Portal „Tygodnik Powszechny” publikuje wywiad z brytyjską pisarką Jane Campbell, która w wieku 84 lat chwali się późnym debiutem literackim i wizją starości jako procesu utraty, zrekompensowanego psychoterapeutyczną „autentycznością” i wolnością rozumianą jako łamanie granic i serc. Czytelnik otrzymuje obraz człowieka zamkniętego w immanencji, pozbawionego nadziei nadprzyrodzonej, dla którego Bóg nie istnieje, a krzyż jest obcym znakiem.
Redukcja istnienia do psychologicznej immanencji
Artykuł przedstawia życie Campbell jako ciąg doświadczeń naturalnych: wojna, emigracja do Afryki, rozwód, kariera terapeuty, późna sława literacka. Wszystkie te wydarzenia są czytane wyłącznie przez pryzmat psychologii głębi i analizy grupowej. Brak jest jakiejkolwiek referencji do Boga, Prawa Bożego, stanu łaski czy sądu ostatecznego. Starość jest definiowana jako „proces utraty – praw, szacunku, pożądania”, a nie jako czas ostatecznego przygotowania do spotkania z Twórcą. Taka antropologia jest istotą błędu nr 1 z Syllabusa Piusa IX: „Humanus ratio, sine ulla ad Deum relatione, est unica veritatis et falsitatis, boni et mali arbiter”. Kobieta, która „lubi życie, które ma”, a jednocześnie przyznaje, że „każdej radości odpowiada jakaś rozpacz”, pozostaje w kregu tragicznej cykliczności bez nadziei na przebłaganie.
Język terapii jako nowa gnostyka
Słownictwo wywiadu jest słownikiem nowoczesnej gnostyki: „osobowość”, „granice”, „autentyczne życie”, „odkrywanie kim się jest”, „nowa tożsamość”. Te pojęcia zastępują kategorie teologiczne: dusza, cnota, grzech, nawrócenie, uświęcenie. Campbell twierdzi: „Psychoterapia może pomóc odnaleźć drogę do tego, kim się jest”. To jest herezja pelagiańska w nowej odsłonie: człowiek ratuje się sam, poprzez wgląd w własne nieświadomości, bez łaski uzdrawiającej. Św. Pius X w Lamentabili sane exitu (propozycja 26) potępił tezę, że „Dogmaty wiary należy pojmować według ich funkcji praktycznej, tzn. jako obowiązujące w działaniu, nie zaś jako zasady wierzenia”. Tutaj wiara została w pełni zredukowana do „funkcji praktycznej” – psychicznego komfortu i poczucia wolności. Brak jakiegokolwiek odniesienia do sakramentów, modlitwy, Mszę Świętej (Najświętszej Ofiary) demaskuje całkowity naturalizm przekazu.
Rozwód i „łamanie serc” jako bunt przeciwko Prawu Bożemu
Najbardziej szokujący fragment to uzasadnienie rozwodu: „Żeby móc być tym, kim się jest, trzeba złamać parę zasad. Trzeba złamać parę serc. Trzeba przekroczyć parę granic”. To jest otwarte oświadczenie buntu przeciwko lex aeterna i sakramentowi małżeństwa. Kanon 188.4 Kodeksu z 1917 roku oraz nauczanie Soboru Trydenckiego (sesja 24, kan. 7) uczą, że wiąz małżeńskie jest nierozwiązywalne. Campbell opisuje swój rozwód jako akt wyzwolenia, porównując go do sytuacji matki, która nie mogła zabrać dzieci bez zgody męża w 1950 r. To porównanie ma ulegitimizować złamanie przysięgi przy Bożym ołtarzu jako postęp wolności. Pius XI w Quas Primas ostrzegł: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Rozwód Campbell jest owocem tego zburzenia: kobieta uznaje, że prawo Boże (i ludzkie, do 1969 r. w Anglii) jest przeszkodą w realizacji „siebie”.
Objaw modernistycznej antropologii w prasie posoborowej
Publikacja takiego wywiadu w „Tygodniku Powszechnym” – organie struktury posoborowej w Polsce – jest dowodem na to, że sekta ta w pełni zaakceptowała antropologię światową. Zamiast ogłaszać Ewangelię o krzyżu i zbawieniu, promuje narrację o „samorealizacji” i „łamaniu serc” jako drodze do szczęścia. To jest realizacja błędu nr 80 Syllabusa: „Romanus Pontifex potest et debet reconciliari cum progressu, liberalismo et moderna civilitate”. Portal ten, zamiast ostrzegać przed wieczną zagładą duszy, która grozi tym, którzy umierają w grzechu śmiertelnym bez sakramentu pokuty, buduje kult autonomii stworzenia od Stwórcy. Campbell, bliska śmierci (84 lata), mówi: „Może jeszcze nie miałam najszczęśliwszego dnia w życiu”. To zdanie, pozbawione perspektywy wiecznej, brzmi jak klęska nadziei teologicznej. Prawdziwe szczęście nie leży w „nowej tożsamości” pisarki, lecz w wizji Boga facie ad faciem (1 Kor 13, 12), której ta kobieta, niestety, nie szuka.
Jedyna nadzieja: Królestwo Chrystusa Króla
Przeciwstawiając tej wizji psychologicznej prawdę katolicką, musimy przywołać słowa Piusa XI: „Chrystus króluje w umysłach ludzi… w woli ludzi… w sercach”. Tylko pod panowaniem Chrystusa Króla, w Kościele Katolickim, który trwa w wiernych biskupach i kapłanach ważnie wyświęconych przed 1968 r., zachowujących Niewzruszoną Msze Świętą i niezmienną doktrynę, dusza znajduje ukojenie. Wszelka inna „terapia” jest medicina mortifera. Campbell i jej promotorzy z „Tygodnika” oferują kamień zamiast chleba (Mt 7, 9). Błagam czytelników: niech szukają prawdziwego Lebenskunst w sakramencie pokuty i w Ofierze Mszy Trydenckiej, a nie w autobiografii 84-latki, która zgubiła drogę do Ojca.
Za artykułem:
Jane Campbell: Żeby być sobą, trzeba czasem złamać parę serc (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 15.09.2026


