jej zastojenie banalnością codzienności. Nie chodzi o „dotarcie do ludzi”, lecz o ściągnięcie sztuki z ołtarza na chodnik, by stała się „elementem wspólnego dobra” rozumianego naturalistycznie. Pius XI w Quas Primas naukał, że „Chrystus króluje w umysłach, woli i sercach”, a nie w kioskach prasowych ani w „pasażach róż” Joanny Rajkowskiej, gdzie osobista tragedia artystki maskowana jest spektakularną wizualnością luster. Szymański bezwzględnie ujawnia mechanizm: „Kontekst może przyjść później – ale nie musi. Sztuka w przestrzeni publicznej potrafi działać bez objaśnienia”. To jest kwintesencja gnostycyzmu estetycznego: forma bez treści, znak bez rzeczy oznaczanej, sakrum bez Boga.
Szczególnie objawcze jest przyznanie, że „demokracyzacja” sztuki polega na zastąpieniu hierarchii piękna i prawdy relacjami koleżeńskimi: „Osoba, która ma tu wystawę, poleca trzy kolejne – ze swoich kręgów artystycznych i koleżeńskich… Powstaje sztafeta, która wymyka się oficjalnym strukturom”. To nie jest „model demokratyzacji”, to jest usurpacja autorytetu przez klikę, idealnie oddająca duch synodu Watykańskiego II i jego owoców: chaosu, w którym „bardzo znana artystka” sąsiaduje z „zupełnie początkującym malarzem”, a kryterium jakości zastępuje kryterium dostępności. W świetle encykliki Pascendi Dominici gregis św. Piusa X, taka „ewolucja” sztuki od obiektywnej piękna do subiektywnego doświadczenia to oznaka modernizmu, który „redukuje wiarę do uczucia religijnego” – tutaj zredukowano sztukę do uczucia estetycznego lub społecznego komfortu.
Język psychologii zastępuje teologię – analiza leksykalna
Słownictwo rozmowy Szymańskiego z redaktorką Anną Pajęcką to słownik socjologii miejskiej i psychologii gestaltu, pozbawione jakichkolwiek kategorii nadprzyrodzonych. Mówi się o: „oswajaniu przestrzeni”, „znakowaniu miejsca”, „punktach zaczepienia”, „budowaniu tożsamości”, „wspólnym dobie”, „gospodarzach przestrzeni”. Zauważmy totalne nieobecność słów: Chwała Boża, zbawienie dusz, łaska, sakrament, grzech, pokuta, Królestwo Chrystusa. Gdy autor opisuje rzeźbę „Bociany” Gałkiewicza na łódzkiej Retkini, czytamy: „Dla mnie są zwornikami lokalnej tożsamości. Sprawiają, że teren staje się bardziej twój”. To jest czysty pelagianizm miejski: człowiek sam się zbawia przez „oswojenie” pustki betonowej za pomocą rzeźby ptaka. Gdy opisuje „Kałużę” Bujnowskiego – „trzycentymetrowe zagłębienie w chodniku… metafora… tego, co kłopotliwe, bolesne” – widzimy substitucję misterium Krzyża przez misterium neurozy. Ból ludzki staje się wartością samowystarczalną, odcięty od Męki Zbawiciela.
Nawet w kontekście parksów rzeźby (Bródno, Orońsko) dominuje język rekreacji: „Uwielbiam grać w badmintona właśnie tam, obok rzeźb Magdaleny Abakanowicz… Hierarchie się rozmywają”. To jest wizja Kościoła jako parku rozrywki, gdzie „sztuka nie stoi na postumencie”, a wierny – turysta. Syllabus błędów Piusa IX potępia jako błąd (nr 77-79) tezę, że „w dniu dzisiejszym nie jest już dopuszczalne, by religia katolicka była jedyną religią państwa” oraz, że „wolność każdego kultu… nie niszczy moralności”. Tutaj widzimy konsekwencje: sztuka, odłączona od Kultu Prawdziwego, staje się „wolnym kultem” samej siebie, a „Tygodnik Powszechny” pełni funkcję urzędu propagandy tego nowego kulcu.
Nowosielski i Rząsa: ikonoklazm w strzechu „kościoła” – konfrontacja doktrynalna
Najbardziej szokujący fragment rozmowy dotyczy adaptacji kościołów na potrzeby awangardy. Szymański z zachwytem relacjonuje wizytę w „Kościele Ducha Świętego w Tychach”, gdzie „zamiast tradycyjnych obrazów mamy tu właściwie dzieło totalne – dziesiątki wybitnych, całkowicie niesztampowych malarskich przedstawień świętych, naniesionych bezpośrednio na drewniany sufit”. Autor przyznaje: „W ramach skonwencjonalizowanego języka malarstwa sakralnego Nowosielskiemu udało się wywrócić ten system do góry nogami… stworzyć przestrzeń kontemplacji i religijnego namysłu, a jednocześnie zachować wyjątkowy styl artystyczny”. To jest herezja nowoczesizmu w sztuce sakralnej, potępiona przez Piusa XII w encyklice Mediator Dei (1947), który nakazuje, by sztuka w kościele „odzwierciedlała świętość domu Bożego” i „nie odciągała uwagi wiernych od liturgii”, lecz prowadziła do Boga.
Szymański wprost chwali to, co powinno budzić strach: „U Nowosielskiego w Tychach zobaczyłem świętych płaczących smołą, przedstawienia dalekie od łagodnej, kanonicznej ikonografii. Podobnie z Rząsą: jego Matka Boska z Chrystusem na rękach jest zupełnie inna… Ciało Chrystusa wygląda niemal jak kanapka albo surowa ryba, jak posiłek”. To nie jest „realny potencjał awangardowy”, to jest bluźnierstwo wobec Wcielenia. Radykalne odmienienie ikonografii kanonicznej – tej, która przez wieki kształtowała sensus fidei – na wizję prywatną artysty, gdzie Ciało Chrystusa upodabniane jest do jedzenia („kanapka”, „surowa ryba”), to realizacja błędu nowoczesizmu sklasyfikowanego w Lamentabili sane exitu (propozycje 27-36): odmowa uznania Chrystusa za Prawdę objawioną na rzecz „Chrystusa historycznego” lub „Chrystusa wiary” tworzonym przez świadomość zbiorową. Gdy Szymański pisze, że „ta sztuka budziła też opór części duchownych”, a dziś jest chwalona, mamy dowód na to, że struktury posoborowe oficjalnie legitymizują ikonoklazm, nazywając go „odpowiedzią na potrzeby duchownych i wiernych”.
„Wspólne dobro” bez Wspólnoty Świętych – objaw apostolazji nowego adwentu
Symptomatycznie, cała narracja Szymańskiego – i redakcja „Tygodnika Powszechnego” go w tym wspiera – budowana jest na kategorii „wspólnego dobra” pozbawionej fundamentu teologicznego. św. Augustyn uczył: „Dwa miłości zbudowały dwa miasta: miłość siebie aż do pogardzenia Bogiem – ziemskie, i miłość Boga aż do pogardzenia sobą – niebieskie” (De Civitate Dei, XIV, 28). „Wspólne dobro” Szymańskiego to dobro miasta ziemskiego: komfortowe osiedla, ładne mozaiki w przejściach (LSM Lublin), badminton przy rzeźbach Abakanowicz. To jest kultura antykościelna w czystej postaci, która zamiast prowadzić do finis ultimus (Boga), zatrzymuje na finis proximus (estetyce, relacji, tożsamości lokalnej).
Gdy autor kończy wizję drugą częścią książki, pomijając aglomeracje na rzecz Podlasia, Włodzimierza Naumiuka i pisankarki Krystyny Cieśluk, ujawnia ostateczny cel: romantyzacja ludowości jako substitutu sakrum. To jest duch Gaudium et Spes w najgorszym wymiarze: Kościół „otwierający się światu”, który w rzeczywistości oddaje światu to, co najświętsze – prawdę o Chrystusie Królu. Pius XI w Quas Primas ostrzegł: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Tu Bóg usunięto ze sztuki i przestrzeni publicznej, zastępując Go „kanapką” Rząsy, „smołą” Nowosielskiego i „kałużą” Bujnowskiego.
Prawdziwa sztuka służy Najświętszej Ofierzej Ofierze
Przeciwstawiając tej wizji naturalistycznej prawdę katolicką, musimy powiedzieć jasno: jedynym uzasadnieniem istnienia sztuki w Kościele jest jej służba Najświętszej Ofierze Mszy Trydenckiej i chwale Trójcy Przenajświętszej. Sztuka, która nie wskazuje na Hostiam immaculatam, na Krzyż, na Panię Zmartwychwstania, nie jest „nowym językiem”, lecz gadem bałwochwalczym. Prawdziwa ikona – nie „płacząca smołą” Nowosielskiego, lecz napisana w duchu i prawdzie (J 4,24) – jest theologia in coloribus, oknem do nieba, a nie lustrem neuroz artysty. Tylko w Kościele Katolickim, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta św. Piusa V, gdzie sakramenty działają ex opere operato, a Chrystus Król panuje niepodzielnie, sztuka odzyskuje swoje ontologiczne uzasadnienie. Tam, w kaplicach Tradycji, gdzie wierni oddają hołd Królowi Królowi, architektura, malarstwo, rzeźba i muzyka nie „oswajają przestrzeni”, lecz święcą ją, czyniąc z niej dom Ojca (J 14,2). To jest jedyna „galeria sztuki”, która ma znaczenie wieczne.
Za artykułem:
Największa galeria sztuki może być w parku (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 30.06.2026


