Portal Tygodnik Powszechny (9 września 2025) publikuje felieton Elizy Kąckiej składający się z serii migawek z codziennych spotkań: rozmowy w pociągu o „etycznych jajach”, matka zapatrzona w ekran kardiomonitora dziecka, staruszka pocieszająca się pokonanymi pchłami, kobieta wspominająca lisy jako „zwierzęta opiekuńcze” pod lasem. Autorka rejestruje te sceny w tonie melancholijnej obserwacji, gdzie ludzkie cierpienie i poszukiwanie sensu rozgrywa się wyłącznie w horyzoncie immanencji – bez odniesień do łaski, ofiary przebłagalnej czy nadprzyrodzonego celu człowieka.
Redukcja dramatu człowieka do naturalistycznej anegdoty
Kliniczny opis sali kardiologicznej („matka z dzieckiem z grubsza pięcioletnim… 'Boję się. Grześ już nie reaguje. Słyszy, ale chyba mu wszystko jedno'”) odsłania najbardziej jaskrawą teologiczną amputację. Gdzie jest wezwanie do modlitwy o uzdrowienie? Gdzie nauka o zbawczym znaczeniu cierpienia zjednoczonego z Męką Pańską? Milczenie o sakramencie namaszczenia chorych to nie przeoczenie, lecz wyznanie wiary w bezradność Boga wobec ludzkiej udręki. Pius XI w Quas Primas przypominał: „Królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi. Jak bowiem przy pomocy łaski wewnętrznej królestwo to jest głęboko zakorzenione w duszach, tak przy pomocy prawa i ustroju społecznego winno jaśnieć w życiu zewnętrznym”. Tymczasem w świecie Kąckiej choroba jest tylko biologiczną awarią, a śmierć – ostatecznym milczeniem.
Synkretyzm religijny podszyty panteizmem
Scena w Sopocie, gdzie kobieta twierdzi, że „lis to zwierzę opiekuńcze” i opisuje ich „poszczekiwania” jako formę terapii, odsłania grzeszne pomieszanie porządków. Święte Oficjum w dekrecie Lamentabili sane (1907) potępiło tezę, że „Objawienie było tylko uświadomieniem sobie przez człowieka swego stosunku do Boga” (propozycja 20). Tymczasem Kącka serwuje czytelnikom animistyczną duchowość, gdzie dzikie zwierzęta zastępują Aniołów Stróżów, a las staje się katedrą bez Krzyża. Gdzież tu „oddanie czci Królowi Wieków – Chrystusowi, w którym i przez którego rodzaj ludzki dostępuje zbawienia” (Quas Primas)?
Kult postępu i ekologicznego neopogaństwa
Dialog dwóch mężczyzn w pociągu („kura musi mieć świadomość swobody… to się odkłada w jajku”) demaskuje fałszywą religię humanitaryzmu. Gdy dyskusja o „etycznej konsumpcji” zastępuje rachunek sumienia, a troska o „mózg ptaków” przesłania obowiązek modlitwy za ich stwórcę – mamy do czynienia z bałwochwalstwem ekologicznym. Syllabus błędów Piusa IX potępił już w 1864 roku tezę, że „moralność nie potrzebuje sankcji Bożej” (punkt 56) oraz że „cała doskonałość moralności polega w gromadzeniu i pomnażaniu bogactw wszelkimi sposobami i w używaniu rozkoszy” (punkt 58).
Ewakuacja nadprzyrodzoności z przestrzeni publicznej
Najgroźniejszy jest nie to, co felieton mówi, lecz czego konsekwentnie nie dopuszcza do głosu. W żadnej z przytoczonych scen nie pada imię Jezus, Maryja czy święci. Żaden rozmówca nie szuka kapłana, nie czyni znaku krzyża, nie wspomina o modlitwie. Staruszka w przychodni poucza: „Słabi teraz ludzie”, ale nie wskazuje na źródło mocy – łaskę uświęcającą. To perfekcyjny obraz społeczeństwa pozbawionego królewskiej władzy Chrystusa, gdzie – jak diagnozował Pius XI – „usunięto Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo ze swych obyczajów, z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego” (Quas Primas).
Duchowy bankructwo literatury oderwanej od łaski
Kącka pisze wprawnym piórem, ale jej literacki talent służy utrwaleniu niewoli. Gdy mężczyzna w pociągu chełpi się: „Dałem wynieść książki na makulaturę. Wyniosłeś coś z książek? W życiu” – otrzymujemy pomnik kultury odciętej od Depositum Fidei. Święty Pius X w Lamentabili potępił modernistów głoszących, że „Kościół nie może skutecznie bronić etyki ewangelicznej, gdyż niezmiennie trwa przy swych poglądach, których nie można pogodzić z postępem” (propozycja 63). Tymczasem świat przedstawiony w felietonie to antyteza encykliki Pascendi – rzeczywistość, gdzie „postęp” oznacza rezygnację z Prawdy Objawionej na rzecz subiektywnych doznań.
Za artykułem:
Jak mówi lis? Dziwny, jakby ptasi głos. Niepodobny do psiego, do wilka. Jak syrena lasu (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.09.2025








