Almodóvar i pustka bez Boga: recenzja jako świadectwo apostazji kultury

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje recenzję Anity Piotrowskiej nowego filmu Pedra Almodóvara „Gorzkie święta”. Krytyczka wskazuje na narcystyczny autotematyzm reżysera, eksploatację bliskich w imię sztuki oraz brak „iskry bożej” w sterylnej, choć estetycznej konstrukcji. Artykuł demaskuje bezradność ludzkiej kultury pozbawionej nadprzyrodzonego punktu odniesienia.


Faktografia narcyzmu: matrioszka bez centrum

Recenzja opisuje film jako złożoną strukturę matrioszkową, w której Raúl – alter ego Almodóvara – pisze scenariusz o Elsie, która z kolei jest jego odbiciem. To nie jest sztuka, to jest zamknięty układ odwoływania do samego siebie. Piotrowska słusznie zauważa, że bohaterowie są „pochłonięci sobą, zżerani przez niespełnione ambicje, pasożytujący na czyichś życiach”. Faktycznie: film w filmie, autofikcja w autofikcji, cytat w cytacie – wszystko to prowadzi do próżni. Nie ma tu miejsca na obiektywną rzeczywistość, a zatem na Boga, który jest *ipsum esse subsistens* (samoistne bycie). Kultura, która robi z twórcy boga, a z życia surowiec do eksploatacji, realizuje definicję grzechu pierworodnego: *non serviam* (nie będę służył).

Faktografia pustki: produkt seryjny zamiast dzieła

Ostateczny werdykt recenzentki brzmi: „atrakcyjnie opakowany produkt seryjny”. To zdanie brzmi jak orzekanie sądu nad kulturą zachodnią. Almodóvar, niegdyś buntownik, dziś dostarcza towar dla Netflixa i dystrybutorów kinowych. Recenzja wspomina o „modnych lampach”, „świetnych hiszpańskich aktorkach”, „Chaveli Vargas” – czyli o gadżetach. Przepuściła jednak fundamentalną kwestię: film nie pyta o sens cierpienia, nie wskazuje na Odkupiciela, nie pokazuje krzyża. Cierpienie matki, migrena, toksyczne małżeństwo – wszystko to zostaje zredukowane do materiału na scenariusz. To jest *cultura mortis* (kultura śmierci) w wersji luksusowej, w eleganckim wnętrzu, z cygarem Chaveli Vargas.

Język psychologizmu zamiast teologii: słownik bez Boga

Analiza językowa recenzji ujawnia totalną dominację kategorii psychologicznych i estetycznych. Mówi się o „kryzysie”, „traumie”, „narcyzmie”, „autotematyzmie”, „autofikcji”, „estetycznej przyjemności”. Te terminy stanowią nową, fałszywą teologię. Zastąpiły one pojęcia: grzech, łaska, pokuta, zbawienie, życie wieczne. Piotrowska pisze o „bólu i blasku” jako o tytule filmu, ale w jej ujęciu są to tylko doznania emocjonalne. Brak jakiegokolwiek odniesienia do Pisma Świętego, do Ojców Kościoła, do sakramentów. Nawet pojęcie „iskry bożej”, o którym wspomina recenzentka cytując bohaterkę, zostaje zredukowane do „namiętności?, pasji?, brawury?, szczerości?”. To jest *fides quaerens intellectum* (wiara szukająca rozumu) odwrócona do góry nogami: intelekt szuka wyjaśnienia w psychologii, bo wiary nie ma.

Język ironii jako tarcza przed prawdą

Ton recenzji jest ironiczny, dystansowany, „wyrafinowany”. Piotrowska pisze: „Za które, przyznajmy to, wielu z nas nie przestaje go kochać”. To jest język kompromisu, język świata, który *dilexit mundum* (ukochał świat – J 3,16 – w sensie zguby). Ironia służy tu do zbezpieczenia siebie przed koniecznością wyznania: ten film jest zły, bo Boga nie ma. Recenzentka wolno stwierdza: „czasem wolałoby się, ażeby stłukł wreszcie to ozdobne lustro albo po prostu otworzył szeroko okno”. To jest wezwanie do… czego? Do lepszej autofikcji? Do bardziej szczerego narcyzmu? Język ten demaskuje *laicyzm* (świecczość) jako religię zastępczą: ma swoje rytuały (premiery, recenzje, nagrody), swoje świętości (reżyserzy, aktorki), swoją doktrynę (autonomia sztuki), ale nie ma Zbawiciela.

Teologiczna konfrontacja: Chrystus Król a autonomia sztuki

Encyklika *Quas Primas* Piusa XI uczy, że „Chrystus króluje w umysłach ludzi… dlatego, że On sam jest Prawdą”. Kultura, która odrzuca Prawdę, staje się kłamstwem. Film Almodóvara, a za nim recenzja w „Tygodniku Powszechnym”, to manifest *laicyzmu* potępionego w *Syllabusie błędów* Piusa IX (błąd 55: „Kościół należy oddzielić od Państwa, a Państwo od Kościoła” – tu: sztukę od Boga). Recenzentka nie zadaje pytania: czy ten film prowadzi do Boga? Czy uświęca? Czy jest zgodny z prawem naturalnym? Ona pyta: czy jest atrakcyjny? Czy jest szczery? To jest *humanitaryzm* bez Boga, o którym ostrzegał św. Pius X w *Pascendi Dominici gregis*: redukcja wiary do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Tu redukcja sztuki do subiektywnego doznania estetycznego.

Teologiczna konfrontacja: sakramentowość kultury

Katolicka kultura zawsze była *sacramentalna* – materią stawała się nośnikiem łaski. Ikona, katedra, polichromia, muzyka sakralna – wszystko to wskazywało na Niewidzialne. „Gorzkie święta” to anty-ikona. Jest lustrem, w którym człowiek patrzy na samego siebie. Recenzja to potwierdza, nie widząc w tym problemu teologicznego, lecz tylko… narracyjnego. Brak „iskry bożej” to brak *gratiae sanctificantis* (łaski uświęcającej). Człowiek bez łaski jest *homo incurvatus in se* (człowiek zakrzywiony na siebie – św. Augustyn, Lutero to skradł, my odzyskujemy). Almodóvar buduje pałace z piasku na plaży przymorza. Recenzentka podziwia architekturę pałacu, nie zauważąc, że płynie z morzem.

Objaw apostazji: „Tygodnik Powszechny” jako organ sekty posoborowej

To, że taki tekst ukazuje się w „jedynym polskim tygodniku społeczno-kulturalnym”, który chwali się „wspólnotą, która myśli samodzielnie”, jest najgorszym objawem. Myśli samodzielnie – czyli *sine Romano Pontifice* (bez Rzymskiego Pontyfikatu), *sine Traditione* (bez Tradycji), *sine Christo* (bez Chrystusa). Artykuł nie jest recenzją filmową w sensie katolickim. To jest protokół z sekcji kultury umarłej. Struktury posoborowe, okupujące Watykan od 1958 roku, nie są w stanie ocenić kultury z perspektywy wieczności. One oceniają ją z perspektywy rynku, psychologii i estetyzmu. To jest *synagoga szatana* (Ap 2,9) w działaniu: pozor duchowości, w rzeczywistości – kult człowieka.

Objaw apostazji: redukcja zbawienia do terapii

Recenzja wspomina o filmie „W pokoju obok”, traktującym o „eleganckich okolicznościach asystowanego samobójstwa”. To jest esencja kultury śmierci upiększonej estetyką. Almodóvar, a za nim krytyczka, normalizują grzech śmiertelny, pakując go w dizajnerskie wnętrza. Pius XI w *Quas Primas* pisał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Gdy usunięto Boga z kina, zburzono fundamenty moralności. Samobójstwo staje się „wyborem”, cierpienie – „materiałem”, bliskość – „eksploatacją”. Recenzentka to widzi, nazywa po imieniu („narcyzm”, „eksploatacja”), ale nie ma słowa: grzech. Nie ma słowa: potępienie. Jest tylko smutna refleksja nad „autopilotem”.

Prawda katolicka: sztuka jako służba Prawdzie

Prawdziwa sztuka katolicka nie jest autotematyzmem, jest *theocentryczna*. Jej celem jest *claritas, consonantia, integritas* (jasność, zgodność, całkowitość – św. Tomasz z Akwinu). Służy liturgii, nauce, uwielbieniu. Msza Trydencka to arcydzieło sztuki, bo jest *actio Christi* (czynem Chrystusa). W niej człowiek nie eksploatuje bliźniego, ale ofiaruje się sam w Chrystusie Ojcu. Tylko tam, gdzie panuje Chrystus Król – w umysłach, w sercach, w ciałach (Rz 6,13) – kultura rodzi świętych, a nie narcyzów. Tylko tam „Gorzkie święta” zamieniają się w *Gaudeamus* (radość) zbawienia.


Za artykułem:
„Gorzkie święta”: nowy film Almodóvara to atrakcyjny produkt seryjny
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 25.08.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry