Testament Ann Lee. Apoteoza heretyczki w „Tygodnika Powszechnego”

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” (17 lipca 2026) prezentuje film Mony Fastvold „Testament Ann Lee” jako zmysłową i frenetyczną opowieść o XVIII-wiecznej angielskiej reformatorce religijnej, która założyła sektę szejkersów, uznając się za wcielonego Chrystusa. Recenzentka Anita Piotrowska wychwala dzieło za „odpomnienie” zapomnianej kobiety, podkreśla szejkerską estetykę, pacyfizm i surowość obyczajową, a rolę Amandy Seyfried nazywa popisową. Tekst relatywizuje religię do sfery uczuć i ekscesu, nie czyniąc żadnej różnicy między objawieniem fałszywym a prawdą wiary. Jest to klasyczna papka modernistyczna, która z heretyckiej urojonej mesjanki czyni bohaterkę godną współczucia i podziwu.


Poziom faktograficzny

Artykuł streszcza biografię Ann Lee, przywódczyni ruchu odłupionego od kwakrów, która w Manchesterze założyła Zjednoczone Towarzystwo Wyznawców Powtórnego Przyjścia Chrystusa. Oglądamy ją od młodości, gdy rzekomo wcielił się w nią Chrystus, aż do śmierci w 1784 roku. Liczba wyznawców miała sięgać kilku tysięcy, a wzorcem ich rzemiosła miał się inspirować Bauhaus i IKEA. Fakty te są podane bez oceny doktrynalnej, co samo w sobie stanowi błąd ciężki.

Opis targu niewolników w Nowym Jorku i pacyfizmu w czasie wojny o niepodległość USA ukazuje Lee jako ofiarę „zbrutalizowanego świata”. Tymczasem jej ruch głosił celibat, równość płci i unikanie rozkoszy cielesnych, co w świetle katolickiej nauki o małżeństwie i grzechu pierworodnym jest jedynie ludzką ułudą bez łaski. Brak w artykule choćby wzmianki, że sekta ta nie miała ważnych sakramentów ani prawdziwego kapłaństwa.

Poziom językowy

Słownictwo recenzji jest nasączone kategoriach psychologicznych i estetycznych: „seksualna trauma”, „ekstatyczna modlitwa”, „organiczne brzmienia”, „zmysłowa opowieść”. To słownik humanitaryzmu i sztuki nowoczesnej, a nie teologii. Redukcja wiary do „nieokiełznanej materii” i „tajemniczej aktywności” pokazuje, że autorce chodzi o wrażenie, nie o prawdę.

Użycie zwrotu „żywotom świętych” w cudzysłowie i zestawienie go z tańcem i śpiewem szejkerskim to językowa profanacja. Autorka pisze o „hagiograficznej samodyscyplinie”, nie rozumiejąc, że hagiografia dotyczy świętych Kościoła katolickiego, a nie bluźnierczyń roszczących sobie prawo do wcielenia Chrystusa.

Poziom teologiczny

Ann Lee uzurpowała sobie miano wcielonego Chrystusa, co jest bluźnierstwem przeciw Drodze, Prawdzie i Życiu. Sobór Chalcedoński (451) orzekł, że Chrystus jest jedną osobą w dwóch naturach, Boskiej i ludzkiej, niepodzielnie zjednoczonych. Żadna kobieta nie może być Bogiem. Extra Ecclesiam nulla salus (poza Kościołem nie ma zbawienia) – ten dogmat przypomniał błogosławiony Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863), ucząc, że wiecznego zbawienia nie osiągnie ten, kto trwa w błędzie i odłączeniu od jedności katolickiej.

Szejkersi odrzucali małżeństwo i płodność, podczas gdy Quas Primas (1925) Piusa XI przypomina, iż Chrystus króluje w ciele i członkach jako arma iustitiae Deo (zbroja sprawiedliwości Bogu, Rz 6,13). Prawdziwa cnota czystości jest w łasce, nie w sekcie. Film zaś ukazuje ich obyczaj jako utopię, co jest zaprzeczeniem grzechu pierworodnego i konieczności odkupienia we Krwi Zbawiciela.

Poziom symptomatyczny

Takie pochwały sekty w piśmie ubiegającym się o miano chrześcijańskiego są owocem apostazji struktur posoborowych. Gdy „Tygodnik Powszechny” promuje film o fałszywej mesjance bez słowa krytyki, pokazuje duchowe bankructwo neo kościoła, który utracił instynkt dogmatyczny. To samo zjawisko, które święty Pius X potępił w Lamentabili sane exitu (1907), gdy zganił tych, co twierdzili, że Chrystus historyczny jest niższy od Chrystusa wiary (prop. 29).

Dzisiejsza sekta posoborowa, nazywana Kościołem Nowego Adwentu, nie potrafi odróżnić mistyki od urojenia. Milczenie o konieczności powrotu do jedynej prawdy katolickiej jest najcięższym oskarżeniem. Prawdziwy Kościół trwa tam, gdzie sprawuje się Mszę Świętą według wiecznego mszału świętego Piusa V, a nie w tubach propagandowych wychwalających bluźnierstwo ubrane w starodawny kostium.

Fałszywa emancypacja przez herezję

Recenzentka widzi w Lee kobietę „rzucającą wyzwanie porządkom, z biologią i religią na czele”. Tymczasem bunt przeciw prawu Bożemu jest grzechem pychy. Quanto Conficiamur Moerore ostrzega przed samolubstwem, które każe szukać własnego zysku bez względu na bliźniego. Lee uciekła w wizje, by uniknąć cierpienia, a nie by służyć Bogu.

Film łączy „porządki różne” – hagiografię z ekscesem. To synkretyzm kulturowy, w którym wszystko jest jednakowo święte. Dla katolika integralnego jest to bałwochwalstwo, bo stawia stworzenie na miejscu Stwórcy. Nie ma tu miejsca na Chrystusa Króla, lecz na imitację mesjanizmu przez kobietę opętaną urojeniem.

Wnioski dla czytelnika

Czytelnik szukający w „Tygodniku Powszechnym” chrześcijańskiej orientacji otrzymuje jedynie relację z kina bez zbawienia. Brak ostrzeżenia, że udział w takich seansach jako współuczestnictwo w relatywizmie duchowym, zagraża duszy. Jedynym lekarstwem jest powrót do niezmiennej nauki Katolickiej: Unus Dominus, una fides, unum baptisma (jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, Ef 4,5).

Prawdziwa świętość nie potrzebuje tańca i trzęsawek, lecz sakramentu pokuty i Najświętszej Ofiary. Ann Lee zmarła w błędzie, a film czyni z niej ikonę. My zaś pamiętajmy, że tylko w Kościele katolickim sprzed 1958 roku jest źródło łaski, poza którym nie ma uzdrowienia.


Za artykułem:
Film „Testament Ann Lee”. Zmysłowa historia XVIII-wiecznej mistyczki
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 03.07.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry